Księga gości

Kategorie:
Gitarzyści (32)
Gitary (37)
Tabulatury (0)
Muzyka (1)
Zdjęcia Gitarzystów (0)
Zdjęcia gitar (0)
Historia Gitary (1)
Tapety (1)
Wywiady (1)
Doktor Gitary ;P (8)


Archiwum:
2010
Maj
Kwiecień



Linki:
FENDER Road Worn ’50s Strat, ’60s Strat, ’50s Tele


Czy kryzys może komuś wyjść na dobre? Zadając to pytanie, zastanawiam się, czy gralibyśmy teraz na gitarach Fendera, gdyby na fali wielkiego kryzysu, jaki nawiedził Amerykę na początku XX wieku, Leo Fender nie stracił posady księgowego. Jak wiemy, bezrobocie zmusiło Leo Fendera w roku 1939 do otworzenia własnego sklepu - Fender Radio Service. Przez sklep przewijało się wielu ciekawych ludzi z branży muzycznej i pasjonatów, a także wiele sprzętu, który sprzedawał lub reperował Leo. Doprowadziło to w prostej linii do założenia przez niego firmy Fender Manufacturing w roku 1946. Latem 1949 zaczął pracować nad pierwszą gitarą solid-body, znaną dziś jako Telecaster.

To był prawdziwy przełom - gitary odniosły sukces, a Fender nareszcie miał sensowny produkt, który na siebie zarabiał. Leo wiedział jednak, że trzeba iść za ciosem i wprowadzić kolejny projekt. Zaczął więc słuchać opinii muzyków na temat swej pierwszej gitary. Ponieważ narzekali oni, że ostry kant pod prawą ręką sprawia dyskomfort podczas gry, zaczął więc eksperymentować z konturami korpusu, tak aby przylegał on do ciała jak koszula. Muzycy narzekali też, że trzy siodełka Tele są uciążliwe w strojeniu - wtedy Leo opracował nowy mostek z sześcioma niezależnymi siodełkami. Zupełnie od podstaw stworzony także został system wibrato, notabene błędnie nazwany jako tremolo. Na koniec Leo stwierdził: "Zamontujmy tu trzy przetworniki. Dwa są OK, ale trzy będą powalające". Pierwsze prototypy Stratocastera ujrzały światło dziennie na przełomie maja i czerwca 1954 roku, a jego design jawił się wówczas ludziom jako dzieło kosmitów. Dziś jest jednym z niewielu stworzonych przez człowieka projektów, który w niezmienionej niemal formie przetrwał ponad pół wieku. Stratocaster nadal jest pożądany, kupowany i używany na całym świecie przez muzyków wszystkich pokoleń. Czy jest więc coś, co można napisać w teście takiej gitary, a co nie zostało już wcześniej wypowiedziane?

NATURAL WORN THRILLERS

Gitarzyści to dziwaczna nacja. Czy ktoś normalny kupiłby sobie poobijany samochód z lakierem zdartym w kilku miejscach? Gitarzystom natomiast zdają się podobać gitary, dla których czas nie był łaskawy - pożółkłe, powycierane, poobijane i ze skorodowanym osprzętem. Niewielu z nas stać na oryginalnego, kosztującego majątek Strata z lat 50., który miał szansę zestarzeć się naturalnie. Dlatego też Custom Shop wprowadził serię Relic - instrumenty również dość drogie, ale leżące już w zasięgu wielu muzyków. Najnowsza seria "gitar zdartych w trasie" poszła jeszcze o krok dalej. Teraz praktycznie każdy może sobie kupić zgrany instrument, tak jak parę fabrycznie nowych, lecz wyglądających na znoszone, dżinsów. Magazyn "Gitarzysta" jako pierwszy w Polsce ma przywilej sprawdzić trzy gitary z serii Road Worn: ’50s Strat, ’60s Strat i ’50s Tele - produkowane przez meksykańską fabrykę Fendera. Pierwsze gitary wyjechały z Ensenady w roku 1991, by kilka lat później przebić ilościowo produkcję Corony prawie o połowę. W przypadku serii Road Worn gryfy produkowane są w USA, a korpusy w Meksyku. Nad całością tego projektu czuwają oddelegowani lutnicy z Custom Shopu USA, tak zwani master builders. Zobaczmy, jak to wszystko Fenderowi wyszło...

’50s STRAT

Tej gitary jestem bardzo ciekaw, bowiem prywatnie jestem posiadaczem Strata Custom Shop Relic z gryfem "V". Mogę więc porównać obie gitary. Jak sama nazwa sugeruje, model ten inspirowany jest specyfikacją z lat 50. Dodajmy: luźno inspirowany. Mamy tu więc klonowy gryf o łagodnym (jak mówi specyfikacja) profilu "V". W rzeczywistości owa "V-ka" jest mocniej zaznaczona niż, powiedzmy, w gitarach z serii American Deluxe "V". Klonowa podstrunnica ma radius 184mm i 21 progów 6105 rozmiaru narrow jumbo. Na gryf został naniesiony, a następnie pościerany lakier z ciemniejszą tintą. Przetworniki zamontowane na jednowarstwowej i dość elastycznej płytce to firmowe Tex-Mex. Są to przystawki wzorowane na Custom Shop Texas Specials, ale nawijane na plastikowych szpulach i produkowane w Meksyku. Zarówno płytka, jak i osłony pickupów są postarzane. Jak na vintage przystało, na pickup pod mostkiem nie działa pot TONE. Całości dopełniają pokryte patyną stroiki, zaczepy na pasek i tremolo w stylu vintage.

Olchowy korpus pokryty został lakierem nitrocelulozowym w kolorze dwutonowej przypalanki (2-color sunburst). W miejscu oparcia prawej ręki oraz z tyłu lakier został zdarty aż do drewna. Smaczku dodają też liczne obicia i matowa, jakby wytarta od ostrego materiału powierzchnia całego korpusu. A teraz najlepsze: korpus posiada wycięcia jedynie na single - nie ma tu tych dużych "basenów" na pickupy, które zabierały tyle drewna, a co za tym idzie rezonans instrumentu.

Na sucho ’50s Strat brzmi niezwykle sprężyście. Dość lekki korpus wyraźnie chce rezonować. Gryf jest świetnie wyprofilowany, dość wąski, idealnie leżący w ręku. Moim zdaniem niczym nie ustępuje customowemu. Trochę sztucznie natomiast wyglądają wytarcia na podstrunnicy - zupełnie jakby ktoś przeleciał tu papierem ściernym, a potem wtarł w drewno nieco ziemi. Do wykończenia z tyłu gryfu nie mam zastrzeżeń. Bardzo naturalnie wygląda też korpus i osprzęt.

Stratocastera podłączam do wzmacniacza Fender Deluxe VM. Pierwsze wrażenia mam mieszane - gitara wydaje się grać lepiej na sucho niż z przystawek. Najlepiej z całego setu wypada pickup pod gryfem. Jest czuły na zmiany w dynamice i naprawdę chce się na nim grać. Brzmienie ma zaokrąglony niski środek i jakby low-cut poniżej niego, dzięki czemu dźwięk jest czytelny i niezamulony. Wyższy środek jest lekko wycofany, a zamiast niego odzywa się dzwoniące wysokie pasmo. W czwartej pozycji jest jak na mój gust ciut zbyt ciemno, a w drugiej do pełni szczęścia brakuje wysokiego środka. Jest to oczywiście relatywne i postrzegane w odniesieniu do wcześniejszej gitary. Zawsze przecież można skorygować nieco potencjometry wzmacniacza lub dopalacza wpiętego przed nim.









’60s STRAT

Ten instrument zbudowany został według przepisu z lat 60. Klonowy gryf nie ma z tyłu tego charakterystycznego paska, znanego z modelu American Standard. Podstawową różnicą w stosunku do opisywanego przed chwilą Strata ’50s jest profil "C" gryfu oraz palisandrowa podstrunnica o promieniu 184mm. Nabito na nią 21 wysokich i wąskich progów określanych jako 6105 narrow jumbo. Przetworniki Tex-Mex zamontowane zostały na trzywarstwowej płytce Mint Green przykręconej do korpusu jedenastoma wkrętami - jest ona twardsza i stabilniejsza niż jednowarstwowa płytka Strata ’50s. Metalowe części są postarzane, dzięki czemu dobrze komponują się z powycieranym i poobijanym olchowym korpusem. Nielakierowana palisandrowa podstrunnica nie podlega procesowi postarzania, więc wytarty lakier znajdziemy jedynie z tyłu gryfu. Korpus, pokryty powłoką nitrocelulozową w kolorze przypalanki w trzech odcieniach, "zrelicowany" jest wręcz wzorcowo. Jednakże po tym, jak miałem przed chwilą w rękach Strata ’50s, wydaje się lekko podejrzane, że gitary mają obtarcia i uszkodzenia prawie tych samych kształtów i w tych samych miejscach. Taka jest cena masowej produkcji tego modelu.

Gryf gitary Strata ’60s wydaje się nieco większy niż u poprzednika, chociaż według specyfikacji jego szerokość przy siodełku wynosi również 42mm. Na profilu "C" będzie się jednak wygodniej grało tym, którzy trzymają kciuk klasycznie, czyli z tyłu gryfu. Gitara na sucho brzmi równie sprężyście, a korpus rezonuje dość mocno. Popularny test polega na tym, że trzyma się gitarę za główkę w powietrzu (tak jakby wisiała na wieszaku w sklepie), uderza się strunę H i dotyka dłonią dolnej części korpusu przy zaczepie na pasek - powinny być wyraźnie wyczuwalne drgania. Tak właśnie jest z obydwoma testowanymi Stratocasterami.

Początkowo, po podłączeniu do wzmacniacza, brzmienie obu gitar wydaje się identyczne. Po chwili grania i przełączania na zmianę obu instrumentów, zaczynają być słyszalne niewielkie różnice. Strat ’60s ma nieco szersze dolne pasmo, przez co brzmienie wydaje się pełniejsze. Ma również trochę więcej wysokiego środka i mniej najwyższej, szeleszczącej góry. W zasadzie nie jestem w stanie powiedzieć, czy to dobrze, czy źle. Brzmienia obu gitar różnią się niuansami, wobec których większą różnicę stanowi przekręcenie potencjometru we wzmacniaczu o działkę lub dwie.

’50s TELE

Ten instrument wzorowany jest na egzemplarzach produkowanych w połowie lat 50. Mamy tu więc klonowy gryf i podstrunnicę o oldskulowym promieniu 184mm. Profil szyjki to duże "C". Gryf rzeczywiście czuć w ręku, szczególnie w porównaniu ze Stratocasterami, co dla niektórych będzie zaletą. Zamontowano tu firmowe pickupy Tex-Mex.

Gdy pierwszy raz biorę do ręki gitarę ’50s Tele, zaczyna mi przeszkadzać wszystko to, na co zwracano uwagę Leo Fenderowi już w latach 50., czyli uwierająca krawędź korpusu pod prawą ręką i trzy siodełka w mostku obsługujące sześć strun. Siłą rzeczy nie da się tu idealnie ustawić menzury, niemniej z każdą chwilą spędzoną z tą gitarą człowiek zaczyna wsiąkać, a czas niepostrzeżenie upływać. Wierzę, że każda dobra gitara na swój sposób oswaja grającego na niej gitarzystę. W każdej zaklęta jest jakaś melodia. Ten Telecaster potrzebował zaledwie kilkudziesięciu minut, by mnie do siebie przekonać. Trzeba przyznać, że w gitarze ’50s Tele jest coś inspirującego.

Już na sucho gitara bardzo mocno rezonuje, a po podłączeniu do wzmacniacza okazuje się najgłośniejszą z testowanej trójki. Przetwornik pod gryfem, umieszczony w puszcze, daje piękne, aksamitne brzmienie. Trzeba uważać na kostkowanie w jego pobliżu, ponieważ obudowa zbiera każde uderzenie jak mikrofon. Pickup pod mostkiem jest dość mocny i gra środkowym pasmem. Dwie przystawki razem to już klasyka Tele - sprężyste brzmienie, które świetnie się sprawdza w barwach podkładowych. Wszystkie trzy barwy są do natychmiastowego wykorzystania. Nic tu więcej nie trzeba zmieniać. Chociaż z pewnością nie jest to gitara dla każdego i trzeba się z nią oswoić.

EPILOG

Ogólne wrażenia z gry na ’50s Stracie są więcej niż pozytywne, nawet w porównaniu do podobnego modelu Strata Relic z Custom Shopu. Szczerze mówiąc, przez chwilę zastanawiałem się, czy Fender nie strzelił sobie w stopę, robiąc zbyt dobre gitary za niewielkie pieniądze. ’60s Strat leży w ręku jak wiosło, na którym przegraliśmy ostatnie 10 lat. ’50 Tele to nieokrzesany kowboj w wytartych dżinsach - trzeba umieć się z nim zaprzyjaźnić, ale jeśli już nam się to uda, to będzie to przyjaźń na śmierć i życie. Z tych trzech gitar osobiście wybrałbym pierwszą - po prostu uwielbiam gryfy "V", klonowe podstrunnice i wykończenie "relic". Jedyne z czym bym pokombinował, będąc posiadaczem tych gitar, to przetworniki - brzmią jak rasowe single, ale wydaje mi się, że nie oddają całego potencjału drzemiącego w instrumencie, który wyraźnie słychać w grze na sucho. Moim zdaniem seria Fender Road Worn to strzał w dziesiątkę - jeden z fajniejszych produktów, jakie zaserwowała nam branża w ostatnim czasie.
Info:

konstrukcja: bolt-on
korpus: olcha (’50s Strat, ’60s Strat), jesion (’50s Tele)
gryf: klon, jednoczęściowy
podstrunnica: klon (’50s Strat, ’50s Tele), palisander (’60s Strat)
progi: 21 (6105 narrow jumbo)
przetworniki:
3×Tex-Mex (’50s Strat, ’60s Strat),
2×Tex-Mex (’50s Tele)
układ elektryczny: 2×TONE, 1×VOLUME (’50s Strat,
’60s Strat), 1×TONE, 1×VOLUME (’50s Tele)
przełącznik:
5-pozycyjny (’50s Strat, ’60s Strat),
3-pozycyjny (’50s Tele)


2010-05-01 17:42:36
Ilość komentarzy: 4 Dodaj komentarz

IBANEZ MBM2


Firma Ibanez od lat kojarzona jest z czołówką gitarzystów z niemal każdego nurtu muzycznego. Jednak pomimo wyrobionej renomy producent w dalszym ciągu stara się na bieżąco współpracować z kolejnymi pokoleniami muzyków. Ibanez wciąż wzbogaca swoją ofertę o coraz to nowsze sygnowane modele, dzięki czemu na rynku mamy nie tylko szeroki wybór instrumentów, ale przede wszystkim wiele z nich wyróżnia się oryginalnością, będącą wynikiem połączenia inwencji twórczej muzyka i doświadczenia lutniczego firmy. Taka synteza czasem nie przynosi oczekiwanych rezultatów, ale niekiedy sprzyja powstaniu modeli ponadczasowych, stających się wzorem dla kolejnych konstrukcji. Tym razem na warsztat weźmiemy nową sygnaturę Ibaneza: MBM2. Gitara ta powstała przy udziale Matta Bachanda znanego z zespołu Schadows Fall - zapowiada się więc poważna batalia miażdżących, niskich brzmień.


BUDOWA

MBM2 powstał na bazie znanego modelu Ibaneza RGA. Deska ma więc opływowy kształt i niezbyt wielką grubość. Dzięki temu uzyskano także optymalną wagę instrumentu, która w pierwszej chwili wydaje się wręcz podejrzana. Korpus posiada plastikowy elegancki binding, który doskonale komponuje się z czarnym lakierem uzupełnionym białą grafiką. Można powiedzieć, że MBM2 wygląda równie elegancko, co drapieżnie, i taki rezultat najprawdopodobniej chciano uzyskać. Do budowy użyto mahoniu, a ponieważ jego waga jest stosunkowo mała, można się będzie spodziewać dobrego przenoszenia nie tylko niskich częstotliwości, ale też wysokich, pozwalających zachować doskonałą artykulację.

W omawianym instrumencie zastosowano chromowany osprzęt, który świetnie komponuje się z ogólnym designem. Mostek to oryginalna konstrukcja Ibaneza - Gibraltar Standard. Składa się on z nieruchomej podstawy przykręconej do korpusu czterema wkrętami oraz siodełek pozwalających ustawić prawidłową menzurę oddzielnie dla każdej struny. Aby zwiększyć sustain, struny przechodzą przez korpus i zaczepione są w specjalnych tulejach. Układ elektryczny gitary to przede wszystkim światowe przetworniki EMG - odpowiednio model 60 przy szyjce i 81 przy mostku. Pickupy umieszczono w nisko profilowanych, metalowych ramkach. Uzupełnieniem jest potencjometr głośności oraz 3-pozycyjny przełącznik uchylny. Aktywna elektronika EMG zasilana jest oczywiście jedną baterią 9V, którą montuje się z tyłu korpusu pod specjalną klapką. Ewentualna wymiana przebiega więc szybko i nie wiąże się z koniecznością odkręcania żadnych śrubek. Połączenie gryfu z korpusem to tradycyjny system bolt-on, czyli cztery śruby. Dodatkowo zastosowano All Access Neck Joint System, co w praktyce oznacza umieszczenie każdej śruby w specjalnej tulei, pozbywając się tym samym metalowej płytki pogrubiającej miejsce łączenia gryfu.

Sam gryf wykonano z trzech warstw klonu (typ Wizard II). Na palisandrowej, ożyłkowanej (podobnie jak korpus) podstrunnicy nabito 24 progi jumbo. Zarówno ich wykończenie, jak i wypolerowanie jest wzorcowe. W celu lepszej orientacji podstrunnicę zaopatrzono w małe markery w kształcie kropek. Główka to klasyczny kształt Ibaneza ze srebrnym logo oraz inicjałem "SF" (Shadows Fall) na płytce chroniącej dostęp do pręta regulującego krzywiznę gryfu. Do nawijania strun służą tradycyjne chromowane stroiki o zamkniętej konstrukcji, zamontowane w układzie jednorzędowym.

Jedynym widocznym minusem testowanego instrumentu jest siodełko, które - choć wykonane starannie - jest plastikowe (wydaje się, że zastosowanie kompozytów grafitowych lub polimerowych powinno już stać się standardem...). Jak widać, MBM2 to instrument o nieskomplikowanej budowie i jednocześnie doskonale przemyślany pod względem użytkowym. Zarówno konstrukcja, jak i zastosowany układ elektroniki jednoznacznie sugerują przeznaczenie gitary i nie jest to bynajmniej jazz... Zobaczmy zatem, jak brzmi ten potwór.


GRAMY

Na wstępie warto zaznaczyć, że gitarzysta zespołu Shadows Fall stroi się o sekundę wielką w dół, czyli do dźwięku D. Żeby więc test był rzetelny, a brzmienie takie jak zaplanowano, gitarę MBM2 nastroiłem w ten sam sposób. Bez podłączenia do wzmacniacza gitara produkuje dość głośne dźwięki, co świadczy o sporym, pożądanym rezonansie własnym. Na początku wspomniałem, że mahoń, z którego zbudowano korpus, wydaje się podejrzanie lekki. Rzeczywiście słychać to w brzmieniu - pomimo niskiego stroju odczuć można lekkie braki w zakresie przenoszenia niskich częstotliwości. Dużo za to jest góry i dźwięcznego, okrągłego środka. Gitara gra przestrzennie, a poszczególne dźwięki charakteryzują się doskonałą selektywnością. Ponieważ jednak przeznaczeniem testowanego instrumentu nie jest gra akustyczna, zobaczmy, jak radzi sobie podpięty do wzmacniacza.

Zastosowany układ elektroniki jest bardzo prosty i właściwie ukierunkowany na osiągnięcie jednego brzmienia. Dwa humbuckery i przełącznik ich wyboru - żadnych switchy rozłączających cewki czy potencjometrów przeznaczonych nie wiadomo do czego. Z jednej strony może to zawężać możliwości brzmieniowe instrumentu (szczególnie w zakresie barw czystych), z drugiej jednak gwarantuje prostotę obsługi na scenie i własny charakter tego modelu. Zacznijmy od barw czystych. Zgodnie z oczekiwaniami przetwornik przy mostku (EMG-81) właściwie nie nadaje się do gry na cleanach. To dość charakterystyczne dla tego pickupu, który stworzony został raczej do gry solowej na przesterze. Barwa czysta jest w tym wypadku pozbawiona dynamiki, posiada zawężone pasmo, a silny sygnał wyjściowy powoduje przesterowanie wzmacniacza. Inaczej zachowuje się przetwornik neck (EMG-60). W tej pozycji gitara zachowuje się poprawnie, oferując mocne, ale zarazem ciepłe brzmienie. Pojawiły się też częstotliwości basu, których brak odczuwało się w brzmieniu akustycznym. Jak widać, elektronika została poprawnie dobrana do charakteru barwowego instrumentu i nie tyle uzupełnia końcowe brzmienie, co nie pozwala na jego wypaczenie przez podbicie niewłaściwych częstotliwości. Została jeszcze do wyboru środkowa pozycja przełącznika, w której łączy on obydwa przetworniki. Rezultatem jest zrównoważony, przestrzenny i nieco surowy sound, który świetnie sprawdzi się podczas gry akordowej.

Przejdźmy teraz do sedna sprawy, czyli barw przesterowanych. Pozycja przy mostku to chyba kwintesencja brzmienia tego instrumentu. Przetwornik EMG-81 przy mostku doskonale radzi sobie zarówno przy grze solowej, oferując powalający sustain, jak i podczas gry akordowej, dostarczając szybkiego ataku. Pomimo obniżonego stroju w dalszym ciągu mamy pełną selektywność granych dźwięków, a także brak jest często spotykanego w innych konstrukcjach "zamulenia" w dolnym paśmie częstotliwości. Przetwornik w pozycji neck przynosi pewne zaskoczenie - dość sporo góry kojarzącej się niemal z brzmieniem typowego singla. Świetny dynamiczny, iskrzący sound. W tej pozycji możemy z gitary wydobyć bez problemu wszystkie smaczki artykulacyjne, nawet przy mocnym przesterze. Warto też przy okazji obalić mit o mało dynamicznym, skompresowanym brzmieniu przetworników aktywnych. Wszystko zależy od konstrukcji samego pickupa, a w tym przypadku model EMG-60 bije zakresem dynamiki wiele uznanych, pasywnych konstrukcji. Nie sposób też nie zauważyć innej zalety zastosowania układu aktywnego - sygnał jest bardzo czysty, pozbawiony szumów i przydźwięków. Co najważniejsze jednak, niska oporność wyjściowa układu pozwala stosować długie przewody bez strat sygnału - zaleta, która w pełni objawia się dopiero na dużej scenie.

Ostatnia pozycja to połączenie obydwu przetworników. W tym przypadku nie uzyskujemy jakichś rewelacyjnych właściwości brzmieniowych i - jak w przypadku większości instrumentów z taką konfiguracją pickupów - dźwięk jest mało charakterystyczny. To zdecydowanie pozycja sprawdzająca się świetnie na barwach czystych, ale nie wnosząca niczego do brzmienia instrumentu po przesterowaniu.

Generalnie brzmienia przesterowane, oferowane przez Ibaneza MBM2, są naprawdę mocne, ale pozwalają jednocześnie zachować niuanse artykulacyjne podczas gry. To ważna cecha, zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z obniżonym strojem przy zachowaniu standardowej menzury w instrumencie. Niezależnie jednak od rodzaju realizowanej barwy, jedna cecha testowanego instrumentu pozostaje niezmienna - grywalność. Gitara Ibanez MBM2 jest bardzo wygodna, a niska akcja strun nie utrudnia gry. Doskonały profil i szerokość gryfu, świetnie nabite i wykończone progi - dokładnie tych cech można było się spodziewać po instrumencie tak doświadczonej firmy, jaką jest Ibanez. Nie można także nie wspomnieć o wzorcowym stroju, który nie ulega zmianie nawet w najniższych pozycjach.

PODSUMOWANIE

Ibanez MBM2 to, jak wspomniałem na samym początku, prosta konstrukcja ukierunkowana na osiągnięcie konkretnego brzmienia. Jeśli ktoś szuka uniwersalnego, studyjnego wiosła, to nie tędy droga. Aktywna elektronika z mocnym poziomem wyjściowym, niski strój, stały mostek - taka konfiguracja już od początku określa mocno rockowy czy wręcz metalowy charakter brzmieniowy tego instrumentu. Pomijając "bajerancką" grafikę na korpusie, trzeba też przede wszystkim powiedzieć, że jest to gitara wykonana zawodowo. Żadnych niedoróbek lub kompromisów - po prostu uczciwa konstrukcja. Przyczepić się można jedynie do lekkiej wagi powodującej niedostateczne przenoszenie niskich częstotliwości przy grze akustycznej. Na szczęście układ elektroniki rekompensuje to zjawisko i po podłączeniu do wzmacniacza zyskujemy naprawdę potężną dawkę gitarowego czadu.
Info:
konstrukcja: bolt-on
korpus: mahoń
gryf: klon, trzyczęściowy
podstrunnica: palisander
progi: 24 jumbo
układ elektryczny: EMG-81 (mostek),
EMG-60 (gryf), przełącznik 3-pozycyjny,
1×VOLUME
wykończenie: czarny lakier z białą grafiką

2010-05-01 17:37:22
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

RICHWOOD Launcher Pro Standard RE-125-HB Custom RE-129-BK Custom RE-129-OR


Gitary Richwood znane są już naszym Czytelnikom, test pierwszej wersji RE-125 opublikowaliśmy bowiem około dwóch lat temu.
BUDOWA

W kolejnych latach gitara ta przeszła modernizację, zmianie nie uległy jednak gatunki drewna użyte do jej budowy. W korpus z drewna na to wklejono mahoniowy gryf z podstrunnicą wykonaną z drewna sonokelin. Ten ostatni gatunek łatwo pomylić z palisandrem, ponieważ wygląd i właściwości akustyczne obydwu są podobne, przy czym sonokelin jest jednak twardszy. Przód korpusu zdobi fornir z prawdziwego klonu płomienistego. W tej klasie cenowej to ewenement, ponieważ wielu producentów zastępuje go naklejaną fotografią.

Szerokość podstrunnicy na wysokości siodełka główki wynosi ok. 43,5mm, na wysokości XII progu - 52,5mm. Grubość szyjki wzrasta od 21mm przy I progu do ok. 23,5mm przy XII. Na podstrunnicy nabito 22 progi w rozmiarze medium. Osprzęt uzupełnia dwuczęściowy mostek tune-o-matic oraz zamknięte klucze olejowe.

Instrumenty różnią się modelami przetworników marki Boston: Standard uzbrojony jest w dwukolorowe humbuckery Zebra Power Rock bez puszek, natomiast w wersji Custom zamontowano Gold Vintage w puszkach - wszystkie oparte są na magnesach AlNiCo IV. W układzie elektrycznym nie znajdziemy już więcej niespodzianek - trójpozycyjny przełącznik, oddzielne potencjometry głośności i barwy dla każdego przetwornika to już klasyka.

Cechą wyróżniającą nowe gitary Richwood spośród innych instrumentów typu Les Paul jest miejsce łączenia gryfu z korpusem. Od frontu linia przypomina nieco gitary typu Telecaster, jednak najważniejszy detal znajduje się z tyłu. Linia jest łagodna, a głębokie wyfrezowanie nie przypomina tradycyjnego prostokątnego profilu.

Warto wspomnieć o pewnym drobiazgu - do każdej gitary dołączona jest płytka maskująca korpus, którą nabywca może samodzielnie zamontować; wszak nie każdy ma potrzebę zasłaniania drewna płytką. W przypadku instrumentów z ładnym wzorzystym drewnem plastikowy pickguard niekiedy nawet by je szpecił, tym bardziej że po zdjęciu takiego zamontowanego fabrycznie elementu pozostają otwory po wkrętach.





WRAŻENIA

Mając do dyspozycji aż trzy sztuki jednego modelu różniące się nieco przetwornikami i wykończeniem, można sprawdzić coś, co nie jest możliwe do zbadania w przypadku tylko jednej gitary, a mianowicie: powtarzalność cech poszczególnych egzemplarzy. Staranność wykonania jest na tym samym poziomie, dość wysokim jak na tę klasę cenową. Drobne zastrzeżenia można by mieć do złotego wykończenia osprzętu, który zapewne z czasem utraci nieco swój blask. Nieznaczne różnice w wymiarach i profilach gryfów rzędu dziesiątych części milimetra oraz ułożenie żyłek bindingu świadczą o tym, że fabryka Richwooda nie osiągnęła jeszcze najwyższego poziomu zaawansowania technologicznego. Trzeba jednak przyznać, że ludzie budujący te instrumenty przykładają się do swego rzemiosła należycie i że poświęcają im sporo uwagi. Do estetyki i staranności wykonania trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Jedyny mankament to kiepskie struny założone fabrycznie.

Testowane gitary są bardzo wygodne w grze. Gryf o profilu spłaszczonego "C" dobrze leży w dłoni, a dostęp do najwyższych pozycji jest wręcz znakomity. Żadna z gitar typu Les Paul, które do tej pory miałem w rękach, nie miała tak dobrze wyprofilowanego połączenia gryfu z korpusem. Specyficzny wybór gatunków drewna przekłada się na prawidłowe wyważenie instrumentu. Gitara nie męczy muzyka nawet przy dłuższym graniu - drewno nato nie waży tyle co mahoń.

BRZMIENIE

Zastosowane w przetwornikach Boston magnesy AlNiCo IV są nieco słabsze niż AlNiCo V. Można więc przysunąć je bliżej strun, uzyskując tym samym mocniejsze brzmienie, a jednocześnie zniwelowanie zakłócenia intonacji, jakie zdarzają się podczas gry w wysokich pozycjach. Brzmienia różnią się w zależności od modelu: Standard gra jaśniej i ostrzej niż Custom, który wyraźnie nawiązuje do stylistyki vintage. Pomiędzy testowanymi egzemplarzami praktycznie nie występują różnice w jakości brzmienia czy długości wybrzmienia, lecz jedynie nieznaczne różnice barwy. Przetworniki Zebra niekiedy generują niewielki przydźwięk, który nie występuje w przypadku humbuckerów w puszkach. Brzmienie modelu Custom jest ciepłe i mięsiste, a jego szlachetność ujawnia się przede wszystkim w barwie czystej. Na przesterze sprawia wrażenie nieco bardziej śpiewnego niż Standard, który z kolei gra wyraźniej, ale odrobinę chłodniej. Wybór brzmienia jest oczywiście sprawą subiektywną, jednak przy niewielkiej różnicy w cenie, szala zdaje się przeważać w stronę modelu Custom.

PODSUMOWANIE

Na początkowym etapie testu instrumentów zwykle staram się nie sprawdzać ich cen, by zachować jak największą obiektywność. Grając na Richwoodach, spodziewałem się, że za prezentowane przez nie brzmienie należy zapłacić nieco więcej. Poza tym, w stosunku do wcześniej testowanej wersji, gitary te zaskoczyły mnie nowatorskimi rozwiązaniami pozytywnie wpływającymi na komfort gry. Dobra jakość drewna i wykonania przekłada się na powtarzalność ich indywidualnych cech. W przypadku naszego testu wszystkie trzy egzemplarze prezentują jednakowo wysoki poziom. Cieszy to tym bardziej, że w przypadku klasy budżetowej różnice bywają na ogół spore. Różnorodne opcje wykończenia oraz modele dla gitarzystów leworęcznych z pewnością zainteresują muzyków szukających dobrej gitary w rozsądnej cenie. Uzyskujemy z nich dźwięk, który w klasie cenowej poniżej 1.500 zł wydawał się być raczej nieosiągalny.
Info:
korpus: nato
płyta wierzchnia: klon płomienisty
gryf: mahoń
podstrunnica: sonokelin
menzura: 24,75"
osprzęt: złoty
mostek: tune-o-matic
klucze: zamknięte olejowe
układ elektryczny:
Boston PU-54-FZB Humbucker
Alnico IV Zebra Power Rock
(RE-125-HB, przy gryfie),
Boston PU-54-RZB Humbucker
Alnico IV Zebra Power Rock
(RE-125-HB, przy mostku),
Boston PU-57-FGD Humbucker
Alnico IV Gold Vintage
(RE-129-BK/OR, przy gryfie),
Boston PU-57-RZB Humbucker
Alnico IV Gold Vintage,
(RE-129-BK/OR, przy mostku),
2×VOLUME, 2×TONE, przełącznik 3-pozycyjny

2010-05-01 17:32:54
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

ESP LTD WA-600



Z pewnością firma ESP kojarzy się każdemu gitarzyście z instrumentami przeznaczonymi do cięższego łojenia.
Potężne grono światowej sławy endorserów wciąż się rozszerza, a oprócz takich pewniaków, jak James Hetfield, pojawiają się także wschodzące gwiazdy heavy metalu, podsuwające nowe pomysły na sygnowane modele. LTD WA-600 to instrument, który zobaczyć można w rękach Williego Adlera, gitarzysty zespołu Lamb Of God. Ponieważ kapela gra naprawdę ostro, liczyć możemy na miażdżące brzmienie gitary, którą za chwilę przetestujemy.

BUDOWA

Prezentowany instrument zbudowano w oparciu o nieśmiertelny kształt Les Paula. Nie jest to jednak wierna jego kopia - mahoniowy korpus jest nieco inaczej wyprofilowany i cieńszy, a także główka wydaje się bardziej drapieżna niż w pierwowzorze. Jednym z charakterystycznych szczegółów WA-600 jest lakier - czarny w wersji Camo (camouflage) lub pantery - jak kto woli. Całość ma przez to zadziorny, żołnierski wygląd - nic tylko brać i ruszać na bitwę (muzyczną oczywiście!). Niklowany czarny osprzęt idealnie podkreśla mroczny klimat instrumentu, został jedynie złamany gustownym białym bindingiem korpusu i podstrunnicy. Mostek to typowa konstrukcja tune-o-matic złożona ze strunociągu oraz strunnika z regulowanymi siodełkami. Warto zauważyć, że firma zastosowała doskonałe elementy TonePros - zarówno strunnik, jak i strunociąg są przykręcone za pomocą małych śrub do trzpieni, na których się trzymają. Dzięki temu wzmocnione jest przekazywanie drgań strun przez mostek na korpus, co skutkuje dłuższym sustainem i lepszym atakiem. Pomimo zdecydowanie "bojowego" przeznaczenia instrumentu zastosowano dość uniwersalny set przetworników Seymour Duncan: JB przy mostku i ’59 przy gryfie. Znamienny jest fakt, że ten zestaw pickupów stał się już niemal standardowym wyposażeniem ogromnej liczby gitar różnych firm, przeznaczonych do wykonywania szerokiego spektrum muzyki - od rocka do jazzu. Stara prawda mówi, że przetworniki odzywają się tak jak gitara, w której są zamontowane, czeka nas więc odkrycie kolejnej, metalowej strony zastosowanego zestawu.

Uzupełnieniem układu elektrycznego jest 3-pozycyjny przełącznik, osobne gałki głośności dla każdej przystawki i jedna wspólna do regulacji tonu. Gryf wykonano z klonu i wklejono do korpusu. Samo łączenie jest bardzo przyjazne dla gry - pozbawione tzw. kopyta, co ułatwia grę w wysokich pozycjach. Szyjka ma wygodny profil, a jej grubość jest idealna zarówno do gry akordowej, jak i solowej. Podstrunnica jest wykonana z hebanu, który wygląda na naprawdę świetnie dobrany kawałek drewna. Ciemny, gęsty - jeden z ładniejszych hebanów, jakie widywałem na podstrunnicach. Gitara posiada 22 progi o dość dużej szerokości i wysokości, oznaczone przez firmę jako XJ (Extra Jumbo). Ich nabicie jest po prostu wzorcowe - idealne wykończenie krawędzi, starannie zaokrąglone korony, a do tego progi lśniące jak lustro, na co wpływ ma nie tylko ich wypolerowanie, ale doskonały materiał, z którego zostały zrobione. WA-600 przyozdobiono charakterystycznymi markerami w kształcie gwiazdek oraz flagi USA pomiędzy 8 a 12 progiem. Główka posiada blokowane klucze w układzie 3+3 z wybitym logo firmy ESP. Warto zwrócić uwagę na miejsce przejścia główki w szyjkę. Zastosowano dość duże kopyto, które doskonale zabezpiecza to newralgiczne miejsce przed ewentualnym złamaniem. Na plus zasługuje też zamontowanie grafitowego siodełka (45mm) gwarantującego strojność nawet po intensywnym podciąganiu strun.

Gitary LTD produkowane są w Azji (WA-600 w Korei). Osobiście uważam, obserwując od lat produkcje koreańskie, że niejednokrotnie stoją one na wyższym poziomie niż instrumenty uznanych firm amerykańskich. Podobnie sprawa wygląda w przypadku testowanej gitary. Jest zrobiona perfekcyjnie, z dbałością o każdy szczegół, a zastosowane do budowy materiały zdecydowanie nie pochodzą z "łapanki". Jedyne zastrzeżenie mam do lakierowania. Gdy przyjrzymy się tyłowi korpusu pod światło, wyraźnie zobaczymy załamania lakieru w miejscach łączenia kawałków drewna. Co prawda z jednej strony, dzięki temu możemy przekonać się, z ilu części złożono korpus (w tym przypadku z co najmniej trzech), z drugiej jednak strony, z pewnością nie wpływa to dodatnio na estetykę instrumentu. Mając jednak w pamięci inne modele LTD, muszę przyznać, że taka sytuacja zdarza mi się pierwszy raz w przypadku tego producenta, więc prawdopodobnie nie jest to zjawisko nagminne. Instrument trzyma się bardzo wygodnie, a profil gryfu idealnie pasuje nawet osobom o małych dłoniach (do których się zaliczam). Świetnie dobrana waga to zasługa - oprócz wyprofilowanego korpusu - klonowego gryfu, który powinien dodać gitarze także agresywniejszej góry.


BRZMIENIE

Na sucho instrument brzmi dość jasno, z mocnym i dynamicznym dołem. Zdecydowanie brzmienie to jest zupełnie inne, niż znane z klasycznych konstrukcji Les Paule. Zamiast ciepłego, miękkiego środka mamy zwarte, przebijające się częstotliwości średnie. Doskonała góra pozwala usłyszeć pełnię akordów, a dynamiczny bas nie muli podczas grania szybkich riffów. Generalnie brzmienie bez podłączenia do wzmacniacