Księga gości

Kategorie:
Gitarzyści (32)
Gitary (37)
Tabulatury (0)
Muzyka (1)
Zdjęcia Gitarzystów (0)
Zdjęcia gitar (0)
Historia Gitary (1)
Tapety (1)
Wywiady (1)
Doktor Gitary ;P (8)


Archiwum:
2010
Maj
Kwiecień



Linki:

Gitary

Strona główna
FENDER Road Worn ’50s Strat, ’60s Strat, ’50s Tele


Czy kryzys może komuś wyjść na dobre? Zadając to pytanie, zastanawiam się, czy gralibyśmy teraz na gitarach Fendera, gdyby na fali wielkiego kryzysu, jaki nawiedził Amerykę na początku XX wieku, Leo Fender nie stracił posady księgowego. Jak wiemy, bezrobocie zmusiło Leo Fendera w roku 1939 do otworzenia własnego sklepu - Fender Radio Service. Przez sklep przewijało się wielu ciekawych ludzi z branży muzycznej i pasjonatów, a także wiele sprzętu, który sprzedawał lub reperował Leo. Doprowadziło to w prostej linii do założenia przez niego firmy Fender Manufacturing w roku 1946. Latem 1949 zaczął pracować nad pierwszą gitarą solid-body, znaną dziś jako Telecaster.

To był prawdziwy przełom - gitary odniosły sukces, a Fender nareszcie miał sensowny produkt, który na siebie zarabiał. Leo wiedział jednak, że trzeba iść za ciosem i wprowadzić kolejny projekt. Zaczął więc słuchać opinii muzyków na temat swej pierwszej gitary. Ponieważ narzekali oni, że ostry kant pod prawą ręką sprawia dyskomfort podczas gry, zaczął więc eksperymentować z konturami korpusu, tak aby przylegał on do ciała jak koszula. Muzycy narzekali też, że trzy siodełka Tele są uciążliwe w strojeniu - wtedy Leo opracował nowy mostek z sześcioma niezależnymi siodełkami. Zupełnie od podstaw stworzony także został system wibrato, notabene błędnie nazwany jako tremolo. Na koniec Leo stwierdził: "Zamontujmy tu trzy przetworniki. Dwa są OK, ale trzy będą powalające". Pierwsze prototypy Stratocastera ujrzały światło dziennie na przełomie maja i czerwca 1954 roku, a jego design jawił się wówczas ludziom jako dzieło kosmitów. Dziś jest jednym z niewielu stworzonych przez człowieka projektów, który w niezmienionej niemal formie przetrwał ponad pół wieku. Stratocaster nadal jest pożądany, kupowany i używany na całym świecie przez muzyków wszystkich pokoleń. Czy jest więc coś, co można napisać w teście takiej gitary, a co nie zostało już wcześniej wypowiedziane?

NATURAL WORN THRILLERS

Gitarzyści to dziwaczna nacja. Czy ktoś normalny kupiłby sobie poobijany samochód z lakierem zdartym w kilku miejscach? Gitarzystom natomiast zdają się podobać gitary, dla których czas nie był łaskawy - pożółkłe, powycierane, poobijane i ze skorodowanym osprzętem. Niewielu z nas stać na oryginalnego, kosztującego majątek Strata z lat 50., który miał szansę zestarzeć się naturalnie. Dlatego też Custom Shop wprowadził serię Relic - instrumenty również dość drogie, ale leżące już w zasięgu wielu muzyków. Najnowsza seria "gitar zdartych w trasie" poszła jeszcze o krok dalej. Teraz praktycznie każdy może sobie kupić zgrany instrument, tak jak parę fabrycznie nowych, lecz wyglądających na znoszone, dżinsów. Magazyn "Gitarzysta" jako pierwszy w Polsce ma przywilej sprawdzić trzy gitary z serii Road Worn: ’50s Strat, ’60s Strat i ’50s Tele - produkowane przez meksykańską fabrykę Fendera. Pierwsze gitary wyjechały z Ensenady w roku 1991, by kilka lat później przebić ilościowo produkcję Corony prawie o połowę. W przypadku serii Road Worn gryfy produkowane są w USA, a korpusy w Meksyku. Nad całością tego projektu czuwają oddelegowani lutnicy z Custom Shopu USA, tak zwani master builders. Zobaczmy, jak to wszystko Fenderowi wyszło...

’50s STRAT

Tej gitary jestem bardzo ciekaw, bowiem prywatnie jestem posiadaczem Strata Custom Shop Relic z gryfem "V". Mogę więc porównać obie gitary. Jak sama nazwa sugeruje, model ten inspirowany jest specyfikacją z lat 50. Dodajmy: luźno inspirowany. Mamy tu więc klonowy gryf o łagodnym (jak mówi specyfikacja) profilu "V". W rzeczywistości owa "V-ka" jest mocniej zaznaczona niż, powiedzmy, w gitarach z serii American Deluxe "V". Klonowa podstrunnica ma radius 184mm i 21 progów 6105 rozmiaru narrow jumbo. Na gryf został naniesiony, a następnie pościerany lakier z ciemniejszą tintą. Przetworniki zamontowane na jednowarstwowej i dość elastycznej płytce to firmowe Tex-Mex. Są to przystawki wzorowane na Custom Shop Texas Specials, ale nawijane na plastikowych szpulach i produkowane w Meksyku. Zarówno płytka, jak i osłony pickupów są postarzane. Jak na vintage przystało, na pickup pod mostkiem nie działa pot TONE. Całości dopełniają pokryte patyną stroiki, zaczepy na pasek i tremolo w stylu vintage.

Olchowy korpus pokryty został lakierem nitrocelulozowym w kolorze dwutonowej przypalanki (2-color sunburst). W miejscu oparcia prawej ręki oraz z tyłu lakier został zdarty aż do drewna. Smaczku dodają też liczne obicia i matowa, jakby wytarta od ostrego materiału powierzchnia całego korpusu. A teraz najlepsze: korpus posiada wycięcia jedynie na single - nie ma tu tych dużych "basenów" na pickupy, które zabierały tyle drewna, a co za tym idzie rezonans instrumentu.

Na sucho ’50s Strat brzmi niezwykle sprężyście. Dość lekki korpus wyraźnie chce rezonować. Gryf jest świetnie wyprofilowany, dość wąski, idealnie leżący w ręku. Moim zdaniem niczym nie ustępuje customowemu. Trochę sztucznie natomiast wyglądają wytarcia na podstrunnicy - zupełnie jakby ktoś przeleciał tu papierem ściernym, a potem wtarł w drewno nieco ziemi. Do wykończenia z tyłu gryfu nie mam zastrzeżeń. Bardzo naturalnie wygląda też korpus i osprzęt.

Stratocastera podłączam do wzmacniacza Fender Deluxe VM. Pierwsze wrażenia mam mieszane - gitara wydaje się grać lepiej na sucho niż z przystawek. Najlepiej z całego setu wypada pickup pod gryfem. Jest czuły na zmiany w dynamice i naprawdę chce się na nim grać. Brzmienie ma zaokrąglony niski środek i jakby low-cut poniżej niego, dzięki czemu dźwięk jest czytelny i niezamulony. Wyższy środek jest lekko wycofany, a zamiast niego odzywa się dzwoniące wysokie pasmo. W czwartej pozycji jest jak na mój gust ciut zbyt ciemno, a w drugiej do pełni szczęścia brakuje wysokiego środka. Jest to oczywiście relatywne i postrzegane w odniesieniu do wcześniejszej gitary. Zawsze przecież można skorygować nieco potencjometry wzmacniacza lub dopalacza wpiętego przed nim.









’60s STRAT

Ten instrument zbudowany został według przepisu z lat 60. Klonowy gryf nie ma z tyłu tego charakterystycznego paska, znanego z modelu American Standard. Podstawową różnicą w stosunku do opisywanego przed chwilą Strata ’50s jest profil "C" gryfu oraz palisandrowa podstrunnica o promieniu 184mm. Nabito na nią 21 wysokich i wąskich progów określanych jako 6105 narrow jumbo. Przetworniki Tex-Mex zamontowane zostały na trzywarstwowej płytce Mint Green przykręconej do korpusu jedenastoma wkrętami - jest ona twardsza i stabilniejsza niż jednowarstwowa płytka Strata ’50s. Metalowe części są postarzane, dzięki czemu dobrze komponują się z powycieranym i poobijanym olchowym korpusem. Nielakierowana palisandrowa podstrunnica nie podlega procesowi postarzania, więc wytarty lakier znajdziemy jedynie z tyłu gryfu. Korpus, pokryty powłoką nitrocelulozową w kolorze przypalanki w trzech odcieniach, "zrelicowany" jest wręcz wzorcowo. Jednakże po tym, jak miałem przed chwilą w rękach Strata ’50s, wydaje się lekko podejrzane, że gitary mają obtarcia i uszkodzenia prawie tych samych kształtów i w tych samych miejscach. Taka jest cena masowej produkcji tego modelu.

Gryf gitary Strata ’60s wydaje się nieco większy niż u poprzednika, chociaż według specyfikacji jego szerokość przy siodełku wynosi również 42mm. Na profilu "C" będzie się jednak wygodniej grało tym, którzy trzymają kciuk klasycznie, czyli z tyłu gryfu. Gitara na sucho brzmi równie sprężyście, a korpus rezonuje dość mocno. Popularny test polega na tym, że trzyma się gitarę za główkę w powietrzu (tak jakby wisiała na wieszaku w sklepie), uderza się strunę H i dotyka dłonią dolnej części korpusu przy zaczepie na pasek - powinny być wyraźnie wyczuwalne drgania. Tak właśnie jest z obydwoma testowanymi Stratocasterami.

Początkowo, po podłączeniu do wzmacniacza, brzmienie obu gitar wydaje się identyczne. Po chwili grania i przełączania na zmianę obu instrumentów, zaczynają być słyszalne niewielkie różnice. Strat ’60s ma nieco szersze dolne pasmo, przez co brzmienie wydaje się pełniejsze. Ma również trochę więcej wysokiego środka i mniej najwyższej, szeleszczącej góry. W zasadzie nie jestem w stanie powiedzieć, czy to dobrze, czy źle. Brzmienia obu gitar różnią się niuansami, wobec których większą różnicę stanowi przekręcenie potencjometru we wzmacniaczu o działkę lub dwie.

’50s TELE

Ten instrument wzorowany jest na egzemplarzach produkowanych w połowie lat 50. Mamy tu więc klonowy gryf i podstrunnicę o oldskulowym promieniu 184mm. Profil szyjki to duże "C". Gryf rzeczywiście czuć w ręku, szczególnie w porównaniu ze Stratocasterami, co dla niektórych będzie zaletą. Zamontowano tu firmowe pickupy Tex-Mex.

Gdy pierwszy raz biorę do ręki gitarę ’50s Tele, zaczyna mi przeszkadzać wszystko to, na co zwracano uwagę Leo Fenderowi już w latach 50., czyli uwierająca krawędź korpusu pod prawą ręką i trzy siodełka w mostku obsługujące sześć strun. Siłą rzeczy nie da się tu idealnie ustawić menzury, niemniej z każdą chwilą spędzoną z tą gitarą człowiek zaczyna wsiąkać, a czas niepostrzeżenie upływać. Wierzę, że każda dobra gitara na swój sposób oswaja grającego na niej gitarzystę. W każdej zaklęta jest jakaś melodia. Ten Telecaster potrzebował zaledwie kilkudziesięciu minut, by mnie do siebie przekonać. Trzeba przyznać, że w gitarze ’50s Tele jest coś inspirującego.

Już na sucho gitara bardzo mocno rezonuje, a po podłączeniu do wzmacniacza okazuje się najgłośniejszą z testowanej trójki. Przetwornik pod gryfem, umieszczony w puszcze, daje piękne, aksamitne brzmienie. Trzeba uważać na kostkowanie w jego pobliżu, ponieważ obudowa zbiera każde uderzenie jak mikrofon. Pickup pod mostkiem jest dość mocny i gra środkowym pasmem. Dwie przystawki razem to już klasyka Tele - sprężyste brzmienie, które świetnie się sprawdza w barwach podkładowych. Wszystkie trzy barwy są do natychmiastowego wykorzystania. Nic tu więcej nie trzeba zmieniać. Chociaż z pewnością nie jest to gitara dla każdego i trzeba się z nią oswoić.

EPILOG

Ogólne wrażenia z gry na ’50s Stracie są więcej niż pozytywne, nawet w porównaniu do podobnego modelu Strata Relic z Custom Shopu. Szczerze mówiąc, przez chwilę zastanawiałem się, czy Fender nie strzelił sobie w stopę, robiąc zbyt dobre gitary za niewielkie pieniądze. ’60s Strat leży w ręku jak wiosło, na którym przegraliśmy ostatnie 10 lat. ’50 Tele to nieokrzesany kowboj w wytartych dżinsach - trzeba umieć się z nim zaprzyjaźnić, ale jeśli już nam się to uda, to będzie to przyjaźń na śmierć i życie. Z tych trzech gitar osobiście wybrałbym pierwszą - po prostu uwielbiam gryfy "V", klonowe podstrunnice i wykończenie "relic". Jedyne z czym bym pokombinował, będąc posiadaczem tych gitar, to przetworniki - brzmią jak rasowe single, ale wydaje mi się, że nie oddają całego potencjału drzemiącego w instrumencie, który wyraźnie słychać w grze na sucho. Moim zdaniem seria Fender Road Worn to strzał w dziesiątkę - jeden z fajniejszych produktów, jakie zaserwowała nam branża w ostatnim czasie.
Info:

konstrukcja: bolt-on
korpus: olcha (’50s Strat, ’60s Strat), jesion (’50s Tele)
gryf: klon, jednoczęściowy
podstrunnica: klon (’50s Strat, ’50s Tele), palisander (’60s Strat)
progi: 21 (6105 narrow jumbo)
przetworniki:
3×Tex-Mex (’50s Strat, ’60s Strat),
2×Tex-Mex (’50s Tele)
układ elektryczny: 2×TONE, 1×VOLUME (’50s Strat,
’60s Strat), 1×TONE, 1×VOLUME (’50s Tele)
przełącznik:
5-pozycyjny (’50s Strat, ’60s Strat),
3-pozycyjny (’50s Tele)


2010-05-01 17:42:36
Ilość komentarzy: 4 Dodaj komentarz

IBANEZ MBM2


Firma Ibanez od lat kojarzona jest z czołówką gitarzystów z niemal każdego nurtu muzycznego. Jednak pomimo wyrobionej renomy producent w dalszym ciągu stara się na bieżąco współpracować z kolejnymi pokoleniami muzyków. Ibanez wciąż wzbogaca swoją ofertę o coraz to nowsze sygnowane modele, dzięki czemu na rynku mamy nie tylko szeroki wybór instrumentów, ale przede wszystkim wiele z nich wyróżnia się oryginalnością, będącą wynikiem połączenia inwencji twórczej muzyka i doświadczenia lutniczego firmy. Taka synteza czasem nie przynosi oczekiwanych rezultatów, ale niekiedy sprzyja powstaniu modeli ponadczasowych, stających się wzorem dla kolejnych konstrukcji. Tym razem na warsztat weźmiemy nową sygnaturę Ibaneza: MBM2. Gitara ta powstała przy udziale Matta Bachanda znanego z zespołu Schadows Fall - zapowiada się więc poważna batalia miażdżących, niskich brzmień.


BUDOWA

MBM2 powstał na bazie znanego modelu Ibaneza RGA. Deska ma więc opływowy kształt i niezbyt wielką grubość. Dzięki temu uzyskano także optymalną wagę instrumentu, która w pierwszej chwili wydaje się wręcz podejrzana. Korpus posiada plastikowy elegancki binding, który doskonale komponuje się z czarnym lakierem uzupełnionym białą grafiką. Można powiedzieć, że MBM2 wygląda równie elegancko, co drapieżnie, i taki rezultat najprawdopodobniej chciano uzyskać. Do budowy użyto mahoniu, a ponieważ jego waga jest stosunkowo mała, można się będzie spodziewać dobrego przenoszenia nie tylko niskich częstotliwości, ale też wysokich, pozwalających zachować doskonałą artykulację.

W omawianym instrumencie zastosowano chromowany osprzęt, który świetnie komponuje się z ogólnym designem. Mostek to oryginalna konstrukcja Ibaneza - Gibraltar Standard. Składa się on z nieruchomej podstawy przykręconej do korpusu czterema wkrętami oraz siodełek pozwalających ustawić prawidłową menzurę oddzielnie dla każdej struny. Aby zwiększyć sustain, struny przechodzą przez korpus i zaczepione są w specjalnych tulejach. Układ elektryczny gitary to przede wszystkim światowe przetworniki EMG - odpowiednio model 60 przy szyjce i 81 przy mostku. Pickupy umieszczono w nisko profilowanych, metalowych ramkach. Uzupełnieniem jest potencjometr głośności oraz 3-pozycyjny przełącznik uchylny. Aktywna elektronika EMG zasilana jest oczywiście jedną baterią 9V, którą montuje się z tyłu korpusu pod specjalną klapką. Ewentualna wymiana przebiega więc szybko i nie wiąże się z koniecznością odkręcania żadnych śrubek. Połączenie gryfu z korpusem to tradycyjny system bolt-on, czyli cztery śruby. Dodatkowo zastosowano All Access Neck Joint System, co w praktyce oznacza umieszczenie każdej śruby w specjalnej tulei, pozbywając się tym samym metalowej płytki pogrubiającej miejsce łączenia gryfu.

Sam gryf wykonano z trzech warstw klonu (typ Wizard II). Na palisandrowej, ożyłkowanej (podobnie jak korpus) podstrunnicy nabito 24 progi jumbo. Zarówno ich wykończenie, jak i wypolerowanie jest wzorcowe. W celu lepszej orientacji podstrunnicę zaopatrzono w małe markery w kształcie kropek. Główka to klasyczny kształt Ibaneza ze srebrnym logo oraz inicjałem "SF" (Shadows Fall) na płytce chroniącej dostęp do pręta regulującego krzywiznę gryfu. Do nawijania strun służą tradycyjne chromowane stroiki o zamkniętej konstrukcji, zamontowane w układzie jednorzędowym.

Jedynym widocznym minusem testowanego instrumentu jest siodełko, które - choć wykonane starannie - jest plastikowe (wydaje się, że zastosowanie kompozytów grafitowych lub polimerowych powinno już stać się standardem...). Jak widać, MBM2 to instrument o nieskomplikowanej budowie i jednocześnie doskonale przemyślany pod względem użytkowym. Zarówno konstrukcja, jak i zastosowany układ elektroniki jednoznacznie sugerują przeznaczenie gitary i nie jest to bynajmniej jazz... Zobaczmy zatem, jak brzmi ten potwór.


GRAMY

Na wstępie warto zaznaczyć, że gitarzysta zespołu Shadows Fall stroi się o sekundę wielką w dół, czyli do dźwięku D. Żeby więc test był rzetelny, a brzmienie takie jak zaplanowano, gitarę MBM2 nastroiłem w ten sam sposób. Bez podłączenia do wzmacniacza gitara produkuje dość głośne dźwięki, co świadczy o sporym, pożądanym rezonansie własnym. Na początku wspomniałem, że mahoń, z którego zbudowano korpus, wydaje się podejrzanie lekki. Rzeczywiście słychać to w brzmieniu - pomimo niskiego stroju odczuć można lekkie braki w zakresie przenoszenia niskich częstotliwości. Dużo za to jest góry i dźwięcznego, okrągłego środka. Gitara gra przestrzennie, a poszczególne dźwięki charakteryzują się doskonałą selektywnością. Ponieważ jednak przeznaczeniem testowanego instrumentu nie jest gra akustyczna, zobaczmy, jak radzi sobie podpięty do wzmacniacza.

Zastosowany układ elektroniki jest bardzo prosty i właściwie ukierunkowany na osiągnięcie jednego brzmienia. Dwa humbuckery i przełącznik ich wyboru - żadnych switchy rozłączających cewki czy potencjometrów przeznaczonych nie wiadomo do czego. Z jednej strony może to zawężać możliwości brzmieniowe instrumentu (szczególnie w zakresie barw czystych), z drugiej jednak gwarantuje prostotę obsługi na scenie i własny charakter tego modelu. Zacznijmy od barw czystych. Zgodnie z oczekiwaniami przetwornik przy mostku (EMG-81) właściwie nie nadaje się do gry na cleanach. To dość charakterystyczne dla tego pickupu, który stworzony został raczej do gry solowej na przesterze. Barwa czysta jest w tym wypadku pozbawiona dynamiki, posiada zawężone pasmo, a silny sygnał wyjściowy powoduje przesterowanie wzmacniacza. Inaczej zachowuje się przetwornik neck (EMG-60). W tej pozycji gitara zachowuje się poprawnie, oferując mocne, ale zarazem ciepłe brzmienie. Pojawiły się też częstotliwości basu, których brak odczuwało się w brzmieniu akustycznym. Jak widać, elektronika została poprawnie dobrana do charakteru barwowego instrumentu i nie tyle uzupełnia końcowe brzmienie, co nie pozwala na jego wypaczenie przez podbicie niewłaściwych częstotliwości. Została jeszcze do wyboru środkowa pozycja przełącznika, w której łączy on obydwa przetworniki. Rezultatem jest zrównoważony, przestrzenny i nieco surowy sound, który świetnie sprawdzi się podczas gry akordowej.

Przejdźmy teraz do sedna sprawy, czyli barw przesterowanych. Pozycja przy mostku to chyba kwintesencja brzmienia tego instrumentu. Przetwornik EMG-81 przy mostku doskonale radzi sobie zarówno przy grze solowej, oferując powalający sustain, jak i podczas gry akordowej, dostarczając szybkiego ataku. Pomimo obniżonego stroju w dalszym ciągu mamy pełną selektywność granych dźwięków, a także brak jest często spotykanego w innych konstrukcjach "zamulenia" w dolnym paśmie częstotliwości. Przetwornik w pozycji neck przynosi pewne zaskoczenie - dość sporo góry kojarzącej się niemal z brzmieniem typowego singla. Świetny dynamiczny, iskrzący sound. W tej pozycji możemy z gitary wydobyć bez problemu wszystkie smaczki artykulacyjne, nawet przy mocnym przesterze. Warto też przy okazji obalić mit o mało dynamicznym, skompresowanym brzmieniu przetworników aktywnych. Wszystko zależy od konstrukcji samego pickupa, a w tym przypadku model EMG-60 bije zakresem dynamiki wiele uznanych, pasywnych konstrukcji. Nie sposób też nie zauważyć innej zalety zastosowania układu aktywnego - sygnał jest bardzo czysty, pozbawiony szumów i przydźwięków. Co najważniejsze jednak, niska oporność wyjściowa układu pozwala stosować długie przewody bez strat sygnału - zaleta, która w pełni objawia się dopiero na dużej scenie.

Ostatnia pozycja to połączenie obydwu przetworników. W tym przypadku nie uzyskujemy jakichś rewelacyjnych właściwości brzmieniowych i - jak w przypadku większości instrumentów z taką konfiguracją pickupów - dźwięk jest mało charakterystyczny. To zdecydowanie pozycja sprawdzająca się świetnie na barwach czystych, ale nie wnosząca niczego do brzmienia instrumentu po przesterowaniu.

Generalnie brzmienia przesterowane, oferowane przez Ibaneza MBM2, są naprawdę mocne, ale pozwalają jednocześnie zachować niuanse artykulacyjne podczas gry. To ważna cecha, zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z obniżonym strojem przy zachowaniu standardowej menzury w instrumencie. Niezależnie jednak od rodzaju realizowanej barwy, jedna cecha testowanego instrumentu pozostaje niezmienna - grywalność. Gitara Ibanez MBM2 jest bardzo wygodna, a niska akcja strun nie utrudnia gry. Doskonały profil i szerokość gryfu, świetnie nabite i wykończone progi - dokładnie tych cech można było się spodziewać po instrumencie tak doświadczonej firmy, jaką jest Ibanez. Nie można także nie wspomnieć o wzorcowym stroju, który nie ulega zmianie nawet w najniższych pozycjach.

PODSUMOWANIE

Ibanez MBM2 to, jak wspomniałem na samym początku, prosta konstrukcja ukierunkowana na osiągnięcie konkretnego brzmienia. Jeśli ktoś szuka uniwersalnego, studyjnego wiosła, to nie tędy droga. Aktywna elektronika z mocnym poziomem wyjściowym, niski strój, stały mostek - taka konfiguracja już od początku określa mocno rockowy czy wręcz metalowy charakter brzmieniowy tego instrumentu. Pomijając "bajerancką" grafikę na korpusie, trzeba też przede wszystkim powiedzieć, że jest to gitara wykonana zawodowo. Żadnych niedoróbek lub kompromisów - po prostu uczciwa konstrukcja. Przyczepić się można jedynie do lekkiej wagi powodującej niedostateczne przenoszenie niskich częstotliwości przy grze akustycznej. Na szczęście układ elektroniki rekompensuje to zjawisko i po podłączeniu do wzmacniacza zyskujemy naprawdę potężną dawkę gitarowego czadu.
Info:
konstrukcja: bolt-on
korpus: mahoń
gryf: klon, trzyczęściowy
podstrunnica: palisander
progi: 24 jumbo
układ elektryczny: EMG-81 (mostek),
EMG-60 (gryf), przełącznik 3-pozycyjny,
1×VOLUME
wykończenie: czarny lakier z białą grafiką

2010-05-01 17:37:22
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

RICHWOOD Launcher Pro Standard RE-125-HB Custom RE-129-BK Custom RE-129-OR


Gitary Richwood znane są już naszym Czytelnikom, test pierwszej wersji RE-125 opublikowaliśmy bowiem około dwóch lat temu.
BUDOWA

W kolejnych latach gitara ta przeszła modernizację, zmianie nie uległy jednak gatunki drewna użyte do jej budowy. W korpus z drewna na to wklejono mahoniowy gryf z podstrunnicą wykonaną z drewna sonokelin. Ten ostatni gatunek łatwo pomylić z palisandrem, ponieważ wygląd i właściwości akustyczne obydwu są podobne, przy czym sonokelin jest jednak twardszy. Przód korpusu zdobi fornir z prawdziwego klonu płomienistego. W tej klasie cenowej to ewenement, ponieważ wielu producentów zastępuje go naklejaną fotografią.

Szerokość podstrunnicy na wysokości siodełka główki wynosi ok. 43,5mm, na wysokości XII progu - 52,5mm. Grubość szyjki wzrasta od 21mm przy I progu do ok. 23,5mm przy XII. Na podstrunnicy nabito 22 progi w rozmiarze medium. Osprzęt uzupełnia dwuczęściowy mostek tune-o-matic oraz zamknięte klucze olejowe.

Instrumenty różnią się modelami przetworników marki Boston: Standard uzbrojony jest w dwukolorowe humbuckery Zebra Power Rock bez puszek, natomiast w wersji Custom zamontowano Gold Vintage w puszkach - wszystkie oparte są na magnesach AlNiCo IV. W układzie elektrycznym nie znajdziemy już więcej niespodzianek - trójpozycyjny przełącznik, oddzielne potencjometry głośności i barwy dla każdego przetwornika to już klasyka.

Cechą wyróżniającą nowe gitary Richwood spośród innych instrumentów typu Les Paul jest miejsce łączenia gryfu z korpusem. Od frontu linia przypomina nieco gitary typu Telecaster, jednak najważniejszy detal znajduje się z tyłu. Linia jest łagodna, a głębokie wyfrezowanie nie przypomina tradycyjnego prostokątnego profilu.

Warto wspomnieć o pewnym drobiazgu - do każdej gitary dołączona jest płytka maskująca korpus, którą nabywca może samodzielnie zamontować; wszak nie każdy ma potrzebę zasłaniania drewna płytką. W przypadku instrumentów z ładnym wzorzystym drewnem plastikowy pickguard niekiedy nawet by je szpecił, tym bardziej że po zdjęciu takiego zamontowanego fabrycznie elementu pozostają otwory po wkrętach.





WRAŻENIA

Mając do dyspozycji aż trzy sztuki jednego modelu różniące się nieco przetwornikami i wykończeniem, można sprawdzić coś, co nie jest możliwe do zbadania w przypadku tylko jednej gitary, a mianowicie: powtarzalność cech poszczególnych egzemplarzy. Staranność wykonania jest na tym samym poziomie, dość wysokim jak na tę klasę cenową. Drobne zastrzeżenia można by mieć do złotego wykończenia osprzętu, który zapewne z czasem utraci nieco swój blask. Nieznaczne różnice w wymiarach i profilach gryfów rzędu dziesiątych części milimetra oraz ułożenie żyłek bindingu świadczą o tym, że fabryka Richwooda nie osiągnęła jeszcze najwyższego poziomu zaawansowania technologicznego. Trzeba jednak przyznać, że ludzie budujący te instrumenty przykładają się do swego rzemiosła należycie i że poświęcają im sporo uwagi. Do estetyki i staranności wykonania trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Jedyny mankament to kiepskie struny założone fabrycznie.

Testowane gitary są bardzo wygodne w grze. Gryf o profilu spłaszczonego "C" dobrze leży w dłoni, a dostęp do najwyższych pozycji jest wręcz znakomity. Żadna z gitar typu Les Paul, które do tej pory miałem w rękach, nie miała tak dobrze wyprofilowanego połączenia gryfu z korpusem. Specyficzny wybór gatunków drewna przekłada się na prawidłowe wyważenie instrumentu. Gitara nie męczy muzyka nawet przy dłuższym graniu - drewno nato nie waży tyle co mahoń.

BRZMIENIE

Zastosowane w przetwornikach Boston magnesy AlNiCo IV są nieco słabsze niż AlNiCo V. Można więc przysunąć je bliżej strun, uzyskując tym samym mocniejsze brzmienie, a jednocześnie zniwelowanie zakłócenia intonacji, jakie zdarzają się podczas gry w wysokich pozycjach. Brzmienia różnią się w zależności od modelu: Standard gra jaśniej i ostrzej niż Custom, który wyraźnie nawiązuje do stylistyki vintage. Pomiędzy testowanymi egzemplarzami praktycznie nie występują różnice w jakości brzmienia czy długości wybrzmienia, lecz jedynie nieznaczne różnice barwy. Przetworniki Zebra niekiedy generują niewielki przydźwięk, który nie występuje w przypadku humbuckerów w puszkach. Brzmienie modelu Custom jest ciepłe i mięsiste, a jego szlachetność ujawnia się przede wszystkim w barwie czystej. Na przesterze sprawia wrażenie nieco bardziej śpiewnego niż Standard, który z kolei gra wyraźniej, ale odrobinę chłodniej. Wybór brzmienia jest oczywiście sprawą subiektywną, jednak przy niewielkiej różnicy w cenie, szala zdaje się przeważać w stronę modelu Custom.

PODSUMOWANIE

Na początkowym etapie testu instrumentów zwykle staram się nie sprawdzać ich cen, by zachować jak największą obiektywność. Grając na Richwoodach, spodziewałem się, że za prezentowane przez nie brzmienie należy zapłacić nieco więcej. Poza tym, w stosunku do wcześniej testowanej wersji, gitary te zaskoczyły mnie nowatorskimi rozwiązaniami pozytywnie wpływającymi na komfort gry. Dobra jakość drewna i wykonania przekłada się na powtarzalność ich indywidualnych cech. W przypadku naszego testu wszystkie trzy egzemplarze prezentują jednakowo wysoki poziom. Cieszy to tym bardziej, że w przypadku klasy budżetowej różnice bywają na ogół spore. Różnorodne opcje wykończenia oraz modele dla gitarzystów leworęcznych z pewnością zainteresują muzyków szukających dobrej gitary w rozsądnej cenie. Uzyskujemy z nich dźwięk, który w klasie cenowej poniżej 1.500 zł wydawał się być raczej nieosiągalny.
Info:
korpus: nato
płyta wierzchnia: klon płomienisty
gryf: mahoń
podstrunnica: sonokelin
menzura: 24,75"
osprzęt: złoty
mostek: tune-o-matic
klucze: zamknięte olejowe
układ elektryczny:
Boston PU-54-FZB Humbucker
Alnico IV Zebra Power Rock
(RE-125-HB, przy gryfie),
Boston PU-54-RZB Humbucker
Alnico IV Zebra Power Rock
(RE-125-HB, przy mostku),
Boston PU-57-FGD Humbucker
Alnico IV Gold Vintage
(RE-129-BK/OR, przy gryfie),
Boston PU-57-RZB Humbucker
Alnico IV Gold Vintage,
(RE-129-BK/OR, przy mostku),
2×VOLUME, 2×TONE, przełącznik 3-pozycyjny

2010-05-01 17:32:54
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

ESP LTD WA-600



Z pewnością firma ESP kojarzy się każdemu gitarzyście z instrumentami przeznaczonymi do cięższego łojenia.
Potężne grono światowej sławy endorserów wciąż się rozszerza, a oprócz takich pewniaków, jak James Hetfield, pojawiają się także wschodzące gwiazdy heavy metalu, podsuwające nowe pomysły na sygnowane modele. LTD WA-600 to instrument, który zobaczyć można w rękach Williego Adlera, gitarzysty zespołu Lamb Of God. Ponieważ kapela gra naprawdę ostro, liczyć możemy na miażdżące brzmienie gitary, którą za chwilę przetestujemy.

BUDOWA

Prezentowany instrument zbudowano w oparciu o nieśmiertelny kształt Les Paula. Nie jest to jednak wierna jego kopia - mahoniowy korpus jest nieco inaczej wyprofilowany i cieńszy, a także główka wydaje się bardziej drapieżna niż w pierwowzorze. Jednym z charakterystycznych szczegółów WA-600 jest lakier - czarny w wersji Camo (camouflage) lub pantery - jak kto woli. Całość ma przez to zadziorny, żołnierski wygląd - nic tylko brać i ruszać na bitwę (muzyczną oczywiście!). Niklowany czarny osprzęt idealnie podkreśla mroczny klimat instrumentu, został jedynie złamany gustownym białym bindingiem korpusu i podstrunnicy. Mostek to typowa konstrukcja tune-o-matic złożona ze strunociągu oraz strunnika z regulowanymi siodełkami. Warto zauważyć, że firma zastosowała doskonałe elementy TonePros - zarówno strunnik, jak i strunociąg są przykręcone za pomocą małych śrub do trzpieni, na których się trzymają. Dzięki temu wzmocnione jest przekazywanie drgań strun przez mostek na korpus, co skutkuje dłuższym sustainem i lepszym atakiem. Pomimo zdecydowanie "bojowego" przeznaczenia instrumentu zastosowano dość uniwersalny set przetworników Seymour Duncan: JB przy mostku i ’59 przy gryfie. Znamienny jest fakt, że ten zestaw pickupów stał się już niemal standardowym wyposażeniem ogromnej liczby gitar różnych firm, przeznaczonych do wykonywania szerokiego spektrum muzyki - od rocka do jazzu. Stara prawda mówi, że przetworniki odzywają się tak jak gitara, w której są zamontowane, czeka nas więc odkrycie kolejnej, metalowej strony zastosowanego zestawu.

Uzupełnieniem układu elektrycznego jest 3-pozycyjny przełącznik, osobne gałki głośności dla każdej przystawki i jedna wspólna do regulacji tonu. Gryf wykonano z klonu i wklejono do korpusu. Samo łączenie jest bardzo przyjazne dla gry - pozbawione tzw. kopyta, co ułatwia grę w wysokich pozycjach. Szyjka ma wygodny profil, a jej grubość jest idealna zarówno do gry akordowej, jak i solowej. Podstrunnica jest wykonana z hebanu, który wygląda na naprawdę świetnie dobrany kawałek drewna. Ciemny, gęsty - jeden z ładniejszych hebanów, jakie widywałem na podstrunnicach. Gitara posiada 22 progi o dość dużej szerokości i wysokości, oznaczone przez firmę jako XJ (Extra Jumbo). Ich nabicie jest po prostu wzorcowe - idealne wykończenie krawędzi, starannie zaokrąglone korony, a do tego progi lśniące jak lustro, na co wpływ ma nie tylko ich wypolerowanie, ale doskonały materiał, z którego zostały zrobione. WA-600 przyozdobiono charakterystycznymi markerami w kształcie gwiazdek oraz flagi USA pomiędzy 8 a 12 progiem. Główka posiada blokowane klucze w układzie 3+3 z wybitym logo firmy ESP. Warto zwrócić uwagę na miejsce przejścia główki w szyjkę. Zastosowano dość duże kopyto, które doskonale zabezpiecza to newralgiczne miejsce przed ewentualnym złamaniem. Na plus zasługuje też zamontowanie grafitowego siodełka (45mm) gwarantującego strojność nawet po intensywnym podciąganiu strun.

Gitary LTD produkowane są w Azji (WA-600 w Korei). Osobiście uważam, obserwując od lat produkcje koreańskie, że niejednokrotnie stoją one na wyższym poziomie niż instrumenty uznanych firm amerykańskich. Podobnie sprawa wygląda w przypadku testowanej gitary. Jest zrobiona perfekcyjnie, z dbałością o każdy szczegół, a zastosowane do budowy materiały zdecydowanie nie pochodzą z "łapanki". Jedyne zastrzeżenie mam do lakierowania. Gdy przyjrzymy się tyłowi korpusu pod światło, wyraźnie zobaczymy załamania lakieru w miejscach łączenia kawałków drewna. Co prawda z jednej strony, dzięki temu możemy przekonać się, z ilu części złożono korpus (w tym przypadku z co najmniej trzech), z drugiej jednak strony, z pewnością nie wpływa to dodatnio na estetykę instrumentu. Mając jednak w pamięci inne modele LTD, muszę przyznać, że taka sytuacja zdarza mi się pierwszy raz w przypadku tego producenta, więc prawdopodobnie nie jest to zjawisko nagminne. Instrument trzyma się bardzo wygodnie, a profil gryfu idealnie pasuje nawet osobom o małych dłoniach (do których się zaliczam). Świetnie dobrana waga to zasługa - oprócz wyprofilowanego korpusu - klonowego gryfu, który powinien dodać gitarze także agresywniejszej góry.


BRZMIENIE

Na sucho instrument brzmi dość jasno, z mocnym i dynamicznym dołem. Zdecydowanie brzmienie to jest zupełnie inne, niż znane z klasycznych konstrukcji Les Paule. Zamiast ciepłego, miękkiego środka mamy zwarte, przebijające się częstotliwości średnie. Doskonała góra pozwala usłyszeć pełnię akordów, a dynamiczny bas nie muli podczas grania szybkich riffów. Generalnie brzmienie bez podłączenia do wzmacniacza jest bardzo akustyczne, głośne i selektywne. Ponieważ jednak ten instrument nie został przeznaczony do grania akustycznego, czas podpiąć go do pieca. Dwa przetworniki i 3-pozycyjny przełącznik nie zapewniają miliona barw, ale lepiej mieć jedno zawodowe brzmienie niż wiele bezużytecznych... Możemy więc wybierać - pickup przy szyjce, mostku lub obydwa naraz.

Zacznijmy od brzmień czystych. Dobór seta Seymoura Duncana był trafionym pomysłem. Idealnie przekazuje właściwości brzmieniowe gitary. Brzmienia czyste są bardzo dynamiczne, z ostrą, ale nie nachalną górą. Przetwornik przy gryfie brzmi bardzo szeroko z miękkim basem i okrągłym, choć nieco wycofanym środkiem. Zupełnie inaczej wygląda pickup przy mostku - więcej środka, mniej góry, lecz nadal ciekawe, grywalne brzmienie. Połączenie obydwu przetworników daje barwę lekko singlową, przebijającą się przez gąszcz instrumentów. Zestaw przystawek JB i ’59 doskonale sprawdza się też na barwach typu crunch. Testowany instrument pewnie nie będzie wykorzystywany do bluesa, ale fakt, że radzi sobie także na tym polu, z pewnością poszerza jego możliwości.

Przejdźmy teraz do sedna testu, czyli mocnego przesteru. Ci, którzy myślą, że tylko supersilne pickupy mogą dostarczyć potężnego, przesterowanego soundu, mogą się zdziwić. WA-600 brzmi ciężko i masywnie, i to mimo uniwersalnej elektroniki. Przetwornik przy gryfie dostarcza długiego sustainu i jest idealny do grania wolnych solówek. Doskonała, wyrazista góra pozwala także bez obaw na granie mocnych i szybkich riffów - każdy dźwięk jest selektywny i słyszalny. Pomimo mocnego basu nic się ze sobą nie zlewa - po prostu rewelacja! W wielu innych instrumentach dobiera się pickup przy mostku, tak aby miał możliwie jak największą moc, nie myśląc przy tym o brzmieniu, tutaj zamontowany JB idealnie współgra z pozycją neck. Posiada zbliżony sygnał, lecz zdecydowanie inne brzmienie. Równa, plastyczna barwa z doskonałą dynamiką. Podczas gdy popularne w podobnych konstrukcjach gitar pickupy EMG w połączeniu z mahoniową deską często pozbawiają instrument własnego, akustycznego brzmienia, zastosowane tu Seymoury eksponują wszystko, co najlepsze w drewnie. Gramy cicho - zmniejsza się gain, dźwięk jest cieplejszy, natomiast mocne uderzenia zdecydowanie budzą demona - potężną ścianę dźwięku z szybkim atakiem. W stroju drop D gitara dalej sprawuje się znakomicie - nic nie traci na dynamice i selektywności. Konstrukcja gitary WA-600 została świetnie przemyślana: mahoniowa deska dla mocnego dołu, klonowy gryf podkreślający górę, i szeroko brzmiące pasywne przetworniki dające w sumie doskonałe, nowoczesne brzmienie.
PODSUMOWANIE

Gitara ESP LTD WA-600 to z pewnością instrument ukierunkowany brzmieniowo na niezłą rzeźnię. Pomimo tego oferuje jednak dość szeroką paletę brzmień, które mogą być wykorzystane także w innych gatunkach muzyki - doskonałe brzmienia czyste, a także niezłe brzmienie typu crunch. Willie Adler nie gustuje w oryginalnych, niecodziennych konstrukcjach, stąd testowana gitara nie zaskakuje niczym szczególnym, jeśli chodzi o samą budowę. Jedno jednak trzeba przyznać: LTD WA-600 po prostu sprawuje się tak, jak tego oczekiwalibyśmy po jej sygnaturze - brzmi i wygląda groźnie, a przy tym jest perfekcyjnie wykonana z odpowiednio dobranych materiałów. Szkoda, że w komplecie nie ma porządnego, twardego futerału. Na szczęście, biorąc pod uwagę typowe kształty gitary, nie powinniśmy mieć żadnego problemu ze znalezieniem dla niej odpowiedniego futerału.
Info:
konstrukcja: set-thru-body
korpus: mahoń
gryf: klon
podstrunnica: heban
progi: 22, XJ
profil gryfu: thin "U"
skala: 24,75"
układ elektryczny: przetworniki Seymour Duncan JB (przy mostku) i ’59 (przy gryfie), przełącznik 3-pozycyjny, potencjometry TONE (1) i VOLUME (2)
klucze: ESP, blokowane
wykończenie: BLK Camo

2010-05-01 17:25:32
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

SPECTOR ARC6 Pro




Spector to amerykańska firma, która znana jest głównie z budowy wysokiej jakości gitar basowych. Stuart Spector rozpoczął lutniczą produkcję gitar basowych w 1974 roku i w ciągu kilku pierwszych lat swojej działalności przebojem wdarł się na amerykański rynek instrumentów dla zawodowych muzyków.
Dzięki rewolucyjnemu projektowi ręcznie rzeźbionego instrumentu autorstwa Neda Steinbergera, z korpusem wklęsłym od tyłu i wypukłym z przodu, gitary te mają ponadczasowy charakter, co potwierdza też wielu artystów grających na gitarach Spectora. Warto dodać, że pierwszym pracownikiem Stuarta Spectora był Vinnie Fodera, obecnie konstruktor i wytwórca najwyższej klasy ręcznie wyrabianych basów sprzedawanych pod własną marką. Doskonale rozwijająca się firma przejęta została w 1985 roku przez korporację Kramera, który wytwarzał serię instrumentów Spectora przez następne pięć lat. Po bankructwie Kramera i wieloletniej batalii prawniczej Stuart odzyskał prawa do pierwotnej marki Spector w 1997 roku. Obecnie Spector wytwarza swoje ekskluzywne basy w warsztacie w Nowym Yorku, oferując też wysokiej klasy instrumenty produkowane m.in. w Czechach, Korei czy Chinach, które dzięki temu mają cenę kilkukrotnie niższą, prezentując jednocześnie wysoki standard brzmienia i wykonania. Testowany Spector ARC6 Pro to gitara elektryczna, która swoją pierwszą odsłonę miała dwa lata temu na targach NAMM. Z tyłu na główce widnieje naklejka "Made in Indonesia", ale nie mamy się tu czego obawiać, ponieważ Stuart Spector ręczy za jakość tych instrumentów swoim własnym nazwiskiem i renomą.

BUDOWA

Korpus gitary zbudowano z popularnego i lekkiego drewna lipowego (basswood), na które naklejona jest nakładka z klonu wzorzystego. Od razu zauważalne jest specyficzne wyprofilowanie, z którego znane są instrumenty Spectora. Wypukły z przodu i wklęsły od spodu korpus ma też nieco cofnięty krótszy dolny róg, przez co przypomina nieco pomniejszoną gitarę basową. Głęboki czarnozielony kolor o nazwie Black and Teal Burst, w połączeniu z oryginalną fakturą drewna, prezentuje się bardzo dobrze spod wykończonego na wysoki połysk lakieru. Stały mostek wykończony w czarnym kolorze ma możliwość regulacji wysokości, a także menzury każdej ze strun. Zastosowanie stałego mostka standardowo powoduje lepsze przeniesienie wibracji strun na drewno, stabilność stroju i w rezultacie lepszy dźwięk oraz wybrzmiewanie gitary.

Gryf wykonano z klonu, a dla większej stabilności został sklejony z trzech kawałków tego drewna. Na palisandrowej, bardzo płaskiej podstrunnicy o promieniu 16" (406mm) nabito 22 średniej wielkości progi. Długość czynna strun wynosi 25" (635mm), czyli jest kompromisem pomiędzy menzurą Fendera (25,5") a menzurą Gibsona (24,75").

Na zgrabnej czarnej główce, ozdobionej ornamentem z masy perłowej, znajdziemy rozmieszczone po dwóch stronach klucze olejowe również wykończone w kolorzeczarnym. Otwór na główce, gdzie mieści się śruba pręta napinającego, jest zasłonięty płytką, na której umieszczone jest logo z nazwą firmy. Mocowanie gryfu to klasyczne rozwiązanie typu bolt-on, gdzie szyjka przykręcona jest do korpusu czterema śrubami.

Przetworniki, w które została wyposażona gitara Spector ARC6 Pro, to produkty koreańskiej firmy Tesla, która nie tylko cieszy się bardzo dobrą opinią w Stanach Zjednoczonych, ale zdobywa coraz więcej zwolenników. Humbuckery osłonięte metalowymi, chromowanymi puszkami - to klasyczne konstrukcje typu PAF. Regulowane nabiegunniki w obu przetwornikach znajdują się standardowo w zewnętrznych cewkach. 3-pozycyjny przełącznik pozwala na pracę w skrajnych pozycjach pickupu przy gryfie lub przy mostku, a w pozycji środkowej działają oba połączone równolegle humbuckery. Dwie pary potencjometrów o przezroczystych czarnych gałkach odpowiadają za regulację tonów i głośności dla każdego przetwornika osobno. Do gitary dołączony jest kluczyk służący do regulacji gryfu oraz krótki przewód typu jack-jack.

WRAŻENIA

Sprawiająca naprawdę dobre wrażenie gitara zyskuje jeszcze bardziej po dokładniejszych oględzinach. Nieco inny kształt i wspomniane już wcześniej ciekawe wyprofilowanie czynią z niej instrument wyróżniający się na tle znanych klasycznych konstrukcji. Głęboka zieleń, nieco inna faktura klonu wzorzystego i lustrzane wykończenie lakieru budzą mimo dosyć stonowanej całości zaufanie co do jakości wykonania. Wygodny gryf o bardzo płaskiej podstrunnicy (16") umożliwia teoretycznie bardzo niskie ustawienie akcji strun, choć tu trafiłem na dziwną przypadłość testowanego egzemplarza. Po maksymalnym opuszczeniu mostka struny basowe były na średniej wysokości i nie dało się już ich obniżyć. Komfort gry był, co prawda, na zupełnie zadowalającym poziomie - nic nie brzęczało, dynamika była bardzo dobra - ale nie było możliwości jeszcze niższego ustawienia strun. Wskutek "basowego" kształtu i krótszego dolnego rogu nieco utrudnione jest też granie na siedząco, jednak w żaden sposób nie obniża to walorów instrumentu, na którym w pozycji stojącej gra się bardzo dobrze.
BRZMIENIE

Zawsze ten opis zaczynam od sprawdzenia tzw. brzmienia na sucho i nie inaczej jest tym razem. W wypadku gitary Spectora element ten stoi na bardzo wysokim poziomie. Bez podłączenia do wzmacniacza gitara oferuje niesamowity sustain na każdej strunie, piękny, niezamulony bas, a także niemal akustycznie brzmiące akordy - to elementy godne dużo droższych instrumentów. Rzadko zdarza się, bym siedział z przyjemnością, grając na niepodłączonej do wzmacniacza gitarze elektrycznej.

Na kanale czystym akordy są czytelne, czyste dźwięki dynamiczne i ciepłe w charakterze. Oba humbuckery sprawują się bardzo dobrze, ich średniej wielkości poziom wyjściowy umożliwia ustawienie barw, które wyraźnie oddają charakter drewna zastosowanego w instrumencie. Dwa przetworniki typu PAF to już klasyka: blues, rock, jazz, funky - Spector doskonale poradzi sobie w każdej sytuacji. Brzmienie z przetwornika przy mostku na przesterze jest nasycone, ciepłe, z wyraźnym atakiem i mocnym sustainem. Przy przełączeniu na pickup przy gryfie barwa jest bardzo śpiewna, niezamulona, a na czystym kanale ma bardzo ładny charakter zarówno do akordów, jak i projazzowych solówek.

Układ elektryczny, złożony z regulacji głośności i tonów dla każdego pickupu oddzielnie, daje duże pole manewru przy kreowaniu swoich brzmień. W pozycji środkowej, gdzie działają oba humbuckery, mamy możliwość przyciszenia jednego z pickupów lub niezależnego ustawienia tonów dla każdego z przetworników, co ma niemały wpływ na barwę wyjściową. Jeśli brzmienie nie do końca nam odpowiada, możemy je bardzo łatwo skorygować na kilka sposobów. Znalazłem tu kilka naprawdę ciekawych barw funkowych czy klimatycznych akordów z chorusem. Miłośnicy ciężkich, metalowych brzmień mogliby być trochę zawiedzeni, choć wydaje mi się, że instrument ten jest adresowany do szerszego grona muzyków. Jeszcze raz muszę podkreślić ponadprzeciętny sustain tej gitary, który odczuwalny jest też doskonale przy grze na wzmacniaczu.
PODSUMOWANIE

Jest bardzo wiele podobnych do siebie instrumentów - czy to pod względem budowy, czy zastosowanych komponentów - jednak tylko część z nich ma jakieś właściwości wyjątkowe. Moim zdaniem gitara Spector ARC6 Pro zalicza się właśnie do tej grupy, ponieważ bez wątpienia jest to bardzo interesujący instrument o oryginalnym kształcie i bardzo dobrych, ponadprzeciętnych właściwościach brzmieniowych. Gitara swą pierwszą odsłonę miała dwa lata temu na targach NAMM i od razu wzbudziła duże zainteresowanie, a także uznanie wśród muzyków. Wieloletni producent gitar basowych pokazuje, że może bez problemu zbudować bardzo dobrą gitarę elektryczną, która, będąc produkcją budżetową pochodzącą z Dalekiego Wschodu, jest już instrumentem w pełni profesjonalnym.
Info:
konstrukcja: bolt-on
korpus: lipa
płyta wierzchnia: klon wzorzysty
gryf: klon
podstrunnica: palisander
promień
podstrunnicy: 16" (406mm)
progi: 22
menzura: 25" (635mm)
mostek: stały
klucze: olejowe zamknięte
elektronika: humbuckery Tesla (2), przełącznik 3-pozycyjny, regulatory VOLUME (2), TONE (2)
wykończenie: wysoki połysk w kolorze Black and Teal Burst

2010-05-01 17:21:37
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

VINTAGE V400N




Osobiście pamiętam taki obrazek z targów Music Media 2008 - ekspozycja, na której wisiały gitary Vintage z karteczkami z napisem "sprzedane". Kto stoi za tą marką, tak żwawo zdobywającą serca polskich muzyków?
JOHN H. SKEWES

Gdy zajrzymy do pudła testowanej gitary akustycznej, znajdziemy owalną nalepkę z logo firmy Vintage oraz podpisem: "John Hornby Skewes & Co. Ltd.". Na początku lat 60. John postanowił usamodzielnić się i założyć własny biznes. Siedzibą firmy stało się jego rodzinne miasto - Garforth, Anglia. W roku 1965 JHS zyskała pierwszych międzynarodowych klientów, a rok później umocniła swą pozycję obecnością na targach muzycznych we Frankfurcie, na których gości odtąd co roku. Od początku istnienia ideą przewodnią firmy JHS była dystrybucja własnych marek instrumentów. W katalogu korporacji znajdziemy między innymi gitary Fret-King, Encore i Vintage, instrumenty strunowe Antoni, futerały Kinsman i Odyssey oraz wiele innych produktów, których wymienić tu nie sposób. Obecnie bowiem firma JHS sprzedaje około 4000 produktów pod 50 różnymi markami w 30 krajach rozrzuconych po całym świecie. Wśród nich są gitary i akcesoria, w których konstruowaniu brał udział słynny lutnik i wizjoner - Trev Wilkinson.

TREV WILKINSON

Trev to człowiek po uszy zakochany w gitarach i wszystkim, co z nimi związane. Przez lata kojarzony był z wysokiej jakości akcesoriami. Pogoń za coraz lepszymi produktami nie pozbawiła go jednak zdrowego rozsądku. Do powszechnego obiegu weszło jego słynne powiedzenie: "Jaka jest różnica między gitarą, za którą trzeba zapłacić 300 funtów, a taką za 3000? Odpowiedź jest oczywista: 2700 funtów!". Jego głównym celem stało się więc dostarczenie gitarzystom produktu o najwyższej możliwej jakości przy najniższej możliwej cenie.
OGLĄDAMY

Vintage V400N to gitara akustyczna typu dreadnought, której płytę wierzchnią wykonano z litego świerku, natomiast boczki i tył uformowano z laminatu nato. Korpus ozdobiony został bindingiem i wykończony w kolorze naturalnym na wysoki połysk. Również z nato wykonany jest gryf wklejony w korpus na wysokości czternastego progu. Nato jest drewnem o dużej gęstości pochodzącym z wysokich drzew występujących głównie w strefie tropikalnej i subtropikalnej. Na główce zamontowano sześć chromowanych kluczy w układzie trzy na trzy. Mostek i podstrunnica gitary V400N to palisander. Podstrunnicę uzbrojono w dwadzieścia progów i wykończono bindingiem na całej długości. Skala tego instrumentu jest nieco krótsza od standardowej i wynosi 642mm.
GRAMY

Gitara jest zaskakująco lekka, a opukiwanie korpusu w newralgicznych punktach daje pozytywne wrażenia. Producent nie zastosował tu pancernej płyty wierzchniej, jaką czasem można spotkać w budżetowych instrumentach. Zapewnia ona wprawdzie przetrwanie warunków transportowych z Azji do Polski, ale sprawia też, że gitara jest głucha. Gitara Vintage V400N to zupełnie inna bajka. Świerkowa płyta zapewnia odpowiednią projekcję dźwięku, a cały instrument dość mocno rezonuje. Gitara gra raczej środkiem pasma, co jest dość charakterystyczne dla konstrukcji dreadnought, ale brzmienie nie jest jednocześnie pozbawione miękkości. Góra jest w zasadzie bez zarzutu - dźwięki są krystalicznie czyste i zaokrąglone, dzięki czemu świetnie brzmią tutaj partie solowe grane w wyższych pozycjach. Pojawia się tam charakterystyczne puknięcie nawet przy lżejszym ataku dźwięków. Natomiast w dolnych częstotliwościach wolałbym usłyszeć nieco więcej głębi - lekkie stłumienie dźwięków na szóstej i piątej strunie jest wyraźnie słyszalne w nagraniu. Brak przesadnie wyeksponowanego niskiego pasma to oczywiście część znaku firmowego konstrukcji dreadnought. Dźwięk jest mocny i skupiony, dzięki czemu dobrze przebija się przez inne instrumenty. Akordy grane na Vintage V400N ładnie wybrzmiewają i, co najważniejsze, są czytelne w całym spektrum brzmieniowym od najniższego do najwyższego składnika. Instrument posiada odpowiednią dynamikę i reaguje na zmiany artykulacji. Jeśli chodzi o wygodę gry, to gryf ma przyjemny profil i powinien być komfortowy dla każdej dłoni. Firmowy setup jest zaskakująco przyzwoity jak na produkt z tej półki cenowej. W zasadzie gitara gra od razu po wyjęciu z pudełka, chociaż do pełni szczęścia można by tutaj nieco obniżyć struny.
PODSUMOWANIE

Na gitarze Vintage V400N gra się naprawdę przyjemnie. Zarówno brzmienie, właściwości manualne, jak i wykończenie dają wrażenie obcowania z droższym instrumentem. Jest to chyba cecha wspólna wszystkich gitar marki Vintage, na których miałem przyjemność grać. Wydaje mi się, że cel, jaki postawił sobie Trev Wilkinson, został osiągnięty w stu procentach - Vintage V400N ma wzorcowy stosunek jakości do ceny.

2010-05-01 17:17:42
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

YAMAHA NTX1200




Na tegorocznych targach Musikmesse firma Yamaha zaprezentowała kilka nowych gitar elektroklasycznych, wśród których znalazł się model oznaczony symbolem NTX1200.

Yamaha NTX1200 jest estetycznie wykonana i posiada miły dla oka design. W pudle rezonansowym przewidziano pojedyncze wycięcie (cutaway), dzięki któremu dostęp do wyższych pozycji nie sprawia żadnych problemów. Płyta wierzchnia pudła rezonansowego została wykonana z litego świerku sitkajskiego, natomiast boki oraz płyta spodnia z palisandru. Na gryfie z mahoniu afrykańskiego znajduje się hebanowa podstrunnica, na której starannie nabito 22 progi w rozmiarze medium. Całość uzupełnia efektowna rozeta umieszczona wokół owalnego otworu rezonansowego

Nowy elektroklasyk Yamahy brzmi bardzo ciepło, posiada doskonały rezonans i dynamikę. Instrument żywo reaguje na grę o zróżnicowanej dynamice, a przy tym jest stosunkowo głośny. NTX1200 oferuje klarowne, wyraziste brzmienie oraz długie i równomierne wybrzmiewanie. Co istotne, nie powstaje tu zjawisko tłumienia wybranych częstotliwości. Warto dodać, że w prezentowanej gitarze zastosowano technologię A.R.E. (Acoustic Resonance Enhancement - poprawa rezonansu akustycznego), która jest oryginalnym rozwiązaniem firmy Yamaha, polegającym na odpowiedniej obróbce drewna przeznaczonego do budowy instrumentów. Dzięki precyzyjnej kontroli takich parametrów, jak temperatura, wilgotność oraz ciśnienie atmosferyczne możliwe jest polepszenie właściwości akustycznych drewna w celu osiągnięcia efektów charakteryzujących rozegrane przez lata starsze instrumenty. Pod względem wygody gry prezentowanej gitarze nie można nic zarzucić, a jej specyficzna miękkość sprawia, że kontakt z nią jest prawdziwą przyjemnością.

Na pokładzie instrumentu zamontowano układ elektryczny Yamaha System 61, na który składa się preamp oraz dwa przetworniki umieszczone w pudle rezonansowym pod mostkiem (jeden w okolicy struny E6, natomiast drugi - E1). Poziom sygnału pochodzącego z każdego z przetworników może być kontrolowany, jeszcze zanim zostanie on zmiksowany, i w takiej postaci trafia do pokładowego korektora graficznego z potencjometrami suwakowymi (BASS, MIDDLE, TREBLE) działającymi w zakresie +/-12dB. Układ wyposażony jest również w pokrętło MASTER VOLUME oraz wbudowany tuner uzupełniony wyświetlaczem LED.

Gitara Yamaha NTX1200 jest doskonałym wyborem dla gitarzystów poszukujących ciepłego brzmienia nylonowych strun, które można w łatwy sposób zarejestrować w studiu lub przekazać do stołu mikserskiego podczas występów na żywo. Atrakcyjna cena połączona z dobrym brzmieniem, wysoką jakością wykonania i wygodą gry - to cechy, dzięki którym konstrukcja ta otrzymała zaszczytne wyróżnienie Guitarist CHOICE przyznawane przez redaktorów brytyjskiego miesięcznika "Guitarist".


Info:
płyta wierzchnia: świerk sitkajski
boki i płyta spodnia:
palisander
gryf: mahoń afrykański
podstrunnica: heban
mostek: palisander
skala: 25,6" (650mm)
progi: 22 medium
układ elektryczny: Yamaha System 61
waga: 2,3kg
kraj produkcji: Chiny

2010-05-01 17:14:59
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

WITKOWSKI CUSTOM GUITARS Sonorous I


Oryginalne gitary Sonorous z katalogu firmy Witkowski Custom Guitars przyciągały naszą uwagę już na tegorocznych targach Musikmesse we Frankfurcie. Z tym większą przyjemnością i ciekawością sięgnęliśmy po jeden z sześciu modeli tej serii. Witkowski Custom Guitars to firma, której korzenie sięgają roku 1981. Oto w PRL-u następuje wydarzenie niezwykłe - pasjonat śmie założyć własną lutniczą firmę, by spełnić wreszcie swe marzenia. Początkowo nieliczne konstrukcje solid-body, wykonywane na zamówienie, uzupełnia replikami najpopularniejszych na rynku instrumentów. Kiedy tylko może, spotyka się ze znanymi gitarzystami, takimi jak Steve Vai, Kirk Hammett, Joe Satriani, Gary Moore, Mark Knopfler czy Steve Lukather, by przedstawić im owoce swej pracy i wysłuchać opinii. Marek Witkowski nabiera doświadczenia, obserwuje, słucha uwag muzyków i wyciąga wnioski, by wkrótce powoływać do życia coraz to doskonalsze autorskie konstrukcje, często z unikalnymi i niespotykanymi gdzie indziej rozwiązaniami. Mamy rok 2009 - firma istnieje na rynku prawie 30 lat, a o nowej serii gitar Sonorous jest już coraz głośniej tak w kraju, jak i za granicą. Przyjrzyjmy się więc gitarze Witkowski Sonorous I, aby sprawdzić, co wywołuje taki szum w branży...

BUDOWA

Korpus Sonorousa I wykonany jest z drewna padouk (spód) oraz profilowanego klonu wzorzystego (płyta wierzchnia). W korpusie wykonane są zamknięte komory rezonansowe. Korpus wykończony jest lakierem o wysokim połysku. Purpurowy kolor płyty wierzchniej podkreśla unikalne usłojenie drewna. Gryf połączony jest z korpusem metodą neck-thru, czyli przechodzi przez całą jego długość. Struny zaczepione są w tulejach wpuszczonych w korpus przez otwory na wylot, co ma poprawiać transmisję energii drgań na korpus gitary. Mostek to z pozoru tradycyjna konstrukcja tune-o-matic firmy Schaller. Z pozoru, bo w siodełkach ukryte są sensory piezo. Sygnał z przetworników przechodzi przez zasilany baterią 9V przedwzmacniacz firmy Shadow, który dodatkowo posiada 3-pasmowy, regulowany korektor dla toru piezo. Gitara wyposażona jest także w oparte na magnesie AlNiCo II humbuckery Super Magic 52, w których cewki wyposażono w indywidualne magnesy cylindryczne (jak w przetwornikach single-coil). Obudowy przetworników wykonane są z drewna padouk o wymiarach takich jak przetworniki P-90. Do przełączania przetworników służą dwa switche: 5-pozycyjny przetworników magnetycznych i 3-pozycyjny służący do wyboru źródła sygnału (magnetyczny, magnetyczny + piezo, piezo). Przełącznik 5-pozycyjny umożliwia następujące połączenia przetworników magnetycznych (patrząc od strony gryfu): neck HB szeregowo, neck + bridge równolegle (zewnętrzne cewki), neck HB + bridge HB równolegle, neck + bridge równolegle (wewnętrzne cewki) oraz bridge HB szeregowo. Brzmienie kontrolować można także za pomocą trzech potencjometrów: jednego VOLUME i dwóch TONE (dla każdego z przetworników). Gałki potencjometrów wykonano z drewna padouk.

Szyjka została sklejona z trzech części klonu przełożonych dwiema warstwami mahoniu. Na zewnątrz użyto klonu falistego, środek stanowi twardy klon o prostych słojach, a całość wykończona jest lakierem matowym. Profil szyjki jest zmienny - część od strony główki gitary ma kształt delikatnego "V" i przechodzi w "C" przy korpusie. Podstrunnica wykonana jest z hebanu. Jej promień zmienia się od 10" przy siodełku do 14" przy 22 progu. Nabito tu 22 progi medium firmy Warwick, wykonane ze specjalnego stopu charakteryzującego się zwiększoną wytrzymałością oraz złotym kolorem. Markery wykonane są z macicy perłowej w kształcie prostokątów. Szyjka wyposażona jest w pręt regulacyjny podwójnego działania umożliwiający regulację ugięcia gryfu w obie strony. Dostęp do śruby regulacyjnej zasłonięty jest płytką wykonaną z drewna padouk. Siodełko zrobione jest z kości. Górna część główki gitary pokryta jest cienką warstwą klonu wzorzystego - takiego samego, z jakiego zrobiony jest top korpusu. Klucze to blokowane strojniki firmy Schaller w układzie 3+3 z pokrętłami wykonanymi z hebanu.


WRAŻENIA

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niezwykła dbałość o detale. Przyznam, że oglądałem już najróżniejsze gitary, w tym wiele z tych z tak zwanej górnej półki, ale Sonorous zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Idealnie położony i wypolerowany lakier podkreślający fakturę drewna korpusu, drewniane obudowy przystawek, piękne markery z masy perłowej i logo Witkowski na główce otoczonej delikatnym bindingiem - wszystko to jest naprawdę najwyższej klasy i powinno zadowolić najbardziej wybrednego estetę. Gitara przyjechała do nas idealnie ustawiona i wyregulowana - trzeba o tym napisać, ponieważ zaniedbania w tej kwestii są grzechem największych nawet marek na rynku. Sonorousa dostaliśmy z nowymi strunami o niezwykle niskiej akcji, być może nawet zbyt niskiej, co stało się jednocześnie sprawdzianem wykonania gryfu i wykończenia progów. Wszystko jest bez zarzutu - nie doszukamy się tu martwych dźwięków, a struny nie brzęczą w żadnej pozycji. Po lekkim podniesieniu akcji jest nawet lepiej - gitara zyskuje na dynamice, a brzmienie wydaje się mocniejsze nawet "na sucho".

Po podłączeniu do wzmacniacza wychodzi na jaw tajemnica skrywana pod padoukowymi obudowami. Firmowe pickupy Super Magic to tykająca bomba sonorystyczna. Niezwykle szlachetny wyższy środek, co szczególnie rzuca się w uszy na strunach wiolinowych pomiędzy pozycją VIII i XII. Tu, gdzie inne gitary jedynie brzęczą, Sonorous śpiewa głosem jak dzwon. Oczywiście po zdjęciu środka można uzyskać nieco wycofane pasmo, i w tym rzecz - łatwo odjąć, ale trudniej coś dodać, jeśli instrument tego nie ma. W dodatku zastosowanie takiego formatu przystawki wydaje się być strzałem w dziesiątkę. Węższe i umieszczone bliżej siebie cewki dają bardziej klarowne i lepiej zdefiniowane dla skrajnych częstotliwości brzmienie niż przy zastosowaniu pełnowymiarowych humbuckerów. Rozwiązanie to umożliwia uzyskanie brzmienia łączącego w sobie cechy przetwornika typu single-coil oraz humbucker - mam tu na myśli selektywność połączoną z szerokim, pełnym pasmem. W zasadzie trzeba usłyszeć tę gitarę na żywo, bo porównania do standardowych przystawek nie zdadzą się tu na wiele.

Wyjątkowo interesujące jest tu zastosowaniu przełącznika 5-pozycyjnego. Dzięki temu dostajemy do dyspozycji dwie dość użyteczne barwy jako bonus do trzech najczęściej spotykanych w takich konstrukcjach. Dodatkową atrakcją jest pokładowe piezo, które, po podłączeniu do dobrego wzmacniacza akustycznego, brzmi naprawdę dobrze. Jednak nie w imitacji gitary akustycznej upatrywałbym tu siły Sonorousa, a w generowaniu nowych brzmień przy użyciu jego całego dostępnego arsenału. Trzeba bowiem wyjść poza stereotypy i myśleć do przodu - wydaje się, że to było myślą przewodnią Marka Witkowskiego.

PODSUMOWANIE

Gitarą Sonorous I firma Witkowski Custom Guitars udowadnia, że ma naprawdę wiele do powiedzenia w gitarowym temacie. Myślę, że produkt ten może spokojnie i bez kompleksów stanąć w szranki z dowolną największą marką w branży i liczyć, że skopie jej tyłek. Mówi się, że w każdej gitarze zaklęta jest jakaś melodia. Powiem szczerze - kiedy biorę do ręki instrument tej klasy, to z chęcią poświęciłbym resztę swojego życia na poszukiwanie ukrytej w nim melodii. Brawo Panie Marku!
Info:
konstrukcja: neck-thru
korpus: padouk (spód),
klon wzorzysty (góra),
dwie zamknięte komory rezonansowe
gryf: 5-częściowy (3×klon, 2×mahoń)
podstrunnica: heban
skala: 25,5" (648mm)
promień podstrunnicy: zmienny 10-14"
progi: 22 medium
mostek: tune-o-matic Schaller (piezo)
układ elektryczny: przetworniki Super Magic 52 (2),
piezo (1), preamp Shadows,
regulatory VOLUME (1), TONE (2), przełącznik 5-pozycyjny, miniswitch (1)
wykończenie:
wysoki połysk (korpus), mat (gryf)

2010-05-01 17:11:06
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

WASHBURN 60 MW, 60 MWBR, 61G




Zespoły Anthrax, Megadeth, Metallica i Slayer uznane zostały za Wielką Czwórkę Thrash Metalu. Frontman grupy Anthrax, Scott Ian, oprócz sukcesów muzycznych ma na swoim koncie również serię sygnowanych gitar.
Model WV 540VASI to najwyższa półka w tej kategorii - gitara typu flying V za 2.700 dolarów. Poniżej połowy tego pułapu znajdziemy jej ekonomiczny odpowiednik WV 40VASI. Przedmiotem naszego testu będą trzy egzemplarze najtańszej serii sygnowanej SI.

BUDOWA

Wszystkie przedstawione gitary mają tę samą budowę - taki sam kształt nawiązujący do gitar typu SG i taki sam osprzęt, a różnią się jedynie wykończeniem. Korpus oraz gryf wykonano z mahoniu i połączono je śrubami w tulejach. Krwiste "sześćdziesiątki" są nieco lżejsze od modelu SI 61G ze względu na zheblowane krawędzie. Palisandrowe podstrunnice mają po 22 progi w rozmiarze medium jumbo oraz znaczniki w formie anthraksowskich pentagramów. Rozmiary gryfu są następujące: szerokość 42mm na siodełku główki, 51,5mm przy XII progu, grubość 19,5mm przy I progu, a 22mm przy XII. Precyzję stroju zapewnia siodełko Buzz Feiten, natomiast za stabilność odpowiada stały most typu tune-o-matic oraz zamknięte klucze olejowe. Autograf na płytce zakrywającej śrubę regulacji gryfu okazał się być lustrzanym odbiciem podpisu Iana, a więc można go poprawnie odczytać, stojąc z gitarą przed lustrem. Na układ elektryczny składają się humbuckery marki Randall: UL przy gryfie oraz Ultra XL przy mostku. Każdy ma odrębną regulację głośności i barwy, a brzmienia wybieramy 3-pozycyjnym przełącznikiem. Gitary są firmowo wyposażone w struny Vinci.

Każdy z instrumentów jest fabrycznie zapakowany w usztywniony i ocieplony pokrowiec. Jego wykonanie nie budzi żadnych zastrzeżeń, a duża ilość zamykanych na zamek kieszeni różnej wielkości podnosi jego funkcjonalność. Pokrowce mają po jednym pasie do założenia na ramię. Pas ten jest dość szeroki, wyposażony w poduszkę i wyważony na tyle przyzwoicie, że na krótkim dystansie można bez większych problemów przenieść instrument przewieszony przez ramię.

WRAŻENIA

SI 60 - zarówno w wersji "narzędzie zbrodni" (zakrwawiona deska), jak i krwistoczerwone narzędzie zbrodni (Murder Weapon Blood Red) - to gitary o niepowtarzalnym designie ze względu na fakt, że nie ma na świecie dwóch identycznych egzemplarzy. Każda jest inaczej zachlapana farbą wyglądającą jak krew. Wersja bez białego lakieru posiada ponadto ślady po bliżej nieustalonym narzędziu tortur. Ktoś sprawił jej niezłe lanie w fabryce, a każdy egzemplarz oberwał w innych miejscach - potwierdzają to fotografie w magazynach, serwisach internetowych, jak również oględziny, które przeprowadziłem podczas testu i w sklepach muzycznych. Wygląda więc na to, że albo lutnicy bardzo przyłożyli się do swojego zadania, albo udzieliła im się thrashmetalowa agresja...

Model SI 61G jest znacznie spokojniejszy, bo czymże jest wycyzelowany obrazek czaszki na gładko wykończonym instrumencie w porównaniu z krwistymi rozbryzgami? Zgodnie z polskim przysłowiem, ładne jest to, co się komu podoba... Te instrumenty bez cienia wątpliwości można jednak zaliczyć do kategorii tzw. produktów niszowych, które są inne niż wszystkie pozostałe.

Zupełnie obiektywnie można stwierdzić, że instrumenty są poprawnie zbudowane, prawidłowo wykończone, a komfort gry jest na wysokim poziomie. Dobrze wyprofilowane korpusy doskonale przylegają do ciała muzyka, a ich masa sprawia, że gitary są również świetnie wyważone. Po gitarze typu SG można by się spodziewać masywnego gryfu, tu jednak zastosowano stosunkowo cienkie, wąskie i lekko spłaszczone szyjki pozwalające na grę w szybkich tempach.

Gitary posiadają bardzo dobry osprzęt zapewniający nie tylko stabilność stroju, ale również znakomitą intonację, przede wszystkim dzięki siodełkom Buzz Feiten. Chcąc precyzyjnie nastroić gitary, trzeba jednak pamiętać o tym, że menzura jest o ułamki milimetrów dłuższa, co przy strojeniu pustej struny wymaga wzięcia poprawki rzędu promili, by dźwięki grane na progach stroiły idealnie.

BRZMIENIE

Już bez podłączenia gitar do wzmacniacza słychać, że mamy do czynienia z solidnie wykonanymi instrumentami z przyzwoitej jakości drewna - słychać okrągłe, długie dźwięki typowe dla instrumentów z mahoniu. Po podłączeniu do wzmacniacza brzmienie można określić krótko: tak metalowe jak wygląd gitar. Humbuckery marki Randall oprócz mocnego dźwięku gwarantują też jego dobrą jakość i selektywność. Nie będą one miały problemów z odnalezieniem swojego miejsca w thrashowym zespole. Używając przetwornika przy mostku z podciętym dołem i zaakcentowanym środkiem, riff czy solo będą świetnie słyszalne. Gitary brzmią ostro, ale nie sucho i płasko, co zasługuje na pochwałę, ponieważ nie zawsze spotyka się to w instrumentach klasy budżetowej.

Pomijając piekielno-rzeźnicki wygląd tych gitar, można pokusić się o granie na nich nawet bluesa czy jazzu. Na czystym kanale można uzyskać dźwięki, które zupełnie nie przystają do zewnętrznego wykończenia - głębokie, okrągłe, chwilami wręcz dystyngowane, jeśli można to tak określić.

W brzmieniu nie ma istotnych różnic pomiędzy "sześćdziesiątkami", które ważą nieco mniej niż SI 61G. Również różnice w wykończeniu tych trzech instrumentów nie wpływają znacząco na ich dźwięk. Choć model MW, czyli umownie "krwawa deska", grał minimalnie pełniej niż jego barwnie lakierowany odpowiednik, to różnica ta była dość subtelna. Producentowi można zatem pogratulować wysokiego i równego poziomu jakości poszczególnych instrumentów.
PODSUMOWANIE

Zastanawianie się, co powstało pierwsze: pomysł na wygląd tych instrumentów czy pomysł na budowę i brzmienie - może przypominać spór o to, co było najpierw: kura czy jajko? Dokładne badanie tej kwestii zostawmy dociekliwym fanom kapeli Anthrax. Przeciętny śmiertelnik, widząc modele z serii SI i nie znając Scotta Iana, od razu wie, do grania jakiej muzyki zostały one stworzone. W tej roli spisują się świetnie i, jak już wyżej wspomniałem, brzmienie odpowiada wyglądowi, a wykończenie każdej z wersji zgadza się z wydobywanym z niej dźwiękiem - i o to właśnie chodzi.

Do instrumentów powinno być dołączone oświadczenie, że żadna istota żywa nie ucierpiała w trakcie ich produkcji, ponieważ krew na gitarach wygląda jak prawdziwa, a co najgorsze, nie można jej zmyć, chyba że zedrzemy ją razem z lakierem, tworząc jeszcze bardziej oryginalną i wymowną wersję...
Info:
konstrukcja: bolt-on
korpus: mahoń
gryf: mahoń
podstrunnica: palisander
mostek: tune-o-matic (strings through body)
klucze: Grover Exclusive 18:1, Buzz Feiten Tuning System
układ elektryczny: humbuckery Randall UL (przy gryfie),
Ultra XL (przy mostku),
przełącznik 3-pozycyjny,
regulatory VOLUME (2) i TONE (2)
wyposażenie: pokrowiec

2010-05-01 14:29:15
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

BLADE BCS-57, BCS-62




Szwajcarska firma Blade wciąż zdobywa serca polskich gitarzystów, głównie za sprawą świetnego stosunku jakości do ceny w seriach takich, jak Texas czy Delta. Byliśmy jednak ciekawi, jak grają jej gitary z tak zwanej wyższej półki. Tym razem witamy więc w testach dwie zawodniczki prosto z Custom Shopu firmy Blade: BCS-57 i BCS-62.
TWÓRCA

Gary E. Levinson, założyciel firmy Blade, naprawiał gitary od roku 1964. Przez dwadzieścia lat przywracał do życia, reperował lub modyfikował najróżniejsze instrumenty. Wysłuchiwał też niezliczonych uwag, próśb i sugestii przychodzących do niego gitarzystów. Jakkolwiek ma na swoim koncie kilka uniwersyteckich dyplomów, to właśnie rzemiosło uprawiane w małym warsztacie wpłynęło na całe jego życie. W roku 1982 położył podwaliny pod firmę Blade, tworząc pierwsze prototypy wykorzystujące innowacyjne rozwiązania i technologie. Dokładnie 22 lata temu, w październiku 1987 roku, gitary Blade zadebiutowały na pokazie w Tokio. Debiut przypieczętowany został entuzjastycznym przyjęciem instrumentów na targach Musikmesse w roku 1988. Na początku lat 90. Blade była najlepiej sprzedającą się europejską marką. Dziś dystrybuuje się ją w ponad trzydziestu krajach, a oficjalnymi endorserami firmy jest ponad stu muzyków z całego świata - od słynnych wyjadaczy studyjnych w Nashville, poprzez zespoły z Chile aż po muzyków sesyjnych w Australii.

DZIEŁO

Testowane instrumenty Blade BCS-57 i BCS-62 pochodzą z Custom Shopu. To oznacza ręczne ich wykonywanie i dopieszczanie, a także użycie w procesie produkcyjnym najwyższej jakości materiałów, między innymi selekcjonowanego drewna i specjalnie nawijanych przetworników. Instrumenty zapakowane są w klasyczne futerały tweedowe, w których oprócz akcesoriów znajdziemy certyfikaty Blade Custom Shop. Obie gitary, jak łatwo się domyślić po symbolach, nawiązują do dwóch charakterystycznych momentów w historii Stratocastera.

BCS-57 to model wzorowany na konstrukcji z lat 50. Jego korpus wykonano z dwóch kawałków lekkiego jesionu i wykończono lakierem nitrocelulozowym. Gryf o profilu "C" zrobiony jest z jednego kawałka klonu i wykończony satynowo. Na podstrunnicy o promieniu 8,25" znajdziemy 22 progi medium o wymiarach 2,28/1,40mm (szer./ wys.). Warto wspomnieć, że progi te dostarczane są przez cenionego nowojorskiego producenta - firmę Jescar. Siodełko przy główce wyrzeźbione zostało z kości (co w dzisiejszych czasach wszędobylskiego plastiku jest rzadkością) i zabezpieczone olejowo. Klucze firmy Gotoh to konstrukcja vintage z charakterystycznym przecięciem pośrodku. Na jednowarstwowej płytce, wyłożonej od spodu aluminium, zamontowane są trzy przystawki typu single-coil Yuta Vintage oraz oryginalny przełącznik CRL i potencjometry CTS.

BCS-62 to model inspirowany konstrukcją z lat 60. Korpus tej gitary wykonany został z dwóch kawałków amerykańskiej olchy, a gryf z twardej odmiany klonu. Materiał użyty do wykonania podstrunnicy to tajemnicza new jacaranda, znana również jako madagaskarski palisander (gatunek Obydwa testowane instrumenty uzbrojono w przetworniki Yuta Vintage, które nie tylko podkreślają szlachetne brzmienie gitar, ale także dodają im uroku za sprawą swej kolorystyki. Ścieżki na CD Blade Custom Shop BCS-57 i BCS-62 GITARY ELEKTRYCZNE Test ceniony przez lutników za swe właściwości akustyczne podobnie jak brazylijski palisander - jacaranda). Na podstrunnicy o promieniu 8,25" nabito, podobnie jak w modelu BCS-57, 22 progi medium. Wspólnymi cechami z wcześniej opisywanym modelem są także: single Yuta Vintage, tradycyjny mostek ze stalowym blokiem, przełącznik CRL i potencjometry CTS.

Na koniec części opisowej zostawiłem specjalnie kilka ciekawych drobiazgów obrazujących maksymę Grega Levinsona: "Klasyczny design - nowe technologie". Po pierwsze, na główce obu gitar dostrzec możemy z pozoru standardowe drzewko przytrzymujące struny (ang. string-tree). W rzeczywistości przez całą główkę przechodzi śrubka wkręcona w pionową część z poprzeczką. Struny ciągną więc do góry, a ruchome drzewko, którego siłę docisku możemy płynnie regulować, w kierunku przeciwnym. Prosty, acz genialny pomysł. Po drugie, gryfy w Stratocasterach montowane są zwykle za pomocą blachy i czterech śrub, które razem z korpusem tworzą potężne kopyto. W gitarach Blade owo kopyto zostało znacznie złagodzone, a blachy "zatopione" w korpus. Trzecią ciekawostką jest blender-pot ukryty w ostatnim potencjometrze - dzięki niemu możemy miksować przystawki spod mostka i gryfu.

KONSUMPCJA

Przystępujemy do konsumpcji dzieła Grega E. Levinsona. Obie gitary prezentują się wyśmienicie. Już na starcie, tuż po wyjęciu z tweedowych kufrów, ma się poczucie obcowania z wysokiej klasy instrumentami, niemniej jednak o znajomej i oswojonej przez lata klasycznej konstrukcji. Powiem szczerze, że jakości wykonania mogłyby się od Levinsona uczyć inne firmy. Dopracowany jest tu każdy detal i nawet po dłuższej analizie nie można się doszukać żadnych mankamentów. Oba gryfy wyprofilowane są dość przyjemnie. Zdecydowanie czuć, że mamy coś w ręku, więc ich profilu nie określiłbym jako "sportowy". Jednakże łatwo się do nich przyzwyczaić i po chwili zapominamy o ich istnieniu, jak o dobrze dopasowanych rękawiczkach, skupiając się na grze. Przyczyną owego "skupienia na grze" jest również niezwykle szlachetne brzmienie. Już na sucho obie gitary grają dość głośno i stanowczo. Jeśli się wsłuchamy, to znajdziemy tu to puknięcie na wysokich nutach, tak charakterystyczne dla instrumentów z najwyższej półki. Na gryfie i korpusie mocno wyczuwalne są wibracje. Gitary najwyraźniej chcą grać, więc nie czekając dłużej, podłączam je do klasycznego lampowego wzmacniacza - najpierw Blade BCS-57, a potem Blade BCS-62.

Blade BCS-57 charakteryzuje się nieco twardszym brzmieniem z podkreślonym niższym środkiem pasma. Najniższe częstotliwości są delikatnie wycofane, aczkolwiek zwarte, skupione i niezwykle dynamiczne. Góra jest lekko zaokrąglona i nie jest nadmiernie podkreślona, czego obawiałem się, czytając specyfikację (klon + jesion). Z każdego singla uzyskamy to, czego można się spodziewać po rasowym Stratocasterze. Pod gryfem podatny na artykulację solowy sound, a pod mostkiem nieco twarde countrowe brzmienie. W połączeniu przetwornika mostkowego ze środkowym single nieźle "kwaczą". Natomiast para "gryf - środek" mogłaby trochę lepiej dzwonić. Brzmienie w czwartej pozycji przełącznika jest moim zdaniem nieco zbyt twarde. Chociaż trzeba przyznać, że świetnie wychodzi w tej pozycji slap. Przy mocniejszym szarpnięciu, kiedy struna obije się mocno o progi, wrażenie jest podobne do gry na basie.

Blade BCS-62 ma nieco łagodniejsze pasmo (wyraźnie czuć wycofany środek pasma). Nieco głębsze i bardziej aksamitne są też niskie częstotliwości. Góra mnie nieco zaskoczyła. Wbrew moim oczekiwaniom nie tylko nie było jej mniej niż w wersji BCS-57, lecz charakteryzowała się bardziej otwartym charakterem. Być może dlatego w czwartej pozycji przełącznika (przystawka gryfowa i środkowa) brzmienie jest bardziej miękkie i dzwoniące. Po włączeniu przesterowania wymienione cechy obu instrumentów nieco się zacierają, ale nadal są słyszalne. To taki niuans mogący zadecydować, który z nich wybierzemy. Obie gitary mogą się pochwalić niezwykłą sprężystością (odczuwaną subiektywnie przez grającego), takim specyficznym i bardzo pozytywnym sposobem reakcji na atak.



NA WYJŚCIU

W tym miejscu standardowo powinno się znaleźć podsumowanie. Co jednak powinno się napisać, kiedy wypada jedynie powtórzyć "ochy i achy", które znalazły się już w poprzedniej części testu. Niesamowicie kłopotliwą sprawą jest dostawać do testów tak dobre instrumenty. Wypadałoby przecież od czasu do czasu coś porządnie zjechać i wytknąć palcem. Ale niestety, nie tym razem. Gitary z Custom Shopu firmy Blade to po prostu kawał cholernie dobrej roboty, którą my, Europejczycy, możemy Amerykanom z dumą pokazać i pomachać im przy tym czerwoną flagą z białym krzyżem pośrodku.
Info:

korpus: jesion (BCS-57), olcha (BCS-62)
gryf: klon progi: 22 medium siodełko: kość profil gryfu: "C"
radius: 8 1/4" osprzęt: chromowany
mostek: vintage tremolo klucze: Gotoh Vintage Style
przetworniki: Yuta Vintage przełącznik: 5-pozycyjny
potencjometry: VOLUME, TONE, BLENDER
gniazdo: Switchcraft płytka: jednowarstwowa (BCS-57),
trójwarstwowa (BCS-62) wykończenie: 2-tone sunburst (BCS-57),
3-tone sunburst (BCS-62)


2010-05-01 14:26:15
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

MANUEL RODRIGUEZ C11 i C11 Cutaway




Testowane instrumenty pochodzą z serii C11, którą można zaliczyć do niższego segmentu cenowego, ale jeszcze wykonywanego w Hiszpanii (najniższe modele MR produkuje się w Chinach).
Literka "C" pochodzi od słowa "caballero", co po hiszpańsku znaczy "rycerz" lub bardziej współcześnie "dżentelmen". Tak więc nasz caballero to gitara z klasycznym korpusem o głębokości 90mm. Jego top wykonano z litego cedru kanadyjskiego, a tył i boczki z laminatu bubinga. Gryf wycięto z mahoniu i połączono z korpusem na tak zwany hiszpański obcas. Mostek zrobiony jest z palisandru, a oba siodełka z kości. Na podstrunnicę z indyjskiego palisandru nabito 19 progów medium.

Gitara ma menzurę 650mm, płaski radius i szerokość gryfu przy siodełku 52mm (notabene, standardowa menzura gitary elektrycznej to 648mm, najbardziej płaski promień wynosi najczęściej około 430mm, a szerokość przy siodełku 43mm). Kształt główki to tradycyjny "rodriguez". Na jej szczycie znajdziemy logo MR - specyfikacja nie podaje, z czego jest wykonane, ale wygląda jak wysokiej klasy abalon. Efektowna rozetka wokół otworu rezonansowego wykonana jest (jak zapewnia producent) z drewna. Miła dla oka jest też bubinga z tyłu korpusu. Takie detale to materializacja idei Manuela Rodrigueza Péreza, który mówi, że "gitara powinna nie tylko ładnie grać, ale też wyglądać".

BUDOWA

Gitara Caballero 11 Cutaway, jak sama nazwa wskazuje, wyróżnia się wycięciem w korpusie ułatwiającym wygodny dostęp do najwyższych pozycji na podstrunnicy. Jednakże nie jest to jedyna różnica w stosunku do regularnego C11. Na pokładzie wersji "cutaway" zamontowany został bowiem przetwornik piezoelektryczny i napędzany baterią 9V dyskretny preamp klasy firmy L.R. Baggs - Stage Pro Element. Układ tego preampu został oparty na słynnym Para D.I. i specjalnie zestrojony z flagowym sensorem firmy o nazwie Element. Na pokładzie Stage Pro znajdziemy trzypunktową equalizację w formie suwaków: BASS, MID i TREBLE.

Najniższe częstotliwości to okolice 80Hz, które można regulować w zakresie -/+ 9dB. Środkowe pasmo to ok. 1kHz (zakres: od -5 do +9dB). Górę podbić lub obciąć możemy o 12dB. Przydatny na scenie może okazać się switch PHASE umożliwiający odwrócenie fazy sygnału w stosunku do fazy głośników. Do dyspozycji mamy też filtr NOTCH (off - 320Hz), którym wybrać możemy odpowiednią częstotliwość, jeśli po aktywacji PHASE sygnał się nadal sprzęga. Komfortową pracę ma zapewnić odległość sygnału od szumu wynosząca -90dB. Niezwykle funkcjonalnym dodatkiem jest umieszczony tuż nad suwakami tuner gitarowy. Po aktywacji przełącznika TUNE zapalają się pod półprzeźroczystą obudową diody wyświetlające aktualnie grany dźwięk (strunę) oraz czerwone strzałki niżej/ wyżej. Kropka w kolorze zielonym świeci się, kiedy instrument jest nastrojony.


GRAMY

Gitara C11 jest przyjemna manualnie i, co ważne, estetycznie wykonana. Powiedziałbym nawet, że ma się wrażenie obcowania z droższym instrumentem zdecydowanie zachęcającym do grania. Fabryczna wysokość strun jest dość wysoka i prosi się o interwencję lutnika. Jednakże potencjalny klient powinien wiedzieć, że jest to standard w gitarach klasycznych, gdzie ingerencja w siodełka jest nieodwracalna - mamy tutaj niejako punkt wyjściowy i możliwość dostosowania instrumentu do własnych potrzeb i upodobań. Płyta górna nie należy do najcieńszych, ale opukanie jej w newralgicznych miejscach daje zaskakująco dobre rezultaty - jest dość dźwięczna i żywa.

Nieco gorzej przedstawia się sprawa z laminatem bubinga (jakkolwiek bardzo efektownym wizualnie), który jest dość sztywny w swej reakcji i przypomina nam, do jakiego przedziału cenowego należy ten instrument. Uderzam najpierw puste struny i pozwalam im wybrzmieć - pasmo jest zrównoważone i, co najważniejsze, niezamulone, co bywa niestety wadą tanich instrumentów. Dźwięki grane na strunach owijanych są bardzo sprężyste, a bas zwarty i skupiony, chociaż nie ma go w nadmiarze. Wielodźwięki czytelnie wybrzmiewają, a pojedyncze nuty świetnie reagują na dynamikę. Jak na mój gust, struny wiolinowe mają nieco zbyt stłumioną barwę (szczególnie struna G na pierwszych pięciu progach) i zbyt krótki sustain. Jest w nich jednakże potencjał, bo wysokie dźwięki charakteryzują się szlachetnym, perkusyjnym atakiem.

Model Caballero 11 Cutaway jest w zasadzie identyczny i można przypuszczać, że większa suma pieniędzy, jaką trzeba na niego wyłożyć, jest spowodowana zamontowanym systemem Stage Pro Element firmy L.R. Baggs. Jednakże nie mogę się oprzeć wrażeniu, że brzmi nieco lepiej od regularnego C11. W zasadzie powinno być odwrotnie - zwykle lepiej grają modele o pełnym korpusie, czyli bez dziury w korpusie i zamontowanej w nim elektroniki pochłaniającej część rezonansu.

Tymczasem Manuel Rodriguez C11 Cutaway ma przyjemniejsze i bardziej czytelne wioliny, dziedzicząc jednocześnie po C11 zwarty dół. Potwierdza się tu teoria, że w niższym segmencie cenowym dobrze jest sprawdzić kilka egzemplarzy tego samego modelu i wybrać najlepszy. Brzmienie zelektryfikowanego caballero stoi na przyzwoitym poziomie, jaki zapewnia nam podpisująca się pod preampem firma. Oczywiście wymagającemu muzykowi brakować będzie niuansów oferowanych jedynie przez dobrej klasy mikrofon. Jednakże Stage Pro spełnia swoje zadanie, a po podłączeniu do przyzwoitego wzmacniacza, dedykowanego instrumentom akustycznym, brzmi naprawdę dobrze.

Struny wiolinowe testowanych gitar szybko się rozstrajają, ale powodem tego jest zapewne fakt, że założony jest tu nowy komplet, który musi się naciągnąć. Na szczęście w sukurs przychodzi nam pokładowy tuner, którym szybko i dyskretnie eliminujemy niedoskonałości stroju - jest on naprawdę funkcjonalnym i przydatnym dodatkiem.
PODSUMOWANIE

Ogólne wrażenie z gry na C11 jest dość pozytywne. Poza tym gitara ma bardzo dobry stosunek jakości do ceny i polecam ją każdemu, kto chce mieć dobrze brzmiący i przyzwoicie wyglądający instrument za rozsądne pieniądze. Gitara z cutawayem i preampem L.R. Baggs Stage Pro Element jest już znacząco droższa i polecałbym ją raczej tym, którzy muszą mieć zelektryfikowany instrument do grania na scenie. Plusem są niewątpliwie struny, z jakimi dostajemy instrument - obie gitary wyposażane są fabrycznie w komplet D’Addario J46 EXP. Minusem jest dla mnie brak jakiegokolwiek pokrowca (gitary zapakowane są w zwykłe kartony), bo na twardy kufer, przynajmniej w cenie C11, nie liczę. Nie bez znaczenie są walory estetyczne naszych "dżentelmenów". Drewniana rozetka, kościane siodełka i wykonanie w Hiszpanii - to cechy dość rzadkie w tym segmencie cenowym.
Info:
płyta wierzchnia: lity cedr kanadyjski
płyta spodnia i boczki: bubinga
gryf: mahoń
długość czynna strun: 650mm (25,6")
podstrunnica: palisander
progi: 19
głębokość pudła rezonansowego: 90mm
siodełko: kość
szerokość siodełka: 52mm
mostek: palisander
wykończenie: wysoki połysk

2010-05-01 14:20:55
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

ORPHEUS VALLEY




Gitary klasyczne wyposażone w przetworniki oraz preampy są coraz bardziej popularne. Trudno się temu dziwić, gdyż możliwość łatwego nagłośnienia instrumentów tego typu w warunkach scenicznych jest bardzo cenna.
W tym miesiącu prezentujemy gitarę Orpheus Valley Solea, która jest jednym z przedstawicieli rodziny elektroklasyków. Już pierwszy kontakt z tym instrumentem nie pozostawia cienia wątpliwości, że przy jego projektowaniu nie zaniedbano kwestii estetycznych. A jak z brzmieniem? O tym opowiemy za chwilę, a teraz przyjrzyjmy się z bliska tej przepięknej gitarze. Gitara Solea została wyprodukowana ze starannie dobranych gatunków drewna o ładnie zarysowanym układzie słoi.

Płyta wierzchnia wykonana jest z cedru, natomiast spód oraz boki - z cocobolo (rodzaj mahoniu pochodzący z Ameryki Południowej). Płytę tylną podzielono na dwie części za pomocą jaśniejszego kawałka drewna, co dodatkowo podniosło walory estetyczne instrumentu. Pudło rezonansowe ozdobiono efektownym bindingiem, w którym starannie wkomponowano kawałki jaśniejszego drewna. Uwagę zwraca oryginalny wzór rozety złożony z elementów dekoracyjnych w kształcie zbliżonym do litery "V". Wzór ten wyraźnie odcina się od płyty wierzchniej, idealnie komponując się z silnie zarysowanymi liniami bindingu oraz ozdobnymi elementami umieszczonymi na hebanowym mostku. Gryf o standardowym dla gitar klasycznych profilu wykonano z cedru i uzupełniono hebanową podstrunnicą, na której starannie nabito 19 progów. Główka instrumentu została wyprofilowana na kształt odwróconej litery "V" i ozdobiona wizualnie atrakcyjnym wyfrezowaniem. Całość uzupełnia układ elektryczny, na który składa się preamp MiSi Acoustic Trio oraz przetwornik marki LR Baggs.

Po zagraniu kilku dźwięków okazało się, że nie tylko wygląd zewnętrzny gitary Orpheus Valley Solea jest jej niewątpliwym atutem, bowiem dźwięk uzyskiwany z tej gitary może wprawić w zdumienie - jest wyjątkowo przejrzysty, czytelny i pełen oddechu. Krystalicznie czyste brzmienie potrafi jednak przejść w zadziorny i mocny sound nawiązujący swym charakterem do gitar produkcji hiszpańskiej. Nieco mocniejsze uderzenie w struny potrafi też sprawić, że delikatnie i czysto brzmiąca Solea w jednej chwili przekształca się w głośną, mocno wybrzmiewającą gitarę.

Producent szczyci się tym, że wytwarzane przez niego instrumenty odpowiadają potrzebom profesjonalnych gitarzystów. I tak jest w istocie! Starannie dobrane materiały, sprawdzony system nanoszenia powłok lakierniczych, a przede wszystkim pasja, z jaką wykonywany jest każdy egzemplarz, to elementy cechujące firmę Orhpeus Valley Guitars. Prezentowana w tym miesiącu gitara jest żywym przykładem na to, że odważne deklaracje w ofercie producenta znajdują pełne pokrycie w rzeczywistości. Każdy egzemplarz instrumentu opuszczający pracownię Orpheus Valley jest wytwarzany ręcznie i posiada - jak mówi przedstawiciel producenta - własną duszę.

Mając na względzie wszystkie walory opisywanego instrumentu, nie powinno dziwić, że otrzymał on zaszczytne wyróżnienie Guitarist CHOICE, które jest przyznawane przez redaktorów brytyjskiego miesięcznika "Guitarist".
Info:
płyta wierzchnia: cedr
płyta tylna i boki: cocobolo
gryf: cedr
podstrunnica: heban
skala: 650mm
szerokość siodełka: 51mm
progi: 19
mostek: heban
rozstaw strun na mostku: 58,5mm
układ elektryczny: preamp MiSi Acoustic Trio,
przetwornik LR Baggs
kraj produkcji: Bułgaria

2010-05-01 14:16:52
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

SUHR Custom Classic


Gitary firmy Suhr to doskonały przykład na to, że w dzisiejszych czasach, mimo dostępności całkiem niezłych i stosunkowo tanich gitar, cały czas najbardziej liczy się najwyższa jakość wykonania i brzmienie instrumentu, za które wielu muzyków bez wahania płaci naprawdę niemałe pieniądze. John Suhr, który pracuje przy budowie gitar już ponad 35 lat, w latach 80. konstruował instrumenty m.in. dla takich wykonawców, jak Mark Knopfler czy Eric Clapton. Najwyższy stopień wtajemniczenia zdobył, pracując jako Senior Master Builder w Custom Shopie Fendera. Gitary Master Bulid to najwyższa półka, jeśli chodzi o Fender Custom Shop, gdzie za cały proces produkcyjny i końcową jakość instrumentu odpowiada jeden najwyższej klasy lutnik. Marzeniem amerykańskiego lutnika było jednak projektowanie własnych instrumentów o najwyższej, możliwej do osiągnięcia jakości i doskonałym brzmieniu. W 1997 roku John otworzył swoją własną pracownię, tworząc jedne z najlepszych gitar dostępnych na rynku. Gitary Suhr robione są wyłącznie ręcznie przez doskonałych fachowców przy użyciu najlepszych gatunków drewna i najwyższej jakości podzespołów oraz najnowocześniejszych technologii. Nie ma tu mowy o jakiejkolwiek produkcji masowej, a cały etap budowy każdej gitary z osobna kontrolowany jest przez danego, konkretnego lutnika.

W krótkim czasie gitary Suhra weszły do światowej elity instrumentów, a wśród użytkowników znajdziemy takie nazwiska, jak Scott Henderson, Michael Landau czy Andy Summers. Oczywiście zamawiając gitarę, możemy dobrać każdy z jej elementów, poczynając od rodzaju drewna, kształtu gryfu i korpusu poprzez osprzęt i pickupy, a kończąc na kolorze i rodzaju lakieru. Do naszego testu trafił wyjątkowy model Suhr Classic o numerze seryjnym 9652, który został wykonany właśnie zgodnie ze specjalnym zamówieniem i jeszcze z kilkoma dodatkowymi opcjami.

BUDOWA

Nie od dziś wiadomo, że najważniejszym elementem używanym do budowy gitary jest drewno. W testowanym instrumencie do budowy korpusu użyto jednego kawałka jesionu bagiennego, co już samo w sobie świadczy o klasie i doborze drewna. Tylko najwyższe modele gitar posiadają jednoczęściowe korpusy. Ta dosyć lekka odmiana jesionu charakteryzuje się bardzo dobrym rezonansem w całym przedziale częstotliwości, ma krystaliczną górę i mocny, wyraźny bas. Bardzo ładna faktura drewna o miodowym, naturalnym kolorze widoczna jest spod lakieru o wysokim połysku. Dodatkiem jest czarna, bakelitowa płytka, na której zamontowane są elementy układu elektrycznego. Gniazdo wejściowe typu jack zostało umieszczone z boku gitary, a nie jak w większości modeli Suhr Classic czy Fendera - na płycie czołowej.

Zastosowany mostek vintage tremolo firmy Gotoh jest oparty na dwóch śrubach, co zapewnia jeszcze większą stabilność działania niż w przypadku fenderowskich konstrukcji z sześcioma śrubami łączącymi mostek z korpusem. Solidny metalowy blok, mający niemały wpływ na końcowe brzmienie, utrzymywany jest w równowadze przez trzy sprężyny, a wysokość oraz menzura każdej ze strun może być regulowana oddzielnie. Kombinacja wciskanego i wkręcanego ramienia mostka zapewnia idealne spasowanie i brak jakichkolwiek luzów w tym miejscu.

Na szczególną uwagę zasługuje gryf gitary wykonany z jednego kawałka klonu wzorzystego typu ptasie oczko, którego klasa w specyfikacji instrumentu określona jest terminem Museum. Potocznie nazwa ta używana jest w stosunku do drewna posiadającego najwyższe walory jakościowe zarówno pod względem wizualnym, jak i brzmieniowym. Trzeba powiedzieć, że w ofercie producenta do wyboru mamy kilkanaście typów gryfów różniących się kształtem, wielkością czy promieniem podstrunnicy. Tu zastosowano szyjkę typu 50’s Round .860-.980", czyli o kształcie dosyć masywnym i okrągłym, będącym reprodukcją gryfów z późnych lat 50. Wyrażone w calach wartości to odpowiednio grubość na pierwszym progu wynosząca 21,8mm i 24,9mm w okolicach progu trzynastego. Szerokość szyjki na siodełku wynosi 42mm. Ten piękny gryf wykończony bezbarwnym matowym lakierem posiada zmienny promień (radius) wynoszący od 190mm przy główce do 240mm na końcu, czyli mamy tu do czynienia z niezbyt płaską podstrunnicą. Otwór regulacyjny wklęsłości szyjki znajduje się pomiędzy gryfem a pickupem, więc aby się do niego dostać, nie musimy odkręcać całej płytki z elektroniką, jak to bywało w starszych Fenderach. Okrągłe markery oraz umieszczone na główce logo firmy wykonane są z abalonu, a doskonałe wrażenie wizualne zwiększone jest jeszcze przez zastosowanie lakieru o wysokim połysku na główce gitary. Zarówno abalon, jak i lustrzane wykończenie główki są opcjami dodatkowymi, czyniącymi z tej gitary instrument jeszcze bardziej wyróżniający się i unikalny.

Zastosowane klucze Gotoh "Kluson" to typowe konstrukcje vintage. Co ciekawe, nie są to klucze blokowane, co przy mostku tremolo może wydawać się problematyczne, jednak budowa tego elementu rozwiewa obawy. Każdy klucz przecięty jest jakby od góry na pół, struna wkładana jest od góry w dziurkę i następnie nawijana wokół klucza. Zapewnia to dużo lepsze trzymanie struny niż ma to miejsce w przypadku standardowych kluczy. Trzeba zauważyć, że jest to też wersja staggered - klucze, poczynając od struny najgrubszej, coraz mniej wystają ponad główką gitary, co zapewnia odpowiedni docisk cieńszych strun do siodełka.

Na gryfie nabito 22 perfekcyjnie wykończone małe progi typu 6230 Vintage. Suhr we wszystkich swoich gitarach stosuje technologię Plek, przy pomocy której progi szlifowane są z dokładnością do 0,01mm, a oryginalna forma korony progu zostaje zachowana nawet po zakończeniu procesu szlifowania. Całość odbywa się przy odpowiednio naprężonej szyjce, co umożliwia później ustawienie bardzo niskiej akcji strun. Progi są również doskonale wypolerowane, co zapewnia bardzo łatwy bending strun. Wszystkie elementy osprzętu są chromowane, a długość menzury to typowe fenderowskie 25,5" (648mm).

Nie można oczywiście zapomnieć o stosowanym we wszystkich gitarach Suhra opatentowanego systemu strojenia Buzza Feitena, dzięki któremu możliwe jest uzyskanie dużo lepszego strojenia w porównaniu z tradycyjną gitarą. W skrócie polega to na nieznacznym przesunięciu siodełka główki bliżej pierwszego progu (odległość ta jest obliczana w oparciu o skalę instrumentu, szerokość progów i rozmiar strun) i na odpowiednim ustawieniu siodełek mostka, które dostrajane są z dokładnością do 1 centa. Ciekawostką jest to, że poza pierwszą struną wszystkie pozostałe puste struny odstrajane są o 1 lub 2 centy w dół lub w górę przy odpowiednim ustawieniu menzury na 12 progu. Jeśli nie posiadamy odpowiedniego tunera przystosowanego do tego systemu, wystarczy nastroić do standardowego tunera dźwięk e na każdej strunie (np. próg 5 struny B2, próg 9 G3 itd.).

Układ elektryczny gitary to trzy single Suhra typu V60 umieszczone w czarnych obudowach. Są to klasyczne konstrukcje używane w gitarach Fendera w latach 60., oparte na magnesach AlNiCo 5. Rezystancja przetwornika spod mostka wynosi 7,2kOhm, a pozostałych obu 6,3kOhm. W ofercie są również niemal bliźniacze pickupy V60LP (Low Peak), które mają nieznacznie cieplejszą, zaokrągloną górę pasma. Środkowy singiel ma odwrotną polaryzację, dzięki czemu uzyskujemy pozbawione szumów pozycje "2" i "4" przełącznika.

Warto powiedzieć, że jest możliwość zamontowania rewolucyjnego systemu Suhra SSC (Silent Single Coil), który niemal w 100 proc. eliminuje typowe dla singli szumy i przydźwięki pochodzące z sieci, nie pogarszając oryginalnego brzmienia pickupów - jednakże konieczne jest wtedy zastosowanie środkowego pickupu bez zmienionej polaryzacji. Działanie przetworników konfiguruje 5-pozycyjny przełącznik, za pomocą którego ustawimy typowe dla układów S-S-S połączenia. Do dyspozycji mamy tu też pokrętło VOLUME, czyli wspólną głośność dla wszystkich pickupów, oraz dwa potencjometry TONE, z których jeden odpowiada za regulację tonów przetwornika przy gryfie, a drugi - przetwornika środkowego. Wraz z instrumentem otrzymujemy wykonany z materiałów najwyższej jakości, idealnie dopasowany do gitary czarny futerał oraz komplet kluczyków regulacyjnych.


WRAŻENIA

Tu nie może być innych odczuć niż te, że mamy do czynienia z ekskluzywnym instrumentem z najwyższej półki. Abalon bardzo ładnie komponuje się z pięknym i oryginalnym drewnem gryfu, który jest niemal aksamitny w dotyku. Jedynym elementem, który zmieniłbym w tej gitarze, jest czarna płytka, choć i tak bardzo dobrze komponuje się ona z całością. Wspaniale wykończone progi i niska akcja strun powodują bardzo wysoki komfort gry, mimo przecież nie najcieńszej szyjki instrumentu. Klucze działają bardzo płynnie, gitara nie rozstraja się przy użyciu systemu tremolo. Mimo założonych "dziesiątek" miałem wrażenie, że gram na komplecie nieco cieńszych strun, co jest zasługą zarówno samego mostka, jak i konstrukcji całej gitary. Dzięki zastosowanemu Buzz Feiten Tunning System gitara stroi naprawdę rewelacyjnie. Na uwagę zasługuje też naprawdę wysokiej klasy futerał amerykańskiej firmy G&G, w którym Suhr Classic leży wyśmienicie.
BRZMIENIE

Szczególnie w przypadku takich gitar jak ta nie można ominąć sprawdzenia brzmienia na sucho. To, co naprawdę odróżnia tej klasy instrumenty od tańszych konstrukcji, to przede wszystkim brzmienie z deski. Płacimy przecież głównie za dobór doskonałej jakości drewna, którego brzmienie powinno oczywiście przenieść się poprzez pickupy na wzmacniacz. Suhr Classic wywiązuje się doskonale z tego zadania. Wspaniały sustain, dynamika, bardzo sprężyste struny basowe - naprawdę można zatracić się nawet na niepodłączonym instrumencie. Podłączamy w końcu gitarę do wzmacniacza. Czysta barwa jest bardzo klarowna i konkretna. Atak, dynamika, wybrzmienie i słyszalny charakter drewna - wszystko jest jak najbardziej na swoim miejscu. Mimo dosyć jasnego brzmienia akustycznego, które jest zasługą jesionu bagiennego oraz vintage’owego mostka, barwa jest bardzo ciepła, okrągła i jednocześnie klarowna. Bez problemu uzyskujemy rasową, fenderowską szklankę. W każdej pozycji 5-pozycyjnego przełącznika znajdziemy naprawdę inspirujące brzmienia. Na przesterze gitara czuje się jak ryba w wodzie - zarówno lekkie półprzestery, jak i mocny drive doskonale oddają charakter instrumentu. Tu zagramy niemal wszystko - od bluesa poprzez dynamiczne fusion aż do rocka - barwa gitary wzorowo wyczyszcza się też przy użyciu potencjometru VOLUME.

Do cięższych, rockowych klimatów i lejących się barw solowych możemy oczywiście wstawić sobie humbucker pod mostkiem lub gryfem. Pickupy są bardzo dobrze zbalansowane, jedynie przeszkadzał mi brak regulacji tonów dla singla pod mostkiem, który czasem odzywał się zbyt jasno. Można pisać dużo ogólników na temat, jak ta gitara brzmi, czy gdzie się ewentualnie nie sprawdza, ale tu najlepszą metodą jest podłączenie Suhra do jak najlepszego wzmacniacza lampowego (im lepszy, tym więcej walorów takiej gitary odkryjemy) i można wtedy poczuć oraz usłyszeć niesamowite brzmienie całości.
PODSUMOWANIE

Gitarzyści, rozmawiając o gitarach firmy Suhr, zawsze kiwają z uznaniem głową, a ci, którzy mieli z nimi do czynienia, rozwodzą się nad ich wspaniałym brzmieniem i kunsztem wykonania. Przeprowadzony test powiększa to grono o kolejną osobę, która jest oczarowana instrumentem tej firmy. Jestem bardzo zadowolony z tego, że miałem okazję obcować z tą wyjątkową gitarą, gdyż potwierdza to moją opinię, że obok oczywiście umiejętności muzyka bardzo ważną rolę w całości pełni jakość instrumentu i jego brzmienie. Wprawdzie dobry muzyk zabrzmi dobrze na niemal każdym instrumencie, ale na gitarze, jaką jest Suhr Classic, z pewnością zabrzmi i zagra jeszcze lepiej. Życzę każdemu gitarzyście (jeśli tylko pozwolą mu kiedyś na to fundusze) tak wspaniałego instrumentu, który potrafi tak inspirować do gry i tak dużo dawać prawdziwej radości.
Info:
korpus: jesion bagienny
gryf: klon oczkowy
promień podstrunnicy: 7,5-9,5"
progi: 22
menzura: 25,5" (648mm)
mostek: Gotoh 510
klucze: Gotoh Kluson
układ elektroniczny: przetworniki single-coil Suhr V60 (3),
przełącznik 5-pozycyjny (1), potencjometry VOLUME (1)
i TONE (2)
wykończenie: wysoki połysk
wyposażenie: futerał G&G, kluczyki regulacyjne

2010-05-01 14:14:45
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

INDIE GUITARS Futuristic Quilted




Indie to marka, która przez ostatnie dwa lata zdążyła zadomowić się na polskim rynku muzycznym. Angielski producent postawił na niezależność, stąd nazwa będąca skrótem od słowa independent, podobnie jak rock niezależny - indie rock.
Jedno i drugie nie ma jednak nic wspólnego z subkontynentem indyjskim ani z państwem Indie, które na nim się znajduje. Jedynym związkiem tych gitar ze wschodnią półkulą jest umiejscowienie fabryki w Korei.

BUDOWA

Po niezależnym producencie wytwarzającym instrument w linii przyszłościowej (Futuristic) możemy spodziewać się co najmniej kilku innowacji. Oczywiście nie będą to inaczej założone struny czy klucze z odwrotnie działającą przekładnią, a pewne charakterystyczne rozwiązania, które można określić jako innowacyjne.

Korpus i jednoczęściowy gryf wykonano z mahoniu. Szyjka jest wklejona w korpus i na palisandrowej podstrunnicy mieści 22 progi średniej wielkości. Szerokość podstrunnicy przy siodełku główki wynosi 43mm, przy dwunastym progu 52mm, grubość gryfu to 21,5mm przy pierwszym progu i 23mm przy dwunastym. Przód rzeźbionego korpusu zdobi fornir z klonu wzorzystego, i tak jak prawie cały instrument pokryty jest granatowym lakierem podkreślającym rysunek drewna. Mała główka z zamkniętymi kluczami olejowymi w układzie 3+3 jest od frontu pomalowana na czarno i zlewa się z grafitowym siodełkiem. Rozmiar kluczy można określić jako XS - to jedne z najmniejszych kluczy, jakie są spotykane na rynku. Osprzęt uzupełnia mostek marki Wilkinson z jednostronnym wibratorem. Układ elektryczny tworzą trzy pojedyncze przetworniki marki Indie - model M8, przełącznik 5-pozycyjny, dwa potencjometry barwy i wspólny potencjometr głośności.

WRAŻENIA

Wygląd zewnętrzny gitary Futuristic Quilted budzi wiele skojarzeń, ponieważ w różnych miejscach przypomina ona kilka znanych instrumentów. Kształt korpusu u góry nawiązuje nieco do Telecastera, a w pozostałej części przypomina gitary PRS. Układ elektryczny i most typu Strato, układ kluczy i główka są trochę w stylu Ovation, ale w lustrzanym odbiciu i w zupełnie innych proporcjach. Przyglądając się jej dokładnie, okazuje się jednak, że nie mamy do czynienia jedynie z odtwórczym naśladownictwem. Poszczególne elementy są oryginalnie zaprojektowane, a przede wszystkim harmonijnie połączone - ta gitara naprawdę może się podobać, choć to ostatecznie kwestia gustu. Co więcej, dokładne oględziny potwierdzają dbałość o szczegóły techniczne i staranność wykończenia godną instrumentów z nieco wyższej półki cenowej. Gitara prezentuje się przy tym bardzo efektownie, a całą swą urodę ukazuje w ostrym świetle. Możemy być pewni, że równie dobrze będzie się ona prezentować w rękach muzyka na estradzie.

Gryf o klasycznym profilu typu "C" i umiarkowanej grubości powinien zadowolić większość użytkowników. Instrument waży około 3,15kg i jest dobrze wyważony, zapewniając tym samym prawidłową postawę muzyka. Ruchomy most działa prawidłowo, co jest potwierdzeniem solidności marki Wilkinson, zresztą dobrze znanej naszym stałym Czytelnikom.

BRZMIENIE

Testując instrument bez podłączenia do wzmacniacza, odnosi się dość specyficzne wrażenie, bowiem po wyglądzie gitary można się spodziewać zgoła innego brzmienia. Ruchomy mostek i układ przetworników przypominają konstrukcje typu Strato (sugerujące jasną barwę), zderzają się z wibracją mahoniowego korpusu z wklejonym weń masywnym gryfem, co jest typowe dla instrumentów typu LP.

Podłączenie do wzmacniacza potwierdza wyżej opisane właściwości instrumentu. Dźwięk singli połączonych z głębokim brzmieniem mahoniu sprawia, że trudno obok tego instrumentu przejść obojętnie. Brzmienie barwy czystej jest ciepłe i okrągłe, nie ma w nim drucianego brzęku. Satysfakcjonująca jest również długość wybrzmienia. Wydobywający się ze wzmacniacza dźwięk w pewnym stopniu przypomina przetworniki typu soapbar - single idące w kierunku humbuckera, pogrubione i nieco zaciemnione.

Gitara znakomicie spisuje się w brzmieniach typu clean, overdrive i crunch. Jest dość podatna na artykulację i wystarczająco selektywna, maskując nawet pewne niedoskonałości artykulacyjne. W brzmieniach typu lead zaczyna irytować przydźwięk, jednak włączenie pary przetworników (w połączeniu równoległym) daje dźwięk przypominający umiarkowanie silny humbucker, i w takiej konfiguracji sprawdza się całkiem przyzwoicie. Domeną tego instrumentu jest przede wszystkim blues i rock, bowiem gra bardzo śpiewnie na umiarkowanie przesterowanym wzmacniaczu. Do country jej brzmienie jest nieco za ciemne, choć przy umiejętnej korekcji można osiągnąć przyzwoity rezultat nawet i w tym gatunku. W eksperymentowaniu w ciężkich klimatach przeszkadza przydźwięk oraz poziom sygnału - dość mocny jak na single, jednak przegrywający z humbuckerami.
PODSUMOWANIE

Indie Futuristic to interesująca gitara, której budowa i brzmienie świadczą o nieszablonowym podejściu jej konstruktorów do budowy instrumentów. Wyróżnia się nie tylko wyglądem, ale przede wszystkim interesującym brzmieniem łączącym cechy dwóch konstrukcji, które zwykło uważać się za przeciwstawne. Elegancja kształtów, solidność wykonania i urokliwe wykończenie wzorzystego klonu w nietuzinkowym kolorze - to wszystko zachęca do gry, podobnie jak dobrej klasy osprzęt gwarantujący stabilność stroju i bezproblemową eksploatację. W swojej klasie cenowej jest to instrument o korzystnym stosunku jakości do ceny i godny uwagi ze względu na swoją oryginalność. Indie Futuristic Quilted jest odpowiednią alternatywą dla gitar opartych na klasycznym kanonie.
Info:
konstrukcja: set-in
korpus: mahoń
gryf: mahoń
podstrunnica: palisander
progi: 22
mostek: Wilkinson
klucze: zamknięte olejowe
układ elektryczny: przetworniki single-coil Indie M8 (3),
przełącznik 5-pozycyjny (1), potencjometry VOLUME (1)
i TONE (2)
wykończenie: granatowe, wysoki połysk

2010-05-01 14:11:11
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

FENDER Telecaster, American Standard




Rozmyślając nad konstrukcją gitary elektrycznej, Leo Fender zauważył, że jeśli coś jest łatwe do naprawy, łatwe jest też do skonstruowania.
Czy na przełomie lat 40. i 50. Leo Fender spodziewał się, że jego rozwiązania staną się światowym standardem? Telecaster w 1951 roku wyznaczył kierunek rozwoju gitary elektrycznej, a Stratocaster od 1954 roku stał się najbardziej rozpoznawalną gitarą elektryczną świata. Niewiele jest rzeczy produkowanych masowo w praktycznie niezmienionej formie dłużej niż gitary Fendera. W ich przypadku pobicie rekordu Volkswagena Garbusa produkowanego przez 65 lat możemy potraktować jako coś pewnego.

Pisząc o gitarach będących ikonami współczesnej muzyki, nie sposób uniknąć powtórzeń pewnych spostrzeżeń czy myśli. Zawsze jednak znajdą się tacy Czytelnicy, którzy chociażby ze względu na swój młody wiek jeszcze ich dobrze nie znają, ale są nimi zafascynowani. I podobnie jak w młodości Eric Clapton czy Mark Knopfler długo wpatrują się w nie przez szybę wystawy sklepowej. To właśnie tym Czytelnikom dedykuję niniejszy tekst.

BUDOWA

Oba instrumenty pod względem budowy są wzorem prostoty, zgodnie z dewizą konstruktora: "projekt każdego elementu powinien być przemyślany, by łatwo można było go wykonać i naprawić". Do olchowego korpusu przykręcono czterema śrubami klonowy gryf z palisandrową podstrunnicą. Tył gryfu jest wykończony półmatowym lakierem, a krawędzie podstrunnicy są lekko spiłowane, by szyjka sprawiała wrażenie nieco już ogranej. Warstwa podkładu pod poliuretanowym lakierem pokrywającym korpus jest cieńsza niż w przypadku innych gitar Fendera, co pozytywnie wpływa na właściwości akustyczne instrumentów. Szyjki obu modeli mają identyczne rozmiary. Szerokość podstrunnicy przy siodełku główki wynosi 43mm, na wysokości XII progu - 52mm, natomiast grubość gryfu zarówno na I, jak i na XII progu to 22mm.

Siodełka mostka są wzorem prostoty - jak za dawnych lat wykonano je z giętej blachy, czyli w formie klasycznej, w przeciwieństwie do siodełek odlewanych (w latach 90. montowanych w modelach serii American Standard, obecnie w American Deluxe). Na pochwałę zasługują nowe klucze (z dożywotnią gwarancją, jak wynika z dokumentacji). Klucze A5 i E6 mają standardową długość, pozostałe są krótsze, dzięki czemu struny mają większy kąt przegięcia na siodełku (wykonanym z melaminy).

Tym, co na pierwszy rzut oka odróżnia przedstawione instrumenty z limitowanej edycji od innych, są główki pomalowane w kolorze korpusów oraz ich specyficzna kolorystyka - Fiesta Red, Surf Green i Daphne Blue - przywołująca ducha lat 50. i 60., kiedy to szaroniebieskie albo seledynowe lodówki i czerwone tostery były nieodłącznym elementem amerykańskich domów, lokali gastronomicznych, a nawet dróg. Wtedy tak malowano samochody i różne urządzenia gospodarstwa domowego.

W układach elektrycznych wprowadzono drobne modyfikacje. Skrajny potencjometr barwy w Stratocasterze, odpowiadający za pozycje bridge i middle, oraz potencjometr w Telecasterze wyposażone są w subtelny zatrzask - zaskakują w pozycji "10" niczym potencjometr balansu czy znany z niektórych Fenderów TBX - w środku pasma. Za tym drobiazgiem kryje się wyłącznik usuwający potencjometr i kondensator ze ścieżki sygnałowej (true bypass) - jest to rozwiązanie zwane jako Delta Tone, pozwalające na maksymalne rozjaśnienie brzmienia, ponieważ filtr składający się z kondensatora i potencjometru może w minimalnym stopniu zmieniać brzmienie nawet przy maksymalnym odkręceniu tego drugiego.

Gitary dostarczane są w futerałach marki SKB. Walizkowy kształt podnosi bezpieczeństwo instrumentu i pozwala na umieszczenie we wnętrzu większej ilości akcesoriów w porównaniu chociażby z futerałami Fendera z lat 90. Nowe walizki zamykane są trzema dużymi, solidnymi zamkami z utwardzonego plastiku, a środkowy blokowany jest kluczykiem. Zamek ten spełnia wymogi TSA. Nie chodzi tu jednak o polski zespół heavymetalowy, choć jego muzycy w trasie z pewnością byliby zadowoleni z takich futerałów, a o Transportation Security Administration - czyli Administrację Bezpieczeństwa Transportu. Podczas kontroli na lotniskach bagaże są prześwietlane, a w przypadku, gdy zawartość bagażu wzbudza wątpliwości, pracownicy otwierają zamki spełniające standardy TSA odpowiednim kluczem i sprawdzają bagaż ręcznie. Z kolei dla przeciętnego śmiertelnika otwarcie tych zamków bez klucza i jednocześnie bez trwałego uszkodzenia futerału jest niemożliwe.

W zestawie znajdujemy również komplet akcesoriów: kabel, pasek, szmatkę do czyszczenia instrumentu, komplet kluczy ampulowych, instrukcję obsługi oraz firmową naklejkę. Kabel, w odróżnieniu od przewodów znajdowanych w kartonach z gitarami z Dalekiego Wschodu, nadaje się do wykorzystania typowo gitarowego, a nie tylko do sprawdzenia, czy układ elektryczny gitary działa (tudzież do rozciągnięcia na balkonie w charakterze sznura na bieliznę).


WRAŻENIA

Obie gitary po wyjęciu z futerałów były gotowe do gry - nie wymagały żadnych regulacji i wystarczyło je jedynie podstroić - to standard zawodowych instrumentów. Tremolo w Stratocasterze działa prawidłowo, nie rozstrajając gitary przy umiarkowanych podciągnięciach. Dzięki ustawieniu mostka pod kątem w stosunku do korpusu można nim nieco podciągać struny. Jednak jeśli ktoś nie używa wibratora, może ustawić mostek tak, by opierał się na korpusie, co pozytywnie wpływa na wybrzmienie i stabilność stroju. Szyjki o klasycznym przekroju lekko spłaszczonego "C" dobrze leżą w dłoni i nie powodują zmęczenia - powinny zadowolić każdego gitarzystę. Można je określić jako złoty środek, bo nie są ani zbyt płaskie, ani zbyt okrągłe.

Struny podczas podciągania niekiedy przesuwają się na blaszanych siodełkach - brak w nich rowków stabilizujących pozycję naciągu. Na szczęście nie musimy się martwić ryzykiem zranienia dłoni - długość śrub w poszczególnych siodełkach jest zróżnicowana i dostosowana do odległości struny od podstrunnicy.

Nowe futerały wykonane są wzorowo zarówno pod względem rozwiązań technicznych, jak i ergonomii. Są tak wyprofilowane, by układane jeden na drugim nie zsuwały się i by tworzyły stabilny stos. Ich jedynym minusem jest rozmiar - w przeciwieństwie do swoich nieco mniejszych poprzedników o kształcie gitary mogą nie zmieścić się do małego bagażnika samochodu pana Kowalskiego.
BRZMIENIE

Testowany Stratocaster zagrał szerokim pasmem, przejrzyście i selektywnie, prezentując typowe brzmienia tego modelu znane chociażby z nagrań The Shadows, wczesnego Dire Straits czy muzyków amerykańskiego Południa. Przy dokładniejszym osłuchaniu okazuje się jednak, że gra on nieco jaśniej niż starsze egzemplarze, za co odpowiadają inne przetworniki oraz w niewielkim stopniu bypass filtru barwy. Instrument nawet na skromnym wzmacniaczu gwarantuje uzyskanie tego, to co popularnie określa się jako "fenderowska szklanka" oraz "dzwoneczek" (ang. bell tone).

Telecaster podczas testu spisał się znakomicie, odzywając się już z deski pełnym dźwiękiem, a po podłączeniu do wzmacniacza dał energetyczne i dźwięczne brzmienie. Do tego osadzony i uporządkowany dół pasma z przystawki przy gryfie i nadzwyczaj przenikliwy dźwięk z przetwornika przy mostku, który bez problemów przebija się w zespole czy nagraniu. W obu gitarach należy docenić odchudzenie warstw lakieru, co pozytywnie wpływa na właściwości akustyczne instrumentów oraz podnosi i tak bardzo dużą wrażliwość na artykulację.

Fendery to instrumenty przede wszystkim do barwy czystej oraz przesterów overdrive i crunch. Ze standardowymi pojedynczymi przystawkami niestety tracą swój urok przy mocnych przesterach, a przydźwięk staje się uciążliwy (chyba że włączamy je parami). Do nagrań dla potrzeb prezentacji użyto wzmacniacza Fender Hot Rod Deluxe, czyli również konstrukcji zaliczanej do standardu nie tylko amerykańskiego - takie połączenie gwarantuje dźwięk będący kwintesencją brzmienia Fendera.
PODSUMOWANIE

Cóż nowego można zrobić z klasycznymi instrumentami produkowanymi ponad 50 lat? Można kolejny raz wrócić do ich dawnej postaci i wprowadzić kilka zmian, które poprawią ich właściwości i jeszcze podwyższą niekwestionowaną atrakcyjność. Już same główki w rzadko spotykanym kolorze sprawią, że te egzemplarze łatwiej znajdą nabywców zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym.
Info:
Telecaster
konstrukcja: bolt-on;
korpus: olcha; gryf: klon;
menzura: 25,5" (648mm);
podstrunnica: palisander;
promień podstrunnicy: 241mm; progi: 22 medium jumbo;
mostek: stały; klucze: Fender Deluxe Staggered; układ elektryczny: przetworniki American Tele (2), przełącznik 3-pozycyjny (1), potencjometry VOLUME (1), DELTA TONE (1);
wyposażenie: futerał i akcesoria
Stratocaster
konstrukcja: bolt-on;
korpus: olcha; gryf: klon;
menzura: 25,5" (648mm);
podstrunnica: palisander;
promień podstrunnicy: 241mm; progi: 22 medium jumbo;
mostek: tremolo; klucze: Fender Deluxe Staggered;
układ elektryczny: przetworniki
American Strat (3), przełącznik 5-pozycyjny (1), potencjometry VOLUME (1), TONE (1), DELTA TONE (2)
wyposażenie: futerał i akcesoria

2010-05-01 14:06:56
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

SQUIER Bullet




Squiera zna każdy gitarzysta - kojarzony jest głównie z oficjalnymi kopiami Telecasterów, Stratocasterów, a także basów Precission i Jazz.
Squier Bullet Stratocaster to najtańszy w ofercie produkowany w Chinach Stratocaster kierowany do początkujących muzyków. Korpus gitary ma 42mm grubości, wykonany został z lipy i wykończony lakierem poliuretanowym (testowany egzemplarz to najbardziej lubiany kolor, tzw. sunburst). Na klonowym gryfie naklejono palisandrową podstrunnicę o promieniu 9,5 cala.


Gitara posiada 21 progów medium jumbo. Na jednowarstwowej płytce zamontowano trzy przetworniki single coil. Mostek to konstrukcja typu vintage przykręcona do korpusu sześcioma śrubami. Chromowane siodełka wyglądają dość solidnie, wydają się bardziej masywne niż tradycyjne siodełka fenderowskie z giętej blachy. Instrument dostępny jest w kolorach Daphne Blue, Black, Brown Sunburst, Fiesta Red, Pink i Arctic White.

Testowany Squier Bullet Stratocaster wykonany został bez zarzutu, ale dość minimalistycznie (pamiętajmy, że priorytetem były tu jak najniższe koszty). Gruba jednowarstwowa płytka wygląda więc dość topornie, a wykończenie gryfu jest dość surowe. Mówiąc obiektywnie, przyczepić się tu jednak nie ma za bardzo do czego. Gitara jest wygodna (duży plus za profil gryfu) i odzywa się bardzo zachęcająco. Nie wiem, jak ma się sprawa w przypadku innych egzemplarzy, ale musiałem tu spędzić trochę czasu z kluczami i wyregulować menzurę, wysokość strun na mostku i relief gryfu.

Po tych zabiegach pozostało tylko grać, co zaindukowało w mojej głowie myśl następującą: "Szkoda, że w moich czasach nie było takich instrumentów". Wtedy bowiem spełnieniem marzeń początkującego muzyka były wytwory o nazwach takich jak Toska, Kosmos czy Luna, a te od współczesnego Bulleta dzieli, wierzcie mi, przepaść...

2010-05-01 14:02:31
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

SQUIER Affinity




Squiera zna każdy gitarzysta - kojarzony jest głównie z oficjalnymi kopiami Telecasterów, Stratocasterów, a także basów Precission i Jazz.
Squier Affinity Stratocaster to nieco droższa od Bulleta, ale również produkowana w Chinach wersja Stratocastera. Główną różnicą jest tutaj olchowy korpus wykończony bardzo ładnym, przyciągającym wzrok lakierem poliuretanowym w kolorze czerwony metalik. Dostępne barwy w serii to Black, Metallic Red i Metallic Blue.

Na korpusie znajdziemy jednowarstwową płytkę z trzema singlami i tradycyjnie rozmieszczonymi potencjometrami. Mostek tremolo to konstrukcja vintage przykręcona sześcioma śrubami. Podobnie jak w poprzedniku, klonowy gryf nosi na sobie palisandrową podstrunnicę z 21 progami medium jumbo. Jej promień wynosi standardowe dla tej konstrukcji 9,5 cala.

W odróżnieniu od Bulleta model Squier Affinity Stratocaster ma dużą główkę nawiązującą wyglądem do Stratocasterów z lat 80. Gryf jest nieco węższy przy siodełku (jego szerokość w tym miejscu wynosi niecałe 41mm) i staranniej wykończony niż w tańszym modelu. Gitara jest bardzo wygodna - tym razem obeszło się bez korekcji ustawień. Jej brzmienie jest wyraźnie jaśniejsze od Bulleta, prawdopodobnie za sprawą innego drewna użytego na korpus. Wydaje mi się również, że poziom sygnału przetworników jest niższy, jakkolwiek na oko wyglądają one w obu gitarach identycznie.

2010-05-01 14:00:35
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

SQUIER Standard




Squiera zna każdy gitarzysta - kojarzony jest głównie z oficjalnymi kopiami Telecasterów, Stratocasterów, a także basów Precission i Jazz.

Standard to kolejny przedział cenowy a zarazem inny kraj pochodzenia. Ten Stratocaster przyjechał do nas z Indonezji. Tym razem korpus gitary wykonany został z agathisu. Do testu otrzymaliśmy egzemplarz w kolorze Black Metallic (inne dostępne to Candy Apple Red i Antique Burst). Lakier ma tu nieco grubsze niż zwykle ziarno. Muszę przyznać, że tak pięknego wykończenia dawno nie widziałem - z bliska widoczny jest delikatny brokat.

Gryf i podstrunnica o promieniu 9,5 cala wykonane zostały z klonu, 22 progi mają rozmiar medium jumbo. Oko cieszy wysokiej jakości trzywarstwowa płytka, na której zamontowano trzy przystawki single coil. Tym razem producent podaje w specyfikacji, że do ich budowy wykorzystano magnes AlNiCo (czyżby wcześniejsze modele miały tańszy i mocniejszy magnes ceramiczny?).

Mostek Squier Standard Stratocaster oparty jest na dwóch regulowanych śrubach i ma masywne satynowe siodełka. Klucze są wyraźnie wyższej jakości niż w poprzednich modelach i bardziej precyzyjnie można nimi dostroić każdą ze strun. Inne cechy charakterystyczne to duża główka ze złotym logo i grawerowana blacha w miejscu mocowania gryfu do korpusu. Muszę przyznać, że ten egzemplarz zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie.

Trudno jest komentować jakość drewna użytego do jego budowy, ale według mnie jakość wykonania stoi tutaj na poziomie gitar meksykańskich, jeśli nie amerykańskich. Wysokość mostka zawieszonego na dwóch śrubach da się precyzyjnie ustawić. Gryf wykończony jest satynowo i gra się na nim niezwykle przyjemnie. Poza tym gitara gra pięknym dźwiękiem na brzmieniu przesterowanym (jak się później okaże - najlepiej z całej szóstki)

2010-05-01 13:58:40
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

SQUIER Classic Vibe




Testowany Squier to solidnie wykonane i atrakcyjnie wykończone gitary, która posłuży zarówno początkującym, jak i średnio zaawansowanym gitarzystom.
Squier Classic Vibe Stratocaster to model produkowany w Chinach. Ideą firmy było stworzenie gitary oddającej ducha lat 50. Korpus wycięty został z drewna olchowego i polakierowany w kolorze Lake Placid Blue (inne dostępne to 2-Color Sunburst i Olympic White). Jednoczęściowy klonowy gryf ma profil "C". Na podstrunnicy o promieniu 9,5 cala znajdziemy 21 progów medium jumbo. Siodełko na główce wykonano z syntetycznej kości. Biała jednowarstwowa płytka kontrastuje z osłonami przetworników w kolorze Aged- White, pod którymi kryją się single oparte na magnesie AlNiCo III.

W przeciwieństwie do poprzedniego modelu Squier Classic Vibe Stratocaster został uzbrojony w mostek typu vintage przykręcony do korpusu sześcioma śrubami. Przy pierwszym kontakcie gitara robi bardzo dobre wrażenie. Wzrok przyciąga ładnie dobrany odcień lakieru metalik. Plastiki (osłony pickupów, gałki, tip przełącznika) są wyraźnie lepszej jakości. Klucze również - jest to notabene konstrukcja vintage popularnie zwana "kluson", którą po latach uznałem osobiście za optymalną (strunę przycina się, wkłada końcówką do wnętrza klucza i dopiero nakręca, dzięki czemu mamy naturalną blokadę).

Jednakże największą niespodzianką testowanego egzemplarza (nie wiem, jak jest w innych) jest gryf - uwaga - "quartersawn". To ewenement, gdyż ten sposób cięcia drewna stosuje się w zasadzie tylko w drogich instrumentach. Brzmienie tej gitary już na sucho jest wyraźnie mocniejsze i bardziej mięsiste. To udany egzemplarz.

2010-05-01 13:56:24
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

SQUIER Vintage Modified




Squiera zna każdy gitarzysta - kojarzony jest głównie z oficjalnymi kopiami Telecasterów, Stratocasterów, a także basów Precission i Jazz.
Squier Vintage Modified Stratocaster to kolejna podróż na mapie świata - gitara wykonana została w Indiach. Jak sama nazwa wskazuje, jest to model oparty na klasycznych Stratocasterach z kilkoma modyfikacjami, jakie mógłby wprowadzić gitarzysta w trakcie użytkowania instrumentu. Przede wszystkim rzucają się tu w oczy podrasowane przystawki z napisem "Duncan Designed". Single te noszą symbol SC-101, a wykonane zostały w oparciu o magnes AlNiCo V. W serii dostępna jest też wersja z układem przetworników H-S-S.

Testowany egzemplarz ma korpus z indyjskiego czerwonego cedru i pomalowany jest w kolorze Olympic White (inne dostępne to 3-Color Sunburst, Metallic Red i Cherry Sunburst). Na klonowym gryfie naklejono palisandrową podstrunnicę z 21 progami medium jumbo. Mostek tremolo to konstrukcja vintage przykręcona sześcioma śrubami z tradycyjnymi giętymi siodełkami. Na główce znajdziemy złote logo, a na blasze mocującej gryf wygrawerowany napis. Gryf testowanego egzemplarza jest najmniejszy z całej szóstki i będzie idealnym wyborem dla muzyków z małymi dłońmi.

Wygląd Squier Vintage Modified Stratocaster w tym wykończeniu przypomina flagowy instrument Scotta Hendersona. Gitarę trzeba było podregulować (relief, menzura, wysokość strun), co jest dość dziwne, bo wcześniejsze modele były pod tym względem bez zarzutu. Brzmienie dość jasne i z wyraźnie wycofanym środkiem.

2010-05-01 13:54:06
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

SQUIER Deluxe




Squiera zna każdy gitarzysta - kojarzony jest głównie z oficjalnymi kopiami Telecasterów, Stratocasterów, a także basów Precission i Jazz.
Ostatni z testowanych modeli to Deluxe. Podobnie jak Standard, przyjechał do nas z Indonezji. Korpus tej gitary wykonany został z lipy i polakierowany na kolor Daphne Blue przywodzący na myśl lakiery samochodowe z lat 50. (innym dostępnym jest Pearl White Metallic). Z modelem Standard łączy Deluxa nie tylko kraj pochodzenia. Tu również na klonowej podstrunnicy o radiusie 9,5 cala znajdziemy 22 progi medium jumbo. Taki sam jest też mostek - oparta na dwóch śrubach konstrukcja, której wysokość nad korpusem można dowolnie regulować. Inne są natomiast pickupy - to zaprojektowane przez Seymoura Duncana SC- 101, co dumnie głosi napis "Duncan Designed" na obudowach.

Wykończenie Squier Deluxe Stratocaster jest bez zarzutu. Zarówno lakier, matowe wykończenie gryfu, jak i takie drobiazgi, jak np. satynowe siodełka mostka - wszystko to sprawia wrażenie obcowania z droższym niż w rzeczywistości instrumentem. Brzmienie z tak zwanej dechy jest wyraźnie mocniejsze, z bardziej zdecydowanym atakiem i większą zawartością środkowego pasma.

Pomimo dziedziczenia przystawek po modelu Vintage Modified brzmienie gitary jest inne, bardziej szlachetne. To drugi w kolejności instrument, jaki osobiście wybrałbym z testowanej szóstki i, co ciekawe, oba zbudowane zostały w Indonezji. Warto na koniec wspomnieć, że w serii Deluxe znaleźć można również model Hot Rails z przystawkami ostrzowymi typu humbucker nawiązującymi do znanego modelu Seymour Duncan o tej samej nazwie.

2010-05-01 13:52:27
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

PARKER Fly Mojo


Wielu gitarzystów twierdzi, że Ken Parker to geniusz lutnictwa. Ciężko się z tym nie zgodzić, skoro opracował on koncepcję gitary elektrycznej niemal od początku, a sam kształt stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych zaraz po Fenderze i Gibsonie. Parker Fly Mojo, pomimo swojej innowacyjności, to już właściwie klasyka. Uniwersalność brzmieniowa sprawiła, że sięgnęli po niego gitarzyści reprezentujący niemal każdy styl muzyczny: Vernon Reid, Adrian Belew czy Larry Coryell. Tym razem przetestujemy model Fly Mojo - gitarę łączącą niepowtarzalny wygląd z nowoczesną technologią i szerokimi możliwościami brzmieniowymi.

BUDOWA

Jedno jest pewne: Parker Fly to gitara, w której można się zakochać lub ją znienawidzić, ale zdecydowanie nie można przejść obok niej obojętnie. Oryginalne, nieco futurystyczne kształty i rozpoznawalna wąska główka - iluż to lutników próbowało kopiować ten design, a zwłaszcza główkę, która w przeciwieństwie do oryginału często pękała? Dlaczego tak się działo, wyjaśni się w dalszej części testu. Zacznijmy od zastosowanych materiałów. W przypadku Fly Mojo do budowy korpusu, jak również i gryfu, zastosowano mahoń. Zupełnie nie wskazuje na to waga instrumentu, ponieważ trzyma się go w rękach jak styropianową makietę... Tak drastyczne zmniejszenie wagi możliwe było do uzyskania poprzez ograniczenie grubości korpusu. Jest on naprawdę cienki, a jego tył pokryto warstwą materiału grafitowo-epoksydowego. Spełnia on dwie role: po pierwsze - wzmacnia drgania akustyczne, a po drugie - stabilizuje konstrukcję, w tym połączenie z gryfem.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że testowana gitara ma konstrukcję monolityczną. W rzeczywistości jednak gryf został wklejony i umocniony opatentowanym systemem drewnianych pinów. To pozwoliło niewiarygodnie mocno wyprofilować samo połączenie z korpusem, które umożliwia swobodny dostęp do wysokich pozycji. Sporą innowacją jest system tremolo oparty na zupełnie odmiennej zasadzie działania niż znane konstrukcje ruchomych mostków. Sam mostek jest zrobiony z aluminium, co powoduje, że odznacza się doskonałą dynamiką podczas pracy. Świetny niskoprofilowy design sprawia, że podczas gry prawa dłoń ma doskonałe oparcie i nie zahacza o żadne elementy. Ważną innowacją jest fakt, że mostek pracuje na łożyskowanych trzpieniach umieszczonych mniej więcej w linii siodełek. Przypomina to nieco konstrukcję Zero Point znaną z gitar Ibaneza, a efektem jest lepsza stabilność podczas pracy i w równym stopniu naciąganie lub poluźnianie wszystkich strun.

Prawdziwe nowatorstwo cechuje jednak tremolo. Zamiast sprężyn mamy tu kawałek blachy. Podczas pracy mostka sprężyna ta się napręża lub rozpręża. Ponieważ sprężyna jest tylko jedna i ma określoną twardość, w zależności od grubości strun musimy dokonać jej wymiany. Fabrycznie otrzymujemy dwie sprężyny - do kompletów strun .009-.042" i .010-.046". Gdy odwrócimy gitarę, zauważymy dużą płytę maskującą z tyłu korpusu. Znajdują się w niej otwory umożliwiające (za pomocą dołączonego klucza) ustawianie trzech trybów pracy mostka: klasyczne dwustronne tremolo, jednostronne (w dół) albo jako mostek stały. Dodatkowo znajdziemy dostęp do koła, którym możemy regulować naciąg sprężyn, a tym samym ustawienie (wypoziomowanie) mostka. W pierwszych wersjach modeli Fly koło to wystawało z przodu korpusu, za mostkiem, tak że można było je regulować palcami. Ponieważ jednak wielu gitarzystów zahaczało o nie przypadkowo, powodując rozstrojenie instrumentu, zdecydowano się utrudnić do niego dostęp. Wskutek tego instrument stracił może nieco na futurystycznym wyglądzie, ale jego obsługa stała się praktyczniejsza.

Przejdźmy teraz do układu elektroniki. W jej skład wchodzą dwa humbuckery Seymour Duncan (Jazz Neck i JB Bridge), które ze względu na niewielką grubość korpusu musiały zostać specjalnie zaprojektowane. Na pokładzie znajdziemy także przetwornik piezo firmy Fishman ukryty w siodełkach mostka. Warto przy tym przypomnieć, że firma Parker jako pierwsza wprowadziła do seryjnej sprzedaży gitary elektryczne z mostkiem piezo. Skoro mamy pickup piezo, to powinien on mieć zasilanie. Rzeczywiście z tyłu korpusu znajdziemy kieszeń na baterię 9V. Zasila ona wbudowany preamp przetwornika piezo, ale uwaga - jeśli wyciągniemy baterię, to nie będą także działać pasywne humbuckery. Wraz z instrumentem otrzymujemy specjalny kabel stereofoniczny pozwalający tylko z jednego gniazda gitary rozdzielić i doprowadzić do osobnych wzmacniaczy sygnał z przetworników elektromagnetycznych i piezo. Układ elektroniki uzupełniają trzy potencjometry: głośność piezo, głośność humbuckerów oraz TONE dla systemu pasywnego. Ten ostatni dodatkowo posiada przełącznik push-pull pozwalający rozłączyć cewki humbuckerów. Fly Mojo dysponuje także dwoma 3-pozycyjnymi switchami. Jeden przełącza humbuckery (mostek, obydwa, szyjka), drugi z kolei wybiera pomiędzy pickupami elektromagnetycznymi a piezo (piezo, wszystkie jednocześnie, same humbuckery). Tak rozbudowana elektronika daje ogromne możliwości kształtowania barwy dźwięku, szczególnie jeśli połączymy przetworniki elektromagnetyczne z piezo. Parker Fly Mojo to po prostu kombajn brzmieniowy!

Przyjrzyjmy się teraz gryfowi. Podobnie jak korpus wykonany jest z mahoniu, ma bardzo wygodny profil, lecz nieco grubszy niż wczesne wersje Parkerów. Również pokryty z tyłu materiałem grafitowo-epoksydowym jest bardzo sztywny i stabilny. Prawdziwą innowacją jest jednak podstrunnica. Wykonana z syntetycznego grafitu dodatkowo wzmacnia sztywność gryfu, powodując jednocześnie, że całość właściwie nie reaguje na zmiany wilgotności powietrza. Na podstrunnicy znajdziemy 24 progi, które zostały wklejone. Wykonano je z hartowanej stali, a nie z popularnie stosowanego stopu chromo-niklowego. Efektem jest jaśniejsze brzmienie, ale przede wszystkich niesłychana odporność na ścieranie pozwalająca nawet po 10 latach cieszyć się progami bez najmniejszych śladów gry. Jak łatwo się domyślić - przy takim materiale nie ma mowy o szlifie nabitych niewłaściwie progów. Stąd właśnie zostały precyzyjnie wklejone, tak że szlif wyrównawczy stał się niepotrzebny. Dzięki temu korony progów są idealnie zaokrąglone, co gwarantuje doskonały, precyzyjny strój. Przyjrzyjmy się teraz sławnej główce. Dlaczego w wielu lutniczych kopiach główka często pękała? Otóż w oryginale została obustronnie pokryta materiałem grafitowo- -epoksydowym, co drastycznie podniosło jej wytrzymałość. Stąd możliwe zmniejszenie jej gabarytów i masy. Na główce zamontowano w jednym rzędzie komplet blokowanych kluczy Sperzel. W połączeniu z grafitowym siodełkiem gwarantują one utrzymanie stroju nawet po solidnym wajchowaniu. Bardzo oryginalnie wygląda także dostęp do pręta regulującego krzywiznę gryfu. Zastosowano tu (w przeciwieństwie do wersji przeznaczonych na rynek amerykański) tradycyjny klucz imbusowy, który łatwo i skutecznie pozwala dokonać niezbędnych regulacji.



GRAMY

Pomimo że gitara jest niewiarygodnie lekka, gra na niej nie należy do najwygodniejszych. Wszystkiemu winne lewe skrzydło (róg) korpusu, które jest tak wyprofilowane, że wbija się w żebra. To właściwie jedyna niewygoda, do której albo trzeba się przyzwyczaić, albo po prostu nie grać na siedząco... Pomijając ten fakt, trzeba zwrócić uwagę na bardzo ergonomiczny gryf i wyjątkowo niską akcję strun. Progi są nabite, a właściwie wklejone wzorcowo. Nawet maksymalne opuszczenie strun nie powoduje powstania brzęczeń - po prostu rewelacja! Tym samym Fly Mojo to instrument stworzony wręcz do szybkiego grania. Chwilę jednak poświęcić trzeba na przyzwyczajenie się do podstrunnicy. Jest czarniejsza niż hebanowa, nie ma markerów i z początku wydaje się w dotyku taka... sztuczna. Z czasem jednak przestaje się zwracać na to uwagę i nie ma mowy o jakimś dyskomforcie podczas gry.

Aluminiowy mostek tremolo to genialny patent. Bardzo lekko się go obsługuje, reaguje na najlżejszy nacisk - jest bardzo dynamiczny. To zupełnie inna klasa niż standardowe mostki typu Floyd Rose. Zastosowane przetworniki Seymoura Duncana brzmią bardzo dobrze - mają stosunkowo mocny sygnał, zapewniając jednocześnie tłuste, zrównoważone brzmienie. Przetwornik przy gryfie pozwala uzyskać ciepłe, wręcz jazzowe brzmienie, podczas gdy pickup pod mostem doskonale nadaje się do gry solowej z przesterem. Rozłączając cewki za pomocą potencjometru push-pull, wchodzimy do świata brzmień singlowych. Bez problemu możemy uzyskać barwy typowe dla Stratocastera. Tutaj także okazuje się, że Fly Mojo to doskonały instrument funkowy. Uniwersalność brzmień powala, pozwalając w jednej chwili przeistoczyć posiadany instrument z Les Paula w Stratocastera, i odwrotnie. Pomimo tłustego brzmienia przetworników końcowa barwa nie jest pozbawiona ataku i selektywności. Główna zasługa w tym samej konstrukcji gitary - lekkiej i dynamicznej.

Przetworniki doskonale uzupełniają się z instrumentem, dostarczając brzmieniu częstotliwości, których mu brakuje - środka i dołu. Generalnie Fly Mojo posiada bardzo dużo góry, która słyszalna jest dopiero po rozłączeniu cewek humbuckerów. Dzięki temu doskonale też współpracuje przetwornik piezo. Jeżeli jednak sądzicie, że kupując gitarę elektryczną z przetwornikiem piezo, nie będziecie musieli posiadać akustyka, to czas zweryfikować poglądy. Brzmienie piezo testowanej gitary jest zupełnie inne niż instrumentu akustycznego z pudłem rezonansowym. Zdecydowanie brzmi bardziej akustycznie niż humbuckery, ale jest to barwa surowa, metaliczna, a jednocześnie ciekawa. Oryginalne efekty można osiągnąć, mieszając sygnał przetworników elektromagnetycznych z piezo. Dodawanie składowej akustycznej piezo powoduje pojawienie się powietrza w brzmieniu, nadając mu dynamikę i lekkość.

Parker Fly Mojo to jedna z najbardziej uniwersalnych gitar, na jakich grałem, oferująca ogromny arsenał brzmień, które są doskonałe zarówno na kanale czystym, jak i przesterowanym. Pewnym minusem może być jedynie fakt, że w przeciwieństwie do takich klasyków, jak np. Les Paul, Statocaster czy Telecaster, Fly Mojo nie posiada swojej unikatowej i rozpoznawalnej barwy. Na pewno nie będzie to przeszkadzać muzykom sesyjnym, którzy potrzebują takiego uniwersalnego instrumentu do nagrań studyjnych. Dla tych, którzy poszukują "klasyka" o jednym brzmieniu, polecam raczej któryś z instrumentów typu vintage...
PODSUMOWANIE

Parker Fly Mojo to z pewnością instrument wyjątkowy. Genialnie skonstruowany, bardzo grywalny i oferujący przy tym porażającą paletę brzmień. Właściwie to jedno zdanie mogłoby służyć za całe podsumowanie. Z dziennikarskiego obowiązku muszę jednak dodać, że w komplecie mamy zawodowy futerał, wszystkie potrzebne klucze regulacyjne i... instrukcję obsługi. Instrukcję do gitary? Tak, ponieważ niektóre zastosowane patenty (system tremolo, elektronika) wymagają zapoznania się z instrukcją, zanim będziemy mogli sprawnie posługiwać się instrumentem. Potem czeka nas już tylko twórcza i inspirująca gra na jednej z najbardziej innowacyjnych gitar w historii.
Info:
korpus: mahoń (płyta tylna pokryta
kompozytem grafitowo-epoksydowym)
gryf: mahoń (tył pokryty kompozytem grafitowo-epoksydowym)
podstrunnica: kompozyt grafitowo-epoksydowy
progi: 24
przetworniki: Seymour Duncan Jazz Neck
(1), Seymour Duncan JB (1),
piezo Fishman w mostku (1)
klucze: Sperzel
waga: 2,5kg

2010-05-01 13:50:17
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

COLLINGS GUITARS 360




Oferta firmy Collings poszerzyła się o kolejny model nawiązujący do Les Paula. Gitara ta bazuje na modelu oznaczonym symbolem 290, wykonanym w całości z mahoniu.
Nowy instrument otrzymał symbol 360. Korpus i gryf tej gitary wykonano z mahoniu, jednak w przeciwieństwie do wersji 290 korpus uzbrojono w płytę wierzchnią z klonu wzorzystego. Uwagę zwraca starannie wyselekcjonowane drewno o pięknym układzie słojów oraz to, że zarówno korpus, jak i gryf zostały wykonane z pojedynczych kawałków drewna. Pod względem kunsztu lutniczego gitara prezentuje się znakomicie, każdy jej element został wykonany z ogromną dbałością o szczegóły. Nie ma mowy o jakichkolwiek niedociągnięciach, a każdy element wyposażenia jest wręcz wypieszczony - widać, że Collings 360 to efekt wytężonej pracy doświadczonych lutników. Osprzęt to typowe dla firmy Collings rozwiązania: mostek Tone Pros oraz klucze marki Sperzel, które są pozbawione blokady.

Bazujące na Les Paulu rozwiązania konstrukcyjne, do których dochodzi jeszcze układ elektryczny, a więc dwa humbuckery oraz niezależne dla każdego z nich regulatory VOLUME i TONE, sugerują, że będziemy mieć do czynienia z kolejną kopią Gibsona. Czy tak jest w istocie? Po podłączeniu gitary do wzmacniacza okazuje się, że nie do końca. Co prawda w brzmieniu wyraźnie słychać mahoń - mamy tu więc pełne, okrągłe brzmienie z doskonałym rezonansem - jednak zastosowane przetworniki wpływają na wyraźne wzbogacenie tonalne, dodając oddechu i sprawiając, że dźwięk posiada vintage’owy charakter o mocno zarysowanym środku pasma.


Przetwornik przy mostku zapewnia wystarczająco dużo mocy, by znaleźć zastosowanie w soczystych solówkach i mocnych podkładach rockowych. Interesująco prezentuje się też przetwornik przy gryfie, który odpowiada za dużą wszechstronność gitary, o której można się przekonać już po kilku ruchach potencjometrem TONE. Tak więc bez większych trudności udaje się ukręcić brzmienie zbliżone do Telecastera, a wszystko to po kilku niepozornych ruchach gałkami potencjometrów! Jakby tego było mało, skręcenie potów VOLUME i TONE odpowiedzialnych za przetwornik przy gryfie sprawia, że otrzymujemy przepiękny, ciepły ton, którego nie powstydziłby się niejeden jazzman. Wszystko to sprawia, że obok gitary Collings 360 nie można przejść obojętnie - jej przemyślana konstrukcja oferuje instrumentaliście duże możliwości w zakresie kształtowania brzmienia, a do tego jest na tyle uniwersalna, że z powodzeniem odnajduje się w wielu gatunkach muzycznych. Redaktorzy brytyjskiego magazynu "Guitarist" przyznali, że Collings 360 to jedna z najlepiej brzmiących gitar łączących w sobie charakter brzmieniowy Telecastera i Les Paula. W efekcie opisywany instrument otrzymał zaszczytne wyróżnienie Guitarist CHOICE.
Info:
konstrukcja: set-in
korpus: mahoń
płyta wierzchnia: klon wzorzysty
gryf: mahoń
podstrunnica: palisander
radius podstrunnicy: 12"
progi: 22 medium-heavy
skala: 632mm (24,875")
rozstaw strun: 43,3mm (siodełko), 52,5mm (mostek)
mostek: Tone Pros (tune-o-matic)
klucze: Sperzel
układ elektryczny: umbuckery Jason Lollar (2),
przełącznik 3-pozycyjny (1), potencjometry VOLUME (2)
i TONE (2)
kraj produkcji: Stany Zjednoczone

2010-05-01 13:45:39
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

GIBSON Les Paul Standard 2008 i Traditional



Zawsze zastanawiałem się, w czym tkwi fenomen instrumentu Les Paul - gitary oferowanej w ogromnej liczbie wersji, które na pierwszy rzut oka różnią się tylko szczegółami, takimi jak np. kształt gałek czy klucze.
Tym bardziej ucieszyłem się na możliwość porównania dwóch bardzo podobnych do siebie gitar typu Gibson Les Paul: Traditional i Standard 2008. Czy różnice będą dotyczyły jedynie wyposażenia, czy jednak będzie można dostrzec dwa odrębne charaktery brzmieniowe? - o tym przekonamy się już za chwilę.

LES PAUL TRADITIONAL


Jak sama nazwa modelu wskazuje, Traditional zbudowany został na wzór klasycznych wersji modelu Les Paul. Jest on więc przeznaczony dla wszystkich, którzy cenią charakter vintage, bez unowocześnień i kombinacji. Mamy więc ciężki, lity mahoniowy korpus wyposażony w klonową płytę wierzchnią. Kremowa jednoczęściowa żyłka podkreśla kontur korpusu. Uzupełnia ją ochronny kołnierz w tym samym kolorze, zabezpieczający lakier przed uderzeniami kostki. Mostek to klasyczna dwuczęściowa konstrukcja tune-o-matic w kolorze chromu.

Na pokładzie instrumentu znajdziemy przetworniki Classic ’57 i Classic ’57 Plus. Elektronika uzupełniona jest o tradycyjny układ regulacji, czyli dwa pokrętła TONE, dwa VOLUME i 3-pozycyjny przełącznik wyboru przetworników. Mahoniowy gryf został głęboko wklejony w korpus, co ma za zadanie dodatkowo wzmocnić przekazywanie drgań między tymi elementami gitary. Palisandrowa podstrunnica ma 22 progi i została ożyłkowana kremowym bindingiem w sposób charakterystyczny dla Gibsona, tak że binding pokrywa końce progów, podnosząc tym samym komfort gry. Charakterystyczne trapezoidalne markery wykonano z tworzywa akrylowego, które dobrze współgrają z estetyką całego instrumentu.

Sam gryf jest dość gruby i przypomina konstrukcje z lat 60., więc osoby o małych dłoniach mogą czuć podczas gry pewien dyskomfort. Na główce oprócz inkrustowanego logo Gibsona są klasyczne klucze TonePros w stylu Kluson uzupełnione zielonymi pokrętłami. Siodełko szyjki to tworzywo o nazwie handlowej Corian - materiał o bardzo dobrych właściwościach brzmieniowych. Obydwa porównywane modele Gibsona mają progi nabite w technologii PLEK. Ta nowoczesna technologia laserowo sprawdza wysokość progów i dokonuje ewentualnych szlifów z niezwykłą wręcz precyzją. W teorii pozwala to na uzyskanie ultraniskiej akcji strun. Cały instrument został wykończony czarnym nitrocelulozowym lakierem, który zmniejsza degradujący wpływ powłoki na rezonans drewna.


STANDARD 2008


Ten model właściwie nie przypomina dobrze znanej od lat konstrukcji Standard. Mamy tutaj do czynienia z wieloma modyfikacjami sprawiającymi, że nowy Standard 2008, pomimo klasycznego wyglądu, jest instrumentem nowoczesnym. Korpus posiada komory rezonansowe, które oprócz tego, że zmniejszają wagę instrumentu, dodają do brzmienia dodatkowych składowych akustycznych. Użyty materiał to oczywiście mahoń oraz klon wzorzysty AA na topie, który został ładnie wyeksponowany pod cienką warstwą lakieru nitrocelulozowego w kolorze Desert Burst. Kremowy binding dopełnia całości, która prezentuje się bardzo efektownie.

Standard 2008 nie ma fabrycznie zamontowanego kołnierza ochronnego przy przetwornikach, gdyby ktoś jednak nie chciał zakrywać atrakcyjnego klonowego topu, dostarczony jest on z instrumentem i można go łatwo zamontować samemu. W tym modelu zastosowano ulepszoną konstrukcję mostka tune-o- -matic firmy TonePros. Różnica polega na wyposażeniu strunociągu i strunnika w małe śrubki unieruchamiające obydwa elementy względem trzpieni, na których są osadzone. Efektem jest lepsze przekazywanie drgań na korpus instrumentu. Spójrzmy teraz na system elektroniki, który też posiada istotne modyfikacje. Zastosowane są dwa humbuckery Burstbucker Pro oferujące spory poziom sygnału wyjściowego. Tradycyjnie uzupełnieniem jest przełącznik 3-pozycyjny oraz dwa potencjometry VOLUME i dwa TONE. Uwagę zwraca blokowane gniazdo na przewód firmy Neutrik. Żeby odłączyć kabel, trzeba nacisnąć mały przycisk zwalniający blokadę - to doskonałe zabezpieczenie przed utratą kontaktu ze wzmacniaczem podczas koncertu. Komora, w której umieszczono elektronikę, została zasłonięta płytką z ciemnej przezroczystej pleksi. Dzięki temu możemy zobaczyć, co kryje się w środku.

W modelu Standard 2008 zastosowano łączenie elementów bez użycia lutów. Taki system umożliwia szybką wymianę dowolnej części (np. zużytego potencjometru). Mahoniowy gryf posiada niesymetryczny profil - jest grubszy od strony strun basowych i cieńszy od wiolinowych. To powinno zapewnić zwiększony komfort gry. Palisandrowa, charakterystycznie ożyłkowana podstrunnica ma 22 progi i trapezoidalne markery. Siodełko to - podobnie jak w modelu Traditional - Corian. Nowością są za to blokowane klucze firmy Grover z chromowanymi motylkami. Jak widać, Standard 2008 pomimo tradycyjnych korzeni oferuje wiele nowoczesnych modyfikacji.
GRAMY


Bez podłączenia do wzmacniacza obydwa testowane instrumenty brzmią skrajnie różnie. Traditional oferuje doskonały bas i dużo okrągłego środka. Jak można się było spodziewać po litym, ciężkim mahoniowym korpusie, niewiele jest częstotliwości wysokich. Imponuje jednak doskonały sustaini niezła dynamika. Zupełnie inaczej zachowuje się Standard 2008. Komory rezonansowe powodują, że brzmienie akustyczne jest bardzo głośne. Posiada sporo środka, wycofany bas i ładnie podkreśloną górę. Bardzo szybki atak i doskonała przejrzystość poszczególnych dźwięków.

Traditional brzmi jak klasyczna konstrukcja Les Paul, podczas gdy Standard 2008 to raczej nowa jakość dźwięku. Jeśli chodzi o wygodę gry na obu gitarach, to pomimo odmiennych profili gryfów manualnie sprawują się doskonale. Mimo że sam mam niewielkie dłonie, nie miałem problemów podczas gry zarówno na sporym gryfie modelu Traditional, jak i modelu Standard 2008. Na obu instrumentach uzyskałem też zadowalającą niską akcję strun, chociaż...

No właśnie, zastosowana rewolucyjna technologia PLEK powinna gwarantować idealne wykończenie wysokości progów. W praktyce jednak obydwie testowane gitary posiadały pozycje, w których przy bardzo niskim obniżeniu strun pojawiały się brzęczenia. Wygląda więc na to, że technologia PLEK może i jest rewolucyjna, bo pozwala w szybkim tempie, przy całkowicie zautomatyzowanym procesie, wyrównać progi. W dalszym ciągu jednak doświadczony lutnik jest w stanie wykonać to dokładniej... Kolejna istotna różnica między testowanymi modelami polega na ich wyważeniu. Odciążenie grubego korpusu w Standardzie 2008 wyszło w tym przypadku na dobre. Instrument doskonale zachowuje równowagę. Traditional sprawuje się z kolei na tym polu niestety jak klasyczny Les Paul - korpus leci w dół i jeśli np. ćwiczymy na siedząco, to chwila nieuwagi może spowodować, że gitara znajdzie się na podłodze. Oczywiście po zawieszeniu na pasku obydwa instrumenty nie sprawiają żadnych problemów, a Standard 2008 oferuje dodatkowo zabezpieczenie w postaci fabrycznie zamontowanych straplocków.

Podłączmy gitary do wzmacniacza. Zacznijmy od modelu Standard 2008, który wyposażono w dość mocne przetworniki Burstbucker Pro. W efekcie gitara brzmi bardzo agresywnie i nowocześnie. Grając na przetworniku neck, instrument zaskakuje selektywnością. Nie jest to "powolne" brzmienie znane z innych modeli. Oczywiście to może być zaleta, ale też i wada. Wszystko zależy od poszukiwanej przez nas barwy. Standard 2008 także w brzmieniu elektrycznym posiada mało basu, ale jednocześnie prezentuje klasyczny gibsonowski środek. Zamontowane przetworniki pozwalają osiągnąć doskonałe brzmienia przesterowane. Mocne nasycenie, szerokie pasmo - zupełnie nie kojarzy się z konstrukcją Les Paul. Świetna góra sprawia, że mocne, przesterowane riffy mają prawdziwy "pazur", a solówki doskonale przebijają się w miksie. Równie zadowalające efekty można uzyskać na brzmieniach typu crunch. Zamiast ciepłej i miękkiej barwy usłyszymy jednak niezłą szklankę charakterystyczną np. dla przetworników typu Soapbar. Generalnie trzeba przyznać, że gitara brzmi nowocześnie i idealnie nadaje się do realizowania mocno przesterowanych barw. Standard 2008 będzie idealnym wyborem dla gitarzystów, którzy są wierni kształtom Les Paula, ale szukają jeszcze bardziej uniwersalnego i oryginalnego brzmienia. Zobaczmy teraz, jak zachowuje się drugi testowany model: Traditional.

Już po pierwszych dźwiękach nie ma zaskoczenia - klasyczna konstrukcja, klasyczne przetworniki, klasyczne brzmienie. Traditional to esencja brzmienia Gibsona Les Paula: ciepła, tłusta barwa z ciemnym dołem i niskim środkiem. Jeśli ktoś szuka właśnie takiego standardu, to Traditional będzie strzałem w dziesiątkę. Oczywiście nie ma co liczyć na wyjątkową przejrzystość i atak - częstotliwości wysokich jest tutaj jak na lekarstwo. Mamy za to baaardzo długi sustain i potężną moc w każdym dźwięku. Po przesterowaniu sygnału dźwięki wybrzmiewają w nieskończoność... Pomimo zróżnicowanej konstrukcji obydwu testowanych gitar wydaje się, że na brzmienie elektryczne decydujący wpływ mają użyte przetworniki. Jestem ciekaw, jak zabrzmiałby Standard 2008 na pickupach Classic ’57... Na koniec warto jeszcze wspomnieć o strojności gitar. Traditional miał tendencję do rozstrajania się po podciągnięciu strun (dźwięk zazwyczaj opadał w dół). To niestety częste zjawisko w gitarach typu Les Paul. Standard 2008 z kolei bronił się doskonale. Zastosowane w nim blokowane klucze okazały się więc strzałem w dziesiątkę.


PODSUMOWANIE

Gibson Traditional i Standard 2008 tylko na pierwszy rzut oka wydają się podobne. Różni je budowa, zastosowany osprzęt i przede wszystkim brzmienie. W obydwu przypadkach jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że jak na tę klasę wykończenie powinno być nieco lepsze. Niezbyt równo położony lakier w modelu Traditional, mało starannie wykończona żyłka podstrunnicy w obydwu instrumentach, nierówny binding wokół korpusu oraz w końcu wyrównanie progów, które mimo technologii PLEK nie jest idealne. To właściwie jedyne minusy, jakie można zarzucić tym dwóm konkretnym egzemplarzom. Plusy za to zostały opisane już wcześniej. Gibson Les Paul Traditional i Standard 2008 to doskonałe instrumenty, które kultywują najlepsze tradycje wypracowane przez producenta latami. Brzmią zupełnie różnie od siebie, ale na takim samym wysokim poziomie. Powiem szczerze, że sam miałbym problem z wyborem tylko jednej...
Info:

model: Les Paul Traditional
korpus: mahoń
płyta wierzchnia: klon
gryf: mahoń
podstrunnica: palisander
progi: 22
przetworniki: Gibson Classic ’57 i Classic ’57 Plus
klucze: TonePros



model: Standard 2008
korpus: mahoń
płyta wierzchnia: klon wzorzysty AA
gryf: mahoń
podstrunnica: palisander
progi: 22
przetworniki: Burstbucker Pro (2)
klucze: Grover (blokowane)


2010-05-01 13:40:53
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

IBANEZ AC90 NT




Tym razem do testu trafia kolejny produkt firmy Ibanez, można powiedzieć młodszy brat poprzednio omawianego modelu AW200, oznaczony symbolem AC90 NT.
W porównaniu do modelu AW200 opisywany tu AC90 NT jest dużo tańszy, oferuje mniejsze wyposażenie, a co za tym idzie przeznaczony dla nieco innego odbiorcy. Moja odpowiedzialność za słowa niestety nie jest dzięki temu mniejsza, a wręcz przeciwnie, jest tym razem dużo większa. Wiadomym jest, że w przypadku instrumentów drogich, sprzedaje się stosunkowo niewiele egzemplarzy, a ich sukces rynkowy jest kwestią prestiżu i możliwości technicznych firmy. Tu natomiast mamy do czynienia z instrumentem przeznaczonym do masowej sprzedaży, produkowanym seryjnie w tysiącach egzemplarzy i dalibóg trudno powiedzieć jaką miarę do niego przyłożyć. Po dłuższych przemyśleniach uznałem, że najlepszym sposobem jest próba oceny tej gitary na tle innych, plasujących się w podobnej grupie cenowej instrumentów. Dokładnie to właśnie mam zamiar dziś uczynić.

BUDOWA

Ibanez AC90 NT (Natural High Gloss Finish) to instrument o kształcie określanym przez konstruktorów jako Grand Concert. Nazwa powstała zapewne by odróżnić ją od bliźniaczej konstrukcji, modelu AW90, zbudowanego z podobnych materiałów i zbliżonego klasą brzmieniową, którego korpus wykonany jest jako klasyczny dreadnought. Podobnie jak w tamtym modelu, korpus AC90 NT nie posiada wycięcia cutaway. Pudło rezonansowe także jest identycznej głębokości. Płyta wierzchnia instrumentu wykonana jest z litego świerku, boki i spód gitary to drewno orzechowe. Mahoniowa szyjka, palisandrowa podstrunnica i mostek to również klasyczne rozwiązanie stosowane od wielu lat w gitarach akustycznych. Oprócz markerów w kształcie gwiazdek, na progu 12 umieszczono całkiem ładny motyw graficzny przedstawiający dwa serca (ciekawe co to ma symbolizować?). Zabieg ten spowodował, że wizualnie instrument robi wrażenie modelu z wyższej półki. Także drewniane bindingi szyjki i korpusu wrażenie to umacniają.

Wykonane z materiału o nazwie Ivorex II siodełko i prożek mostkowy (z kompensacją na strunie H) niczym specjalnym się nie wyróżniają, po prostu spełniają swoją funkcję, podobnie jak złote klucze oznaczone logo Ibaneza. Instrument jest pozbawiony jakiegokolwiek układu elektrycznego. O samej budowie instrumentu nie można zbyt wiele powiedzieć, gdyż trudno znaleźć tu jakiekolwiek specjalne rozwiązania konstrukcyjne czy wybitnej jakości materiały. Ot zwykła, ładnie się prezentująca, na średnim poziomie wykonana gitara. Zobaczmy zatem jak się na tym gra i jakie walory brzmieniowe Ibanez nam zaoferuje.

Co do precyzji wykonania szyjki, nabicia progów (co ma niebagatelny wpływ na wygodę gry i dokładność stroju) nie mam specjalnych zastrzeżeń. Gryf jest prosty, akcja strun ustawiona jak na gitarę akustyczną standardowo, czyli dość wysoko. Wygoda gry jest przeciętna, natomiast mankamentem jest (jak to bywa w konstrukcjach pozbawionych cutawaya) utrudniony dostęp do wysokich pozycji. W obszarze gryfu najczęściej używanym, czyli w pozycjach 1-15 nic nie brzęczy, co pamiętamy zdarzało się nam ostatnio w o wielokrotnie droższych instrumentach. Gdyby ocena gryfu była zawężona tylko do tych pozycji, niewątpliwie byłaby bardzo pozytywna. Mówiąc krótko: tylko grać. Niestety, w najwyższych rejestrach (trzeba przyznać, że używanych sporadycznie) mamy do czynienia z wyraźną niedoskonałością wykończenia progów. Powoduje to ewidentne brzęczenie i złe wybrzmiewanie struny. Zjawisko jest widoczne zwłaszcza na strunie G.

Gitarowych estetów na pewno będą raziły niedokładności wykończenia w miejscu łączenia szyjki z korpusem czy fragmentów ożyłkowania podstrunnicy. Dużo poważniejszym mankamentem są problemy ze strojem instrumentu, które nie wynikają raczej ze zbyt słabej jakości zastosowanych strun. Mimo kilku prób nie udało mi się nastroić gitary na spełniającym profesjonalne standardy poziomie. Faktem jest, że gitara ta raczej nie jest przeznaczona do studia, lecz przyzwoicie stroić powinna. Brzmienie instrumentu charakteryzuje się przewagą środkowych częstotliwości, a dołu nie jest zbyt wiele. Instrument, gitara w niskich rejestrach nie brzmi odpowiednio selektywnie. Bas jest lekko "kartonowy" i chyba ten kolokwializm tym razem bardzo tu pasuje, nader obrazowo przybliżając jego charakter. Góra brzmi ciepło i klarownie, faza wybrzmiewania jest całkiem długa. Rejestr bardzo wysokiej góry raczej tu nie występuje, dźwiękowi brakuje trochę dobarwienia pochodzącego z tego przedziału częstotliwości.

Gitara jest średnio głośna, dźwięk nie ma barwy i potęgi jakie słyszymy w konstrukcjach z wyższej półki cenowej. Gra akordowa to chyba główna domena tego modelu, gdyż do solówek dźwięk jest zbyt słaby. Tyle obiektywnych uwag. Jak widać nie potraktowałem Ibaneza ulgowo, wysoko stawiając poprzeczkę. Nie ma co ukrywać, porównując choćby do testowanego niedawno, a pochodzącego z tej samej stajni (choć oczywiście znacznie droższego) modelu AW200, że w przypadku Ibaneza AC90 NT brzmienia i inną klasą instrumentu.

Dla zobrazowania moich słów mogą państwo posłuchać dokonanego przeze mnie nagrania instrumentu, co powinno rozwiać wszelkie wątpliwości. Dodam przy tym, że pełni zaprezentować wszystkie walory instrumentu. Podchodząc do rzeczy bardziej subiektywnie trzeba odpowiedzieć sobie na jedno kluczowe pytanie: dla kogo jest przeznaczony i w jakich zastosowaniach sprawdzi się ten typ instrumentu. Moim skromnym zdaniem jest to gitara przeznaczona dla początkującego, bądź średnio zaawansowanego gitarzysty. Jakość brzmienia i wykonania, a także brak jakiegokolwiek układu elektrycznego sprawia, że nie jest to gitara dedykowana do zastosowań profesjonalnych, zarówno studyjnych jak i koncertowych. Ten wniosek paradoksalnie znacząco podwyższa ocenę Ibaneza AC90 NT.

Jako pierwszy instrument, do nauki gry, hobbistycznego traktowania instrumentu Ibanez AC90 NT nadaje się znakomicie. Gdybym zaczynając swoją przygodę z instrumentem dwadzieścia lat temu miał do dyspozycji tak brzmiącą i wykonaną gitarę jak Ibanez byłbym zapewne szczęśliwy (któż jeszcze pamięta legendarne Defile...). Czasy na szczęście się zmieniły, na rynku mamy ogromny wybór instrumentów w każdej kategorii jakościowej i cenowej. Mimo to uważam, że AC90 NT w swojej klasie jest gitarą absolutnie wartą zauważenia. Suma 1 200 zł (a tyle mniej więcej kosztuje Ibanez) jest naturalną granicą finansowych możliwości początkującego adepta sztuki gitarowej.

Ibanez jest wart tej sumy, powiem nawet, że oceniając samo brzmienie instrumentu, mógłby on konkurować z gitarami o kilkaset złotych droższymi, znajdującymi się w ofercie innych producentów. Przy wyborze trzeba jedynie dobrze poszukać i wybrać najlepiej wykonany egzemplarz. Mimo produkcji maszynowej, właśnie ten brak powtarzalności i nieumiejętność trzymania jednolitej jakości całej partii instrumentów występują nagminnie - zwłaszcza w tym przedziale cenowym. Należy zatem uzbroić się w cierpliwość i dokładnie posprawdzać różne egzemplarze danego modelu, a na pewno na coś satysfakcjonującego natrafimy. Myślę, że szybciej niż w przypadku innych, znacznie mniej renomowanych dalekowschodnich producentów niż Ibanez. Ta nazwa bądź co bądź do czegoś obliguje.

Info:
płyta wierzchnia: lity świerk; boczki i tył: orzech;
wykończenie: Natural High Gloss; gryf: mahoń;
mostek i podstrunnica: palisander; rozeta: macica perłowa;
inkrustacja: perła akrylowa; siodełko: Ibanez Ivorex II;
kołki: Ibanez Advantage Bridge Pins

2010-05-01 13:34:20
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

IBANEZ AW200ECEVV




Wykonanie dobrej gitary akustycznej to nie jest prosta sprawa. Prawdziwa sztuka lutnicza nie znosi kompromisów. Drewno, jego dobór, tajemne sposoby łączenia elementów, to wszystko wpływa na końcowy efekt w postaci pięknego i zjawiskowo brzmiącego instrumentu.
Niestety w naszych sklepach muzycznych nie tak prosto trafić na tego typu instrument. Królują tam raczej modele w średnich bądź niskich cenach, nadające się raczej do zastosowań półprofesjonalnych, do nauki, bądź wręcz do zabawy. Do zastosowań profesjonalnych mamy jednak nieco większe wymagania, które gitary firmy Ibanez zazwyczaj spełniały bez zastrzeżeń. Na pierwszy rzut oka model dziś testowany wygląda również bardzo obiecująco.

WYGLĄD ZEWNĘTRZNY

Płyta wierzchnia instrumentu została wykonana z litego świerku, a tył i boki to płomienisty klon. Korpus posiada wycięcie (cutaway) pozwalające na lepszy dostęp do wysokich pozycji. Gryf zbudowano z mahoniu, podstrunnica to całkiem ładny palisander. Instrument posiada ożyłkowanie, wokół otworu rezonansowego mamy ozdobną rozetę z masy perłowej. Całość na pierwszy rzut oka bardzo przyzwoicie wykonana i robi dobre wrażenie, gdyby nie jeden estetyczny dysonans: płyta wierzchnia klejona jest z dwóch kawałków drewna i zdecydowanie nie są one dobrane pod względem kolorystycznym. Wiadomo - to żywe drewno - nie ma dwóch identycznych kawałków, ale można było się troszkę bardziej przyłożyć, zwłaszcza, że w naprawdę poważnych gitarach takich rzeczy nie zauważyłem.

Miłym zaskoczeniem jest natomiast zastosowanie w instrumencie znakomitych kluczy Grover oraz markowego układu elektrycznego firmy Fishman, niewątpliwego potentata w dziedzinie nagłaśniania gitary akustycznej. Składa się on z przetwornika piezoelektrycznego oraz zamontowanego w wycięciu płyty bocznej instrumentu przedwzmacniacza Prefix Plus-T. Więcej o tym zestawie pozwolę sobie napisać nieco później. Mostek, podobnie jak podstrunnica, jest palisandrowy, siodełko gitary wykonano zaś z materiału o tajemniczym symbolu Ivorex II. Sądząc po nazwie jest to imitacja kości słoniowej. Co ciekawe, dla poprawy stroju, na strunie B zastosowano na siodełku kompensację. Instrument stroi zresztą na dobrym poziomie, co między innymi jest także zasługą strun (D’Addario z serii EXP). Przy okazji rozszyfrujmy jeszcze znaczenie literek VV w jego nazwie. Oznacza to nic innego jak rodzaj wykończenia instrumentu czyli Vintage Violin High Gloss.

TEST


Tym razem postanowiłem zmienić nieco procedurę i przeprowadzić prawdziwy, tzw. ślepy test. Sprawa była na tyle ułatwiona, że ten model gitary widziałem naprawdę pierwszy raz w życiu i nie miałem na jego temat kompletnie żadnych informacji. Nie oszukujmy się, znajomość ceny instrumentu czy jakichkolwiek innych opinii może bardzo poważnie (choć zapewne nieświadomie) wpłynąć na jego ocenę. Tu tego problemu nie miałem - Ibanez AW 200ECE był dla mnie prawdziwą tabula rasa. Brzmienie instrumentu charakteryzuje się wyrównanym pasmem. Dźwięk jest typowo akustyczny, bardzo miły dla ucha. Co ważne, instrument jest stosunkowo głośny. Dołu jest dość dużo, choć jego klarowność i sprężystość może pozostawić pewien niedosyt. Struny wiolinowe brzmią całkiem okrągło, góra nie jest "strzelająca", może troszkę brakuje jej blasku, który pojawia się w brzmiących jak przysłowiowy dzwon gitarach z najwyższej półki. Co ciekawe, nieco bardziej stłumiona jest struna B2, struna E1 wybrzmiewa zdecydowanie lepiej. Charakter brzmienia gitary określiłbym jako jasny, który sprawdzi się przede wszystkim w grze akordowej. Do zastosowań solowych góra jest trochę zbyt "papierowa".

Tu drobna uwaga: porównywanie i opis każdego instrumentu ma sens tylko wtedy, gdy założymy sobie jakieś kryteria tego opisu. Inaczej mówiąc kłania się nam nieśmiertelny problem ceny towaru i jego jakości. Nie znając (na razie) jego ceny porównuję ten instrument do modeli z najwyższej półki, starając się zachować najwyższe kryteria jakościowe.

Gryf Ibaneza jest całkiem wygodny, progi nabito prawidłowo, akcję strun ustawiono na zwyczajowym dla instrumentów akustycznych poziomie. Praw fizyki nie można niestety przeskoczyć - struna musi mieć miejsce do drgań, co powoduje, że akustyczna gitara nigdy nie będzie tak wygodna jak przeciętny model elektryczny. Określając ogólnie akustyczne brzmienie Ibaneza pozwolę sobie posłużyć się terminologią stosowaną w przemyśle samochodowym: model Ibanez AW200ECEVV to typowa klasa średnia. To chyba całkiem nieźle, zważywszy, że w tym segmencie rynku mamy Volkswagena Passata, Toyotę Avensis... O przepraszam, zapędziłem się. Wróćmy do meritum. Dla potrzeb gry na żywo Ibaneza zaopatrzono w piezoelektryczny pickup Fishman Acoustic Matrix i preamp tej samej firmy o nazwie Prefix Plus-T. Piezo jak to piezo, po prostu musi być. Przy wszystkich swoich wadach i zaletach najważniejsze jest to, że jedynie tego typu przetwornik, daje nam szansę na nawiązanie wyrównanej walki przy normalnie grającej sekcji rytmicznej. Oczywiście najlepiej jest, gdy prócz elementu piezoelektrycznego gitarę nagłaśniamy jeszcze jakimś innym źródłem. Tutaj nie ma innego przetwornika, ale może nie najpiękniejszy, ale na pewno skuteczny sygnał oferowany przez element piezo możemy poprawić dzięki zastosowaniu przedwzmacniacza Prefix Plus-T. Mamy w nim czteropasmowy suwakowy korektor, filtr do wycinania sprzężeń w dolnym paśmie Notch, standardowy przełącznik fazy i wbudowany, średnio dokładnie działający tuner. Jego włączenie powoduje odcięcie wysyłanego sygnału.

Wracając do sekcji EQ, widzimy tu dwa korektory pasma górnego: BRILLANCE i TREBLE, parametryczny CONTOUR (regulowany w zakresie 250Hz-10kHz) oraz standardowy BASS. Wszystko bardzo przydatne i działające skutecznie, choć cudów nie ma i trudno jest pozbyć się specyficznego charakteru przetwornika piezo. Na plus warto tu zauważyć, że przetwornik w sposób bardzo wyrównany oddaje dźwięk każdej ze strun, co zwłaszcza w starszych typach piezoelektryków bywało dużym problemem. Nie odkryję nic nowego pisząc, że brzmienie elektryczne tego instrumentu nawet na specjalnym, dedykowanym wzmacniaczu czy też zestawie nagłośnieniowym jest o wiele gorsze od jego akustycznego odpowiednika. Nie na darmo gitara akustyczna brzmi najlepiej nagrywana przez wysokiej klasy mikrofon pojemnościowy. Z drugiej strony - zastosowany w Ibanezie system jest dobrej klasy standardem - w tego typu konstrukcjach i zwłaszcza podczas gry akordowej w warunkach scenicznych spełni z pewnością swoje zadanie.




PODSUMOWANIE

Popatrzmy w końcu na relację jakości do ceny. Ile to kosztuje? Trochę powyżej 2 tys. złotych. Gdyby instrument został wyceniony na kwotę nieco niższą, powiedziałbym, że jak na nową gitarę jest to niebywała okazja. Przy tej cenie też jest to niezły zakup. Porów nując inne gitary o podobnych walorach brzmieniowych, nowy Ibanez AW200ECEVV wart jest tej sumy. Gitara jest porządnie wykonana, nieźle brzmi akustycznie, wyposażono ją w markowy, sensownie wymyślony układ elektryczny. Zdecydowanie sprawdzi się w profesjonalnych zespołach, jako instrument do gry akordowej zarówno w studiu jak i warunkach koncertowych.

Natomiast dla bardzo wymagających miłośników i użytkowników instrumentów akustycznych ten model to troszkę za mało. Muszą oni sięgnąć po gitary wielokrotnie droższe. Przy czym od razu zauważmy, że kilkakrotna różnica w cenie wcale nie powoduje, że brzmią one kilkakrotnie lepiej. Takich rzeczy nie ma. Tu diabeł tkwi w szczegółach, niuansach brzmieniowych, które słyszy zaledwie garstka nawiedzonych maniaków. Stąd moje przekonanie graniczące z pewnością, że trzymający solidny poziom Ibanez AW200ECEVV może przy akceptowalnej cenie okazać się bardzo dobrym wyborem.
Info:
pudło rezonansowe - lity świerk (płyta wierzchnia),
tył i boki (klon płomienisty); gryf - mahoń; podstrunnica - palisander;
klucze - Grover; układ elektryczny - przedwzmacniacz Fishman Prefix Plus-T,
przetwornik Fishman Acoustic Matrix;
wykończenie - VV (Vintage Violin High Gloss)

2010-05-01 13:27:25
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

AMPEG Dan Armstrong ADA6




Dzisiaj widok przezroczystej gitary nie jest już niczym wyjątkowym. Modele o takiej konstrukcji ma w swojej ofercie wiele firm, m.in. B.C. Rich, Dillon czy nawet Fender.
Prawdą jest jednak, że pierwszy był Ampeg, który na Targach Muzycznych NAMM w 1969 roku wzbudził swoją gitarą Ampeg Dan Armstrong niemałą sensację. Model ADA6 to reedycja tego instrumentu, który inaczej niż Gibson czy Fender, ale jednak zdecydowanie, zajął swoje poczesne miejsce w historii rocka. Jest to bowiem konstrukcja ponadczasowa, która, podobnie jak w latach 60., również i teraz wygląda bardzo futurystycznie, przyciągając do siebie nowe pokolenia użytkowników.

BUDOWA


Instrument na pierwszy rzut oka nie różni się wiele od innych gitar, no może poza tym, że jest przezroczysty. Do budowy korpusu użyto pleksi - materiału efektownego, ale także posiadającego oryginalne właściwości akustyczne. Sądząc po sporej wadze gitary ADA6, zastosowane tworzywo jest bardzo twarde, czyli posiada sporą gęstość, co dobrze wróży rozchodzeniu się drgań akustycznych.

Pomimo ciężaru będącego na poziomie przeciętnego Les Paula testowana gitara posiada cieńszy korpus, którego grubość oscyluje w granicach 32mm. Symetryczne wycięcia (cutaway) sprawiają, że ogólny design przypomina nieco Gibsona SG. Na podobieństwie wizualnym się jednak nie kończy - dzięki głębokiemu umieszczeniu przykręconego gryfu dostęp do ostatnich pozycji jest równie komfortowy jak w Gibsonie. Szyjka wykonana jest z trzech części drewna klonowego. Pomimo że nie należy do najcieńszych, dobrze leży w ręce i nie obniża komfortu gry osobom z niewielkimi dłońmi. Naklejona na nią palisandrowa podstrunnica wyposażona jest w 24 progi medium jumbo. Są one precyzyjnie nabite i wykończone na końcach, jednak ich wypolerowanie nie wzbudza już takiego entuzjazmu. Jest to sprawa natury kosmetycznej niepowodująca problemów podczas gry, lecz przy tej klasie instrumentu, wydaje się to pewnym przeoczeniem. Główka posiada ładny palisandrowy fornir i zaopatrzona została w klucze w układzie 3+3 firmy Grover. Na główce znajduje się także dojście do pręta regulującego krzywiznę gryfu zamaskowane palisandrową płytką. Na plus zasługuje siodełko szyjki wykonane z kości, a na minus - fakt, że rowki pod struny nacięte są nieprecyzyjnie, przez co gitara ma problemy z utrzymaniem stroju. Wprawdzie to drobny defekt dający się łatwo wyeliminować, ale ponoć diabeł tkwi właśnie w szczegółach...

Wróćmy jednak do korpusu, bo tutaj kryją się patenty, które sprawiają, że ADA6 jest instrumentem innym niż wszystkie. Zacznijmy od mostka, gdyż jest on najbardziej standardowym elementem wyposażenia korpusu testowanej gitary. Zastosowano dzieloną konstrukcję - trochę na wzór tune-o-matic - strunociąg w postaci kawałka blachy przykręconej do korpusu oraz strunnik z regulowanymi siodełkami. Konstrukcja prosta i, co najważniejsze, pozwalająca perfekcyjnie wyregulować zarówno wysokość strun nad progami, jak i menzurę. Uwagę na pewno zwraca przetwornik - tylko jeden, za to sporych rozmiarów. W rzeczywistości jest to pickup wykonany przez Kenta Armstronga. Dan Armstrong i Kent Armstrong - skąd ta zbieżność nazwisk? Kent jest synem Dana - ot, i cała tajemnica.

Wróćmy do przetwornika. Wraz z instrumentem otrzymamy dwa pickupy: z pojedynczą cewką (Rock Treble single-coil) oraz z podwójną (Sustain Treble humbucker). Obydwa posiadają sztabkowe nabiegunniki - single-coil jeden, a humbucker dwa. Po co nam dwa pickupy, skoro konstrukcja gitary przewiduje jeden?

ADA6 posiada sprytny patent, który pozwala w minutę zmienić przetwornik. I nie chodzi tutaj tylko o zabawę związaną z samym przekładaniem. U Kenta Armstronga zamówić można indywidualnie inne modele przetworników oferujących różne brzmienia, które pasują do gitary ADA6. Chcąc wymienić pickup, nawet nie musimy zdejmować strun. Wystarczy odkręcić palcami mały wkręt z tyłu gitary i dzięki specjalnemu wyżłobieniu pickup wysunie się bez problemów spod strun. Ciekawe jest także samo połączenie z resztą elektroniki. Zrobiono je w oparciu o dwa wtyki bananowe, tak że podczas montażu przetwornika następuje automatyczne jego podłączenie. System elektroniki zamontowany jest, podobnie jak w Stratocasterach, na płytce - w tym przypadku z palisandrowym fornirem.

Do dyspozycji mamy dwa potencjometry i przełącznik 3-pozycyjny. Poza regulatorem VOLUME układ ten nie działa jednak tak jak w innych instrumentach. Potencjometr TONE jest powiązany z przełącznikiem i jeśli skręcimy go maksymalnie, to w środkowej pozycji przełącznika gitara gra bez zmian, a w dwóch skrajnych otrzymujemy przytłumione, ale różniące się brzmienia. Jest to wynik zastosowania różnych kondensatorów filtrujących. Na koniec należy dodać, że testowany instrument wykonany jest starannie, czyli tak, jakbyśmy się tego spodziewali po kraju produkcji - Japonii.



BRZMIENIE


Jak wspomniałem wcześniej, gitara jest dość ciężka. Mimo to odpowiednie wyprofilowanie korpusu sprawia, że gra się na niej całkiem wygodnie. Jedyna rzecz, która po chwili gry zaczęła mnie irytować, to zmiana stroju po każdym podciągnięciu strun - siodełko, chociaż porządne, zdecydowanie potrzebuje końcowego szlifu. Poza tym po ustawieniu menzury strojność gitary była idealna, a wzorcowo nabite progi pozwalały ustawić bardzo niską akcję strun. Jak przedstawia się brzmienie akustyczne? Instrument odzywa się trochę inaczej niż drewniane odpowiedniki. Generalnie gra bardzo zrównoważonym pasmem z wycofanym środkiem - tak trochę sterylnie. Dysponuje przy tym doskonałym sustainem i atakiem. Akustycznie jednak ADA6 jest cichsza niż konstrukcje z drewnianymi korpusami.

Podłączamy jednak instrument do wzmacniacza i... okazuje się, że gra zupełnie inną, nową barwą. To żadne odkrycie, że zelektryfikowana gitara odzywa się inaczej niż na sucho, ale w przypadku testowanego modelu ta różnica jest powalająca. Pasmo akustyczne ulega zawężeniu i ociepleniu, a po sterylnej barwie nie ma śladu. Zostaje głównie środek, który najprawdopodobniej jest w dużej części wynikiem umieszczenia jedynego przetwornika blisko mostka. Przy brzmieniach czystych pickup jednocewkowy pozwala osiągnąć brzmienie zbliżone do Telecastera. Rysuje się przyzwoita góra, która sprawia, że dźwięki brzmią selektywnie.

Mimo jednocewkowej budowy przetwornik Rock Treble posiada nadspodziewanie silny sygnał. Właściwie nie ustępuje pod tym względem drugiemu przetwornikowi - Sustain Treble. Generalnie różnica brzmieniowa między obydwoma pickupami jest niewielka. Sustain Treble posiada bardziej tłustą barwę, jest mniej selektywny i przede wszystkim nie emituje brumienia tak jak jednocewkowa konstrukcja Rock Treble. Ponieważ niestety do gitary można jednorazowo zamontować tylko jeden przetwornik, musimy dokonać wyboru. Może ułatwi nam go barwa przesterowana, chociaż i w tym wypadku okazuje się, że różnica brzmieniowa między obydwoma przetwornikami nie powala.

Przede wszystkim zarówno singiel, jak i humbucker oferują zbliżony mocny sygnał wyjściowy - oznacza to, że obydwa doskonale nadają się do mocniejszego, choć niekoniecznie metalowego grania. Singiel uwydatnia więcej szczegółów, słyszalne są lekko świszczące wysokie częstotliwości. Doskonale sprawuje się na brzmieniach lekko przesterowanych. Pomimo tego jednak gra dość tłusto, zupełnie inaczej niż np. klasyczny singiel w Stratocasterze. Najbliżej mu chyba do konstrukcji typu P-90, czyli popularnie nazywanej "mydelniczki". Po maksymalnym odkręceniu gainu okazuje się, że bez problemu radzi sobie przy grze solowej, oferując długi sustain i jasne, przebijające się brzmienie.

Drugi przetwornik, humbucker, nie wyróżnia się mocniejszym sygnałem, ale brzmi cieplej i pełniej, co predysponuje go do gry podkładowej. Nieco mocniejszy dół niż w przypadku singla ułatwia uzyskanie mięsistego przesterowania. Jednocześnie jednak spada selektywność granych dźwięków - nie jest to więc dobry wybór do szybkich partii. Teraz zajmijmy się układem elektroniki. W pierwszej chwili, widząc przełącznik i dwa potencjometry, wydawało mi się, że mam do czynienia z klasycznym układem VOLUME, TONE i switchem... no właśnie - do czego? Skoro mamy tylko jeden pickup, to co tutaj przełączać? Dobrą chwilę zajęło mi zrozumienie zależności między regulatorem TONE a tajemniczym switchem. Po dłuższych eksperymentach okazało się, że jedyną rolą tego układu jest uzyskanie trzech barw: czystej, z podciętą górą i z górą stłumioną w innym zakresie pasma.

Krótko mówiąc: dwa różne kondensatory - dwie różne barwy. Wygląda to trochę tak, jakby firma - zdając sobie sprawę, że gitara posiada tylko jeden pickup - chciała wyczarować z niego jak najwięcej brzmień, uatrakcyjniając tym samym produkt. Jaki jest tego rezultat? Mamy jedno czyste użyteczne brzmienie oraz całą paletę stłumionych barw... Nie wiem, do czego w dzisiejszych czasach może przydać się w gitarze zabawa z potencjometrem TONE (nie licząc jazzowych instrumentów hollow-body), ale w latach 60., kiedy powstała pierwsza wersja ADA6, z pewnością był to hit. Jeśli więc ktoś chce oryginalnych brzmień vintage, to będzie usatysfakcjonowany. Wszyscy inni muszą jednak nastawić się na instrument jednego brzmienia lub dwóch - biorąc pod uwagę dwa dostępne przetworniki.
PODSUMOWANIE

Ampeg Dan Armstrong ADA6 to gitara, którą można kupić z dwóch powodów, a więc: z chęci posiadania niecodziennie i bardzo efektownie wyglądającego instrumentu lub z zamiłowania do brzmień typu vintage. Właściwie obydwa powody są dobre, chociaż do większości potencjalnych nabywców przemówi pewnie, podobnie jak do mnie, ten pierwszy. ADA6 zdecydowanie przyciąga spojrzenie i nie da się obok niej przejść obojętnie. Na gitarze jednak powinno się grać, więc jeśli komuś przypadnie do gustu brzmienie dołączonych pickupów, to znalazł instrument idealny.
Info:
konstrukcja: bolt-on
korpus: pleksiglas
gryf: klon (3-częściowy)
podstrunnica: palisander
progi: 24
menzura: 628mm
przetworniki: Kent Armstrong Rock Treble (single-coil), Sustain Treble (humbucker)
klucze: Grover
waga: 4,5kg


2010-04-30 22:47:41
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

PRS SC 250




Marka PRS od lat przyprawia gitarzystów o szybsze bicie serca, kojarząc się z instrumentami z wyższej półki.
Znając markę PRS, nie ma w tym nic dziwnego, że gdy tylko powstał model Singlecut, bazujący na nieśmiertelnym kształcie Les Paula, prędko znalazł ogromne grono nabywców - ku strapieniu firmy Gibson... Pomimo procesu sądowego i przymusowego wstrzymania produkcji tego modelu obydwu firmom udało się dojść do porozumienia, a seria Singlecut znowu jest dostępna w sprzedaży. Cały ten spór wydaje się jednak mało zasadny, gdyż - jak się przekonamy w dalszej części tego testu - testowany PRS SC 250 (mimo podobieństwa kształtów) znacznie się różni właściwościami brzmieniowymi od klasycznego Les Paula.

BUDOWA


Na pierwszy rzut oka korpus PRS SC 250 przypomina Les Paula, ale kiedy przyjrzymy się mu z bliska, można dostrzec szereg różnic. Przede wszystkim jest on mniejszy, bardziej wyprofilowany i umożliwia łatwe dojście do wysokich pozycji. Do budowy użyto oczywiście mahoniu, a jest to - co ważne - tylko jeden kawałek drewna! Korpus kryje także niespodziankę w postaci komór rezonansowych, które nie tylko powodują zmniejszenie wagi instrumentu, ale także wzmacniają rezonans. Top korpusu wykonany został z klonu falistego i pomalowany na efektowny, czerwony, transparentny kolor. Jak na zawodowy instrument przystało, warstwa klonu jest bardzo gruba - nie jest to cienki fornir podkreślający jedynie walory estetyczne. Korpus nie został ożyłkowany, ale zastosowano tzw. naturalny binding. Polega on na zaklejeniu boków nakładki klonowej taśmą (na czas malowania), a następnie zdjęciu taśmy, uzyskując tym samym jasne, niepomalowane krawędzie korpusu.

Przyjrzyjmy się teraz osprzętowi. Mostek to jednoczęściowa konstrukcja składająca się ze strunociągu zintegrowanego z siodełkami. Ta charakterystyczna dla firmy PRS konstrukcja wprawdzie nie umożliwia osobnej regulacji menzury dla każdej ze strun, ale za to możemy manewrować całym mostkiem za pomocą małych śrub w okolicy trzpieni. Dzięki temu możliwe jest bezproblemowe nastrojenie gitary. Na system elektroniki składają się dwa przetworniki specjalnie zaprojektowane dla tego modelu. Nie są one wyposażone w metalowe puszki ochronne i dostarczają mocnego sygnału wyjściowego. Uzupełnieniem jest 3-pozycyjny przełącznik wyboru pickupów oraz cztery potencjometry: dwa głośności i dwa barwy tonu. Wklejony gryf wykonano oczywiście także z mahoniu i wraz z główką stanowi on jedną całość.

Bardzo pomysłowo zrealizowano samo wklejenie w korpus. Właściwie pozbyto się tzw. kopyta, dzięki czemu gra w wysokich pozycjach jest łatwa i przyjemna. Profil gryfu testowanego instrumentu to "wide thin". Jest on bardzo wygodny nawet dla osób z małymi dłońmi - gryf jest nie za cienki i nie za gruby - czyli taki wygodny kompromis. Materiał użyty na podstrunnicę to palisander. Nie została ona ożyłkowana, ale jej krawędzie polakierowane są na wysoki połysk wraz z resztą gryfu. To nie tylko podnosi estetykę, ale także wygodę gry. Na podstrunnicy nabito 22 średniej wysokości progi. Zarówno nabicie, wykończenie krawędzi, jak i wyrównanie koron jest po prostu wzorcowe. Nie mogło zabraknąć oczywiście także słynnych markerów w kształcie ptaków i choć zawierają one nieco mniej masy perłowej niż pierwowzory sprzed kilku lat, to nadal robią wrażenie. Siodełko szyjki wykonane zostało z grafitu i wykończone, podobnie jak progi, perfekcyjnie.

Na główce oprócz sygnatury firmy, elektryzującej wszystkich fanów gitary, znajdziemy blokowane klucze o przełożeniu 14:1. Podczas gry można odnieść wrażenie, że progi są bliżej siebie niż w innych instrumentach. Odpowiedzialna jest za to menzura, która wynosi 25". Na koniec należy dodać, że ogólne wykonanie testowanego instrumentu jest doskonałe, lakierowanie perfekcyjne, a gitara dostarczana jest z solidnym futerałem.







PODSUMOWANIE

Bezsprzecznie gitary firmy PRS są wciąż synonimem funkcjonalnego instrumentu z górnej półki. Pomimo że przez lata zmieniła się struktura firmy i sposób realizowania produkcji, nadal została utrzymana powalająca wręcz jakość wykonania i brzmienia. Testowany instrument zbudowany jest perfekcyjnie, a dopracowanie szczegółów widać na każdym kroku - po prostu nie ma słabych punktów. Warto pamiętać, że SC 250 oferuje własne, oryginalne brzmienie i w żadnym wypadku, mimo podobnego wyglądu, nie powinien być traktowany jako zamiennik tradycyjnego Les Paula. Firma PRS dość wyraźnie ukierunkowała ten model, przeznaczając go dla gitarzystów lubiących mocne brzmienie. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby po ewentualnej wymianie pickupów odkryć nowe barwy i możliwości testowanego instrumentu. No i jeszcze jeden element zasługuje na uznanie: testowany model w standardzie posiada opcje, dzięki którym wygląda bardzo efektownie - piękny klon falisty na topie i markery w kształcie ptaków. I poza tym - cena takiej podstawowej wersji jest zaskakująco przystępnie skalkulowana.
Info:
korpus: mahoń (z komorami akustycznymi)
płyta wierzchnia: klon falisty
gryf: mahoń
podstrunnica: palisander
progi: 22
układ elektryczny: humbuckery SC 250 (2), przełącznik 3-pozycyjny, potencjometry VOLUME (2) i TONE (2)
klucze: PRS blokowane o przełożeniu 14:1

2010-04-30 22:37:53
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

ZOOT BASS Zoot Performer Pro Bass




Gitara basowa Zoot Performer Pro Bass łączy w sobie współczesne brzmienie oraz charakterystyczny dla konstrukcji vintage klasyczny design.
W zeszłym roku Zoot Bass Zoot Performer Pro Bass otrzymał wyróżnienie Guitarist CHOICE, przyznawane przez brytyjski miesięcznik "Guitarist". Warto więc przyjrzeć mu się nieco bliżej, ponieważ jest to ciekawy przykład połączenia nowoczesnego lutnictwa ze znanymi od lat sprawdzonymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi. Korpus tego instrumentu składa się z dwóch kawałków jesionu bagiennego, natomiast gryf z klonu. Bardzo ciekawie prezentuje się w pełni regulowany mostek produkcji firmy Hipshot Products Inc. Na układ elektryczny składają się dwa przetworniki: EMG-P oraz EMG-J. Pierwszy z nich, dzięki swojej wrażliwości na artykulację oraz dużej ilości dołu, doskonale sprawdza się w instrumencie z jesionu. Natomiast drugi przetwornik, EMG-J, znakomicie współpracuje z modelem P, uzupełniając brzmienie w zakresie środka. Całości dopełnia przedwzmacniacz Aguilar OBP-2 z indywidualną regulacją głośności każdego z pickupów.



Zoot Bass Zoot Performer Pro Bass jest wygodna i doskonale wyważona, a dostęp do wysokich pozycji można określić jako wzorcowy. Generalnie należy ją zakwalifikować do grupy instrumentów w miarę uniwersalnych, nadających się równie dobrze do gry palcami, jak i kostką, chociaż ze wskazaniem na ten drugi styl gry. Gitara jest bardzo podatna na atak, jest wrażliwa na poprzeczne wibracje i czuła na artykulację, a jej zrównoważone brzmienie z delikatnym uwypukleniem wyższych częstotliwości sprawia, że można ją śmiało polecić basistom solowym.
Info:
konstrukcja: bolt-on
korpus: jesion bagienny gryf: klon
podstrunnica: palisander menzura: 34" (864mm)
progi: 24 układ elektryczny: przetworniki
EMG-P i EMG-J, układ aktywny Aguilar OBP-2
klucze: Gotoh waga: 3.8kg
kraj produkcji: Wielka Brytania

2010-04-30 22:29:22
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

SANDBERG California JM




Sandberg to niemiecka manufaktura budująca wysokiej klasy instrumenty. W swej ofercie, oprócz autorskich projektów, ma również gitary inspirowane klasycznymi konstrukcjami. Jedną z nich jest model California JM.
BUDOWA

Sandberg California JM to gitara basowa o skali 864mm oparta na legendarnym modelu Jazz Bass. Mamy tu więc dwa przetworniki, charakterystyczną maskownicę obejmującą jeden z nich oraz metalową blachę pod potencjometrami w kształcie znanym z pierwowzoru. Lecz podobieństwa te to zaledwie początek tej opowieści...

Korpus Sandberga został wykonany z olchy i wykończony na wysoki połysk w kolorze Virgin White. Na gryf z kanadyjskiego klonu naklejono palisandrową podstrunnicę, na którą nabito 22 progi. Mostek pełniący jednocześnie rolę strunociągu to autorski projekt firmy. Zamontowany tu mostek, pełniący jednocześnie funkcję strunociągu, to firmowa konstrukcja - lita stal i większa masa mają zapewnić lepszy sustain i przenoszenie drgań na deskę.

W odróżnieniu od oryginalnego Jazz Bassu przetwornik pod mostkiem to humbucker. Od strony gryfu zamontowany został tradycyjnie single-coil. Oba modele (MC oraz JC) produkowane są przez niemiecką firmę Delano Pickups Systems. MC to przystawka wzorowana na humbuckerach firmy Music Man. W założeniu ma dawać ciepłe niskie i niższe środkowe pasmo, podkreślony środek i jasną perkusyjną górę. Z kolei JC to przetwornik oparty na magnesie AlNiCo, który jest wynikiem badań firmy Delano nad najlepszymi basami Fendera z lat 1960-1977. Ich celem było stworzenie pickupu, który łączyłby w sobie drewniany, niski growl z ciepłym środkiem i twangującą górą. Reszta pokładowej elektroniki to preamp Sandberg, cztery potencjometry oraz switch. Idąc od strony przystawek, mamy tu następujące gałki: VOLUME (push-pull), BALANCE, TREBLE i BASS. Potencjometr push-pull przełącza tryb pracy elektroniki z aktywnej (wciśnięty) na pasywną (wyciągnięty). BALANCE umożliwia płynne ustawienie proporcji pomiędzy używanymi pickupami. TREBLE i BASS to oczywiście ścięcie lub podbicie tych pasm. W trybie pasywnym TREBLE pracuje jak tradycyjna korekcja tonów. Wspomniany wcześniej switch rozłącza humbucker, dzięki czemu możemy wykorzystać jedynie jego środkową cewkę.
TEST

Gitara wykonana jest niezwykle precyzyjnie i z dbałością o szczegóły. Jej budowa oparta jest na tradycyjnej fenderowskiej konstrukcji, więc witamy ją jak starą przyjaciółkę. Wszystko jest pod ręką i na swoim miejscu. Gryf manualnie dość wygodny, chociaż nie należy do najmniejszych, jakie można spotkać przykładowo w Jazz Bassach z lat 70. Można by go określić jako kompromis pomiędzy produktami z Corony i San Luis Obispo.

Po podłączeniu California JM pokazuje całą swą klasę. Equalizacja działa bardzo efektywnie i w połączeniu z rozpinaniem cewek humbuckera można tu ukręcić właściwie dowolne brzmienie, jakie będzie potrzebne w studiu lub na scenie. Co więcej, barwy te bardzo ładnie układają się w miksie bez zbędnego kręcenia gałkami. Brzmienie z humbuckera może być twarde i przeszywające lub miękkie i mruczące, ale zawsze przebije się przez resztę kapeli. Singiel zaskakuje plastyką i czułością na artykulację - od soulowych akcentów do solowych wstawek jest tu bardzo blisko.

Aktywna elektronika jest świetnie zestrojona i dodaje życia do soundu tego basu, co jest wyraźnie słyszalne w nagraniach - wyraźnie podkreślone transjenty, więcej góry, barwa oddycha. Pasywne brzmienie jest minimalnie bardziej twarde, ciemniejsze i z mniejszą ilością słyszalnych detali. Wprawdzie różnice te to niuanse, ale czasami to właśnie niuans dzieli nas od inspiracji. Jest oczywiście również zmiana w dynamice, ale mocniejszy sygnał aktywnej elektroniki odczuwany jest głównie podczas gry na humbuckerze.

PODSUMOWANIE

California JM to współczesna wersja tradycyjnej konstrukcji wykonana z wysokiej klasy komponentów i zgodnie z niemiecką dbałością o detale. Biorąc pod uwagę brzmieniowe połączenie najlepszych cech Music Mana i Fendera oraz świetny stosunek jakości do ceny, można obstawiać Sandberga jako pewniaka w wyścigach do serc basistów. Ta gitara Was nie zawiedzie w żadnej sytuacji.
Info:
konstrukcja: bolt-on (6 śrub)
korpus: olcha
gryf: klon kanadyjski
podstrunnica: palisander
progi: 22
skala: 34" (864mm)
przetworniki: Delano JC i MC
regulatory:
VOLUME (push-pull),
BALANCE, TREBLE, BASS
osprzęt: Sandberg

2010-04-30 22:24:40
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

SPECTOR ReBop 4 DLX EX


W skład serii Euro Spectora nie wchodzą bynajmniej instrumenty przeznaczone do sprzedaży wyłącznie w Europie, chociaż pochodzą one ze starego kontynentu, a konkretnie z... Czech Czechy zostały wybrane przez amerykańskiego producenta ze względu na długą i bogatą tradycję w zakresie budowy instrumentów nie tylko strunowych. U naszych południowych sąsiadów nie brakuje doskonałych lutników, dzięki czemu Spector zdecydował się objąć budowane przez nich basy wieczystą gwarancją.

BUDOWA

Korpus gitary Spector ReBop 4 DLX EX jest wykonany z dwóch kawałków olchy, na które doklejono płytę wierzchnią z drewna o nazwie zebra (dzięki charakterystycznym wzorom). Całość pokryta jest dość grubą warstwą przezroczystego lakieru wykończonego na wysoki połysk. Gryf jest sklejony z trzech kawałków klonu, głęboko wpuszczony w korpus i przykręcony pięcioma śrubami.

Palisandrowa podstrunnica mieści 24 progi, a jej szerokość wynosi 41mm na siodełku główki oraz 51mm na wysokości XII progu. Uwagę zwracają duże znaczniki progów wykonane z imitacji masy perłowej. Jedynie na XII progu znajdziemy niewielką ilość morskiego klejnotu. Szyjka ma 21mm grubości na wysokości I progu i 24mm na wysokości XII. Czarny front główki zdobi okrągły ornament oraz logo producenta umieszczone na płytce maskującej śrubę regulacji gryfu.

Klucze to tradycyjnie stosowane zamknięte przekładnie olejowe. Most ma bardzo prostą budowę, a wszystkich regulacji dokonuje się przez zmianę pozycji klocków, na których opierają się struny. Aktywny układ elektryczny zasilany baterią 9V tworzą dwa przetworniki EMG-HZ z oddzielną regulacją głośności oraz przedwzmacniacz z 2-pasmową korekcją umieszczony w tyle korpusu. Komora jest zabezpieczona preparatem ekranującym, także płytka jest od wewnętrznej strony pokryta warstwą metalizowaną. Gniazdo umieszczono w dolnej części zaokrąglonego boku gitary.


WRAŻENIA

Seria Euro to wyższa półka Spectora. Ten fakt ustawia pewną poprzeczkę oczekiwań w stosunku do konstrukcji i brzmienia instrumentu - spodziewamy się solidnego wykonania, komfortu i dobrego brzmienia. Pod względem budowy gitara spełnia te wymagania. Wszystkie elementy są dobrze dopasowane, osprzęt kolorem pasuje do wzorzystego przodu, a cały instrument jest wykończony bardzo starannie.

Jest jednak jeden drobiazg, który pod względem estetyki lekko odbiega od wysokiego poziomu, jaki prezentuje cały instrument. Płytka zakrywająca układ elektryczny jest przykręcona do korpusu bez sfrezowania miejsca jej mocowania, więc swoją grubością nieco odstaje od powierzchni drewna.

Jeżeli nie jest wpuszczona głębiej, to wskazane byłoby przynajmniej wygładzenie jej krawędzi. Na szczęście trzymające ją śruby są starannie dobrane i nie zahaczają o garderobę grającego. Przeprowadzenie regulacji nie sprawia problemów, choć wymaga uwagi, ponieważ każdy z klocków mostka opiera się jedynie na dwóch śrubach i klockach sąsiednich, zatem przy jednoczesnej zmianie menzury i wysokości strun łatwo je przekrzywić. Po ustawieniu mostek blokuje się śrubą wkręcaną z boku kluczem ampulowym, dzięki czemu konstrukcja uzyskuje sztywność i lepiej przenosi wibracje, a klocki nie wypadają po zdjęciu strun.

Mimo niewielkiego korpusu gitara nie należy do najlżejszych, na co oczywiście ma wpływ dobór drewna i grubość całości. Warto zwrócić uwagę na umieszczenie dolnego kołka z dala od osi symetrii instrumentu, co ma za zadanie poprawić równowagę gitary przy grze w pozycji stojącej. Takie rozwiązanie ma też pewien minus. Po zdjęciu gitary z pleców trzeba pamiętać o tym, by nie opierać jej prostopadle o podłoże, bo można ją w ten sposób łatwo porysować czy obić. Profil gryfu jest dość wygodny, jednak jego wysunięcie w górę zmusza grającego do wyciągania lewej ręki w pierwszych pozycjach lub ewentualnie przesunięcia całej gitary względem tułowia.

Jeśli chodzi o niewielki rozmiar i kształt korpusu, to w moim przekonaniu ma on tyle zwolenników, co przeciwników, a wynika to z gabarytów i preferencji samych muzyków. Osoby słusznego wzrostu lubiące grać klangiem, a co za tym idzie wieszające gitary wyżej, mogą odczuć pewien dyskomfort. Z kolei grając palcami czy kostką, obniżenie gitary zwiększa wygodę gry.

Przetworniki na tyle wysoko wystają ponad korpus, aby zapewnić wygodne podparcie kciuka przy grze palcami. Dla basistów grających klangiem ważną cechą jest odległość strun od korpusu. W testowanym egzemplarzu dystans ten wynosi aż 16mm. Łagodne sfrezowanie gryfu i spora odległość między końcem podstrunnicy i przetwornikiem zapewniają wyjątkowo dużą przestrzeń do zarywania strun.

BRZMIENIE

Fabryczny komplet strun pod względem jakości odstawał od klasy instrumentu. Akcja pierwszych dwóch była jeszcze do zaakceptowania, A3 miała głuche brzmienie, natomiast E4 grała tylko wizualnie. Prawdziwe możliwości gitara pokazuje dopiero po ich wymianie - zabrzmiała wtedy klarownie, choć chwilami nieco nosowo. Nie ma natomiast problemów z intonacją ani z tzw. "wilkami", a brzmienie w poszczególnych pozycjach jest wyrównane. Jak to często bywa z gitarami basowymi, trudno ją zakwalifikować jednoznacznie do jednego gatunku muzycznego. Testowany instrument posiada barwę, która wpasuje się praktycznie w każdy zespół, od jazzowego po metalowy.

Układ aktywny Tone Pump nie wprowadza przydźwięków, choć pewnym mankamentem wydaje się być brak wyczuwalnych punktów zerowych korekcji. Po kilku eksperymentach z brzmieniem brak tych punktów przestaje jednak być problemem, ponieważ okazuje się, że gitara brzmi najlepiej, gdy oba potencjometry barwy są ustawione w pozycji maksymalnej (w takiej też konfiguracji nagrano prezentację audio na CD).

Wspomniane ustawienie zapewnia rozsądne proporcje pomiędzy pasmami, co raczej nie ucieszy fanów korekcji ekstremalnych (typu powalający dół, zupełny brak środka i szeleszcząca góra), ale ten problem rozwiąże najprostszy korektor podłogowy.

PODSUMOWANIE


Gitara zbudowana przez naszych południowych sąsiadów na licencji Spectora (o czym dowiadujemy się z napisu na tylnej stronie główki) to instrument nie tylko oryginalny pod względem wyglądu, ale przede wszystkim wygodny w graniu i dobrze brzmiący. Dobór drewna, z wyjątkiem egzotycznej wzorzystej zebry na przodzie korpusu, można określić jako standardowy.

Połączenie olchy, klonu i palisandru daje zrównoważoną barwę, której czytelność podwyższa mocowanie gryfu za pomocą śrub. Tak właśnie jest w przypadku testowanej gitary, której oprócz słabej jakości fabrycznych strun trudno cokolwiek zarzucić. Nie ulega wątpliwości, że Spector ReBop 4 DLX EX to solidny instrument wykonany przez solidnych lutników.

Nie ma powodu, by ktokolwiek miał jakieś uprzedzenia związane z jego pochodzeniem. Czesi udowodnili, że potrafią budować dobre gitary, które - w przeciwnym razie - nie byłyby objęte wieczystą gwarancją jakościową świadczącą o braku wad lutniczych. W swojej klasie cenowej przedstawiona gitara jest dość ciekawą propozycją, a zwłaszcza dla kogoś, kto poszukuje instrumentu oryginalnego pod względem drewna i bez szczególnego ukierunkowania pod względem brzmienia.
Info:
konstrukcja: bolt-on
korpus: olcha i zebra
gryf: klon
podstrunnica: palisander
progi: 24 menzura: 34"
układ elektryczny: aktywny (przetworniki EMG-HZ, przedwzmacniacz Tone Pump z 2-pasmową korekcją)
klucze: zamknięte olejowe
wykończenie: lakier bezbarwny o wysokim połysku


Wojciech Wytrążek


2010-04-30 22:15:48
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

Gibson Les Paul Supreme



Każda firma produkująca cokolwiek – samochody, buty czy telefony komórkowe – ma w ofercie jakiś model flagowy, który pokazuje możliwości danej firmy. W przypadku firmy Gibson sytuacja jest, powiedziałbym, nieco skomplikowana. Z jednej strony Les Paul Supreme jest niewątpliwie najwyższym seryjnym modelem Les Paula, z drugiej jednak strony Gibson od lat produkuje takie modele jak Les Paul Standard, SG, ES-335, których popularność jest na tyle bezdyskusyjna, że od kilkudziesięciu lat produkowane są bez praktycznie żadnych zmian konstrukcyjnych. Dodajmy do tego gitary z serii Custom Shop i zadajmy sobie pytanie, po co Gibson lansuje kompletnie nowy i do tego ekskluzywny instrument?


Budowa

Gibson Les Paul Supreme to jeden z najpiękniejszych instrumentów, jakie miałem w ręku. Nie tylko za sprawą kształtu, który nie odbiega od innych modeli z tej serii, ale z powodu niespotykanej jakości wykończenia gitary. Zacznijmy od cudownego klonu najwyższej klasy AAAA, który położony jest nie tylko jako wierzchnia płyta, znajdziemy go również z tyłu instrumentu, co jest spotykane niezwykle rzadko nawet w instrumentach tej klasy. Oczywiście pod klonem kryje się mahoń, tak więc typowa konstrukcja Gibsona została zachowana, z tą różnicą, że Supreme ma w korpusie komory rezonansowe. Mahoniowa jest również szyjka, 22 progi nabite są na hebanową podstrunnicę ozdobioną inkrustacjami w kształcie podzielonych kwadratów wykonanych z macicy perłowej. Na główce znajduje się najbardziej charakterystyczny element tej gitary, perłowa kula ziemska ze wstęgą z napisem Supreme. Binding wokół główki jest siedmiowarstwowy, podobnie jak ten wokół korpusu instrumentu. Hardware w kolorze złotym jest jedynym w sposób oczywisty pasującym do tego instrumentu, a więc nie tylko maszynki „Keystone”, mostek tune-o-matic oraz przetworniki 490R i 498T są w tym kolorze, ale również gałki typu Speed oddają barwę najcenniejszego kruszcu. Gitara zasługuje na swoją nazwę, to pewne.
Brzmienie

Do testu wykorzystałem wzmacniacze Marshall 1962 Bluesbreaker Combo oraz Mesa/Boogie Lone Star Classic 2 x12”. Wiadomo, że Gibson + Marshall to jak marchewka z groszkiem, względnie rum z colą (ten fragment dotyczy wyłącznie pełnoletnich Czytelników!), zatem zaczynam od LP Supreme + Bluesbraeaker, wspomagane Ibanezem TS-808. Czyste brzmienie jest zrównoważone i ze sporą ilością góry, co jest zaskakujące w przypadku Les Paula, ale w pełni usprawiedliwione sporą ilością klonu użytego w tej gitarze. Lekki drive z TS-808 wspaniale uzupełnia zestaw, można naprawdę poczuć bluesa, mocniejszy przester „ciągnie” rewelacyjnie, trudno oderwać ręce od gryfu, chociaż ten nie jest akurat moim ulubionym elementem w tej gitarze, wolę szyjki typu „60’s” tu jest tzw. „rounded”. W pewnym momencie możliwości Marshall’a i TS-808 się kończą, kiedy trzeba przejść do poważniejszych wyzwań przesterowych, na scenie pojawia się Mesa/Boogie. Model Lone Star nie ma wprawdzie bardzo mocnego brzmienia a’la Dual, ale można na nim przygrzać naprawdę ostro. No i Les Paul Supreme nie bierze jeńców: nowoczesne, dynamiczne brzmienie na najwyższym poziomie, z dużą ilością harmonicznych w górze, prawdziwe gitarowe „mięcho” w każdym calu. Gdybym miał grać w trio to Les Paul Supreme + Mesa/Boogie Lone Star byłyby moim zestawem marzeń.


Podsumowanie

Po kilkugodzinnej zabawie z Les Paul Supreme nie mam wątpliwości, że ta gitara jest potrzebna firmie Gibson. Jak dla mnie jest to kolejny krok w rozwoju tego modelu sygnowanego nazwiskiem Les Paula, który produkowany jest w końcu od ponad 50 lat. Wciąż będą miłośnicy Standard’ów, Classic’ów czy Custom’ów, ale gitarzyści wymagający charakterystycznego brzmienia Les Paula z domieszką czegoś bardziej nowoczesnego powinni przyjrzeć modelowi Supreme. Nie jest to tania gitara, ale zarówno jakość wykonania jak i brzmienie pokazują co naprawdę znaczy najwyższa jakość. Po prostu Supreme…


Cena od 10 700 zł (testowana wersja 11 860 zł)
Na podstawie:
TopGuitar


2010-04-30 16:27:02
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

Gitara Hawajska


Gitara Hawajska - gitara wykształciła się w kulturze muzycznej Hawajów. Początkowo, od zwykłej gitary akustycznej różniła się strojem i techniką gry, lecz z czasem przekształciła się w samodzielny instrument. Na gitarze hawajskiej gra się na siedząco trzymając ją na kolanach. Struny dociska się do podstrunnicy za pomocą metalowego lub szklanego przedmiotu, zwykle walca trzymanego w palcach lub szerokiej obrączki na palec założonej. Przedmiot przesuwany wzdłuż struny powoduje wydobywanie z niej przeciągłego, śpiewnego tonu. Gitara hawajska nie ma ustalonego stroju. Strojona jest zwykle w skalach durowych w zależności od potrzeb i upodobań artysty. Liczba strun gitary hawajskiej jest też zmienna i dochodzi do ośmiu.
Gitara hawajska została wynaleziona prawdopodobnie około roku 1855, a poza Hawajami pierwszy raz zaprezentowana w 1915 na Panama-Pacific International Exposition w San Francisco. Na fali zaineresowania muzyką hawajską zdobyła wielką popularność w Ameryce. Została także zaadaptowana jako instrument bluesowy i muzyki country.

Elektryczna gitara hawajska - elektryczna gitara stalowa to odmiana gitary hawajskiej. Wskutek ewolucyjnych zmian gitary hawajskiej rozrastała się ona najpierw przez dodawanie kolejnych strun, aż do dziesięciu lub więcej, a potem zdwojeniu lub zwielokrotnieniu gryfu, granie na niej w klasyczny, hawajski sposób, ułożoną na kolanach stało się niewygodne. Gitarę ustawiono, więc na stojaku, przy którym instrumentalista stał. Później wprowadzono także pedały, które pozwalały na zmianę stroju gitary w czasie gry. Współcześnie używa się elektrycznych gitar stalowych (hawajskich). Jednym z rockowych wirtuozów tego instrumentu jest Steve Howe.

2010-04-30 15:46:16
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

Gitara typu Gibson


Gitara typu Gibson - odmiana gitary akustycznej. Posiada niższe boki a spód z wierzchnią płytą są wypukłe. Zamiast otworu rezonansowego posiada wycięcia po bokach. Strunnik zaczepiony jest u dołu pudła rezonansowego.

2010-04-30 15:45:24
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

Gitara Basowa


Gitara basowa - instrument strunowy szarpany, najczęściej elektryczny, z progami na podstrunnicy (gryfie); stosuje się także gitary basowe bezprogowe (fretles, z ang. fretless). Gitara basowa — podobnie jak kontrabas — transponuje o oktawę w dół. Tradycyjne gitary basowe mają cztery struny E, A, D, G, de facto wydają dźwięki odpowiednio: 41,2 Hz, 55 Hz, 73,4 Hz i 98 Hz. Łączna skala gitary basowej obejmuje dźwięki (w brzmieniu) od E1 do g1, jest więc identyczna ze skalą kontrabasu. Spotyka się także modele 5-strunowe (z dodatkową dolną struną C lub H), 6-strunowe (jak pięciostrunowy plus górna struna C), 8-strunowe (gdzie dla każdej struny, takiej jak w gitarze 4-strunowej jest dodana druga strojona o oktawę wyżej) oraz 12-strunowe. Firma Modulus Graphite wyprodukowała także 18-strunową gitarę basową (jej szyjka ma 6 cali szerokości). W muzyce rockowej na gitarze basowej gra basista. Gitara basowa należy do sekcji rytmicznej zespołu muzycznego w muzyce rozrywkowej, jednak obecnie jest często wykorzystywana jako instrument solowy.
Pierwsze gitary basowe były instrumentami akustycznymi. Mimo dużych rozmiarów pudła rezonansowego produkowały dźwięk o stosunkowo niskim natężeniu. Dopiero elektryczna gitara basowa stała się w pełni funkcjonalnym instrumentem. Ostatnimi czasy postęp technologiczny pozwolił produkować także funkcjonalne akustyczne gitary basowe, które zyskują coraz większą popularność. Elektryczna gitara basowa powstała dzięki inicjatywie amerykańskiego twórcy gitar elektrycznych, Leo Fendera, który wyszedł naprzeciwko zapotrzebowaniu na szarpany instrument niskotonowy, który zastąpić miał nieporęczne i zbyt ciche kontrabasy. On to właśnie zbudował pierwszy instrument typu Fender Precission Bass, który otrzymał typowo gitarowy kształt oraz kwartowy strój, identyczny ze strojem kontrabasu

Dźwięk uzyskuje się szarpiąc struny. Ich drganie jest zamieniane na sygnał elektryczny poprzez przetwornik elektromagnetyczny. Sygnał ten za pomocą wzmacniacza jest wzmacniany i emitowany przez głośnik, bądź zapisywany. Używany przez basistów i gitarzystów wzmacniacz zintegrowany z prostym korektorem i głośnikiem określany jest w slangu jako piec lub paczka.

2010-04-30 15:44:37
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

Gitara Elektryczna


Gitara elektryczna - to gitara, w której drgania stalowej struny umieszczonej w polu elektromagnetycznym, są przekształcane w zmiany napięcia elektrycznego, za pomocą przetwornika
Historia gitary elektrycznej sięga roku 1935, w którym George Beauchamp stracił pracę u producenta gitar National. Pozostając w domu, eksperymentował całe tygodnie przy stole kuchennym w swym domu, używając prostych narzędzi i materiałów znalezionych w domu: kawałków drutu, magnesów itp., skonstruował pierwszy przetwornik gitarowy. Już wcześniej, w roku 1925, pragnąc wzmocnić dźwięk gitary, Beauchamp eksperymentował, niestety bezowocnie, z igłą gramofonu. Wynaleziony przez niego i później opatentowany przetwornik został użyty w pierwszej gitarze elektrycznej. Została ona zbudowana w ciągu jednego wieczoru przez przyjaciela Beauchampa, Paula Bartha, lutnika pracującego dla National, na tym samym kuchennym stole, przy którym pracował Boauchamp. Z prototypem pierwszej gitary elektrycznej nazwanej "patelnią" (The Frying Pan) wynalazcy udali się do Adolpha Rickenbackera i namówili go do współpracy przy produkcji instrumentu. Ze względu na powszechnie znane nazwisko (był on kuzynem asa lotnictwa z czasów pierwszej wojny światowej, Eddiego Rickenbackera) firmę nazwano Rickenbacker. Firma później produkowała do dziś bardzo cenione gitary basowe. "Patelnia" okazała się wielkim sukcesem, choć stosowano ją prawie wyłącznie jako gitarę hawajską.

Sukces gitary The Frying Pan zachęcił innych producentów do podobnych przedsięwzięć. Producent instrumentów muzycznych, Gibson, stworzył zespół pracujący nad konstrukcją przetwornika podobnego do tego Beauchampa. W wyniku prac w 1935 powstała słynna gitara elektryczna ES-150 (od Electric Spanish Guitar). Była to gitara z pudłem rezonansowym, z charakterystycznymi dla instrumentów smyczkowych otworami po obu stronach nasady gryfu. Posiadała też zestaw przetworników nowej konstrukcji. Gitara osiągnęła wielką popularność. Od początku sprzedawała się bardzo dobrze w dużych ilościach. Jednym z pierwszych posiadaczy był Charlie Christian, gitarzysta big bandu Benny Goodmana. Praktycznie z dnia na dzień awansował na frontmana w orkiestrze, definiując brzmienie gitary jazzowej na całe następne dziesięciolecie. Mimo niewątpliwego sukcesu, ES-150 sprawiała pewne problemy: powstawały niepożądane wibracje, przydźwięki, sprzężenia zwrotne i inne wady dźwięku. Inżynierowie Gibsona mieli problemy z identyfikacją ich źródeł. Nieoczekiwane rozwiązanie przedstawił wynalazca i gitarzysta Les Paul. Jego pomysłem była gitara pozbawiona pudła rezonansowego. Les Paul nazwał ją The Log, czyli belka, lub deska. Co prawda na frontowej części znalazły się otwory podobne do takich jak w ES-150, lecz były to tylko atrapy. Dla Gibsona takie rozwiązanie okazało się zbyt radykalne i projekt został zarzucony. Energia konstruktorów Gibsona została skierowana w kierunku ulepszenia ES-150.

Podobnych skrupułów nie miał inny producent gitar, Leo Fender. W 1949 zadebiutował na rynku pierwszą komercyjną gitarą bez pudła rezonansowego, początkowo zwaną Esquire. Później nazwę zmieniono na Broadcaster, by ostatecznie nazwać ją Telecaster. Gitara ta posiadająca dwa zestawy przetworników i trójpozycyjny przełącznik wybierający przetwornik lub ich kombinacje i potencjometry - jest produkowana do dziś praktycznie w niezmienionej formie. Telecaster, wygodny w grze, stał się gitarą popularną wśród muzyków jazzowych i country, a od połowy lat pięćdziesiątych także rock-and-rollowych. Gibson, przekonany sukcesem Fendera, zdecydował się wrócić do pomysłu gitary bez pudła. Do współpracy zaprosił wcześniejszego pomysłodawcę i tak powstał w 1952 jeden z najsłynniejszych i produkowany do dziś modeli, którego nazwa uhonorowała wynalazcę, Gibsona Les Paula. Gitara Les Paul cechowała się ciepłym i łagodnym brzmieniem i była bardzo wygodna w grze. Wkrótce też mimo jej wygórowanej ceny stała się bardzo popularna. Gibson ostatecznie poradził sobie też z problemami gitary ES. Jej nowy model ES-355, ze zmniejszonym pudłem (półpudłem), został rozsławiony przez prekursora rock'n'rola Chucka Berry'ego. W początku lat sześćdziesiątych pojawiła się gitara, która pobiła później popularnością wszystkie wcześniejsze. W pierwszych latach produkcji uważana była jednak za model tańszy i mniej profesjonalny od np. Jaguara - było to rozwinięcie Fendera Telecastera, model Stratocaster. Gitara posiadała trzy zestawy przetworników, które mogły być uruchamiane w pięciu kombinacjach. Ze względu na swą cenę, jak i wyjątkową elastyczność kształtowania dźwięku stała się najczęściej wybieraną gitarą. Fender sprzedał jej setki tysięcy. Nikt nie policzy ilości klonów idących zapewne w miliony. Tym, kim dla ES-155 był Charlie Christian i dla ES-355 Chuck Berry, dla Stratocastera został Jimi Hendrix.

Ciekawe są losy gitar Gibsona Flying-V (Latające V), Explorera oraz Moderne. Gdy nastąpiła ich premiera w 1962 gitary trafiły w "próżnię". Dopiero ponad dziesięć lat później doceniony został ich futurystyczny kształt i ostre brzmienie. Stały się potem nieodłącznym atrybutem muzyki heavy metal. Na rynek podzielony pomiędzy gitary Gibsona i Fendera udało się wedrzeć tylko instrumentom Gretcha i Ibaneza. Temu ostatniemu głównie dzięki nowemu pokoleniu muzyków.

2010-04-30 15:43:36
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

Gitara Akustyczna


Gitara akustyczna - gitara wywodząca się z gitary klasycznej. Według jednych źródeł, gitarą akustyczną nazywany jest instrument towarzyszący, służący do grania akordami. W związku z tym ma nieco inną budowę niż gitara klasyczna: węższą szyjkę, co ułatwia chwytanie akordów oraz większe pudło rezonansowe. Używane są struny stalowe, ale spotyka się też struny nylonowe. W literaturze spotyka się czasami rozróżnienie rodzajów gitary ze względu na materiał, z jakiego wykonane są struny i wynikające z tego konsekwencje konstrukcyjne. W tym rozumieniu gitara akustyczna to gitara o stalowych strunach.
Ze względu na mocniejszy naciąg strun gitara akustyczna ma wzmocnioną konstrukcję w stosunku do gitary klasycznej. Wzmocnieniu uległ gryf oraz jego połączenie z pudłem rezonansowym. Także mechanizm naciągu strun w starych konstrukcjach gitar klasycznych, oparty na połączeniach klinowych, okazał się niewystarczający i został zastąpiony przez miniaturowe przekładnie ślimakowe lub inne podobne rozwiązania.

Wynalezienie gitary akustycznej było podyktowane koniecznością naturalnego wzmocnienia dźwięku gitary grającej w zespole. Gitara akustyczna spełniła to zadanie, lecz tylko połowicznie. Stalowe struny podniosły natężenie dźwięku zmieniły także jego barwę na bardziej ostrą i wyraźną, niż w gitarze klasycznej, lecz ciągle było to za mało, by gitara stała się instrumentem wiodącym w big bandzie jazzowym. Problem ten rozwiązała dopiero gitara elektryczna. Gitara akustyczna znalazła szerokie zastosowanie w muzyce rozrywkowej - jazzie, rocku, a zwłaszcza w muzyce country i folk. Większość znanych gitarzystów rockowych ma w swym repertuarze choć jeden utwór, zwykle balladę, na gitarę akustyczną. Najwybitniejszym rockowym gitarzystą akustycznym jest Roy Harper.

2010-04-30 15:42:21
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz


Copyright 2006 maxblog.pl
Grafika:GuGim
x
 Załóż swój blog! Lista przyjaciół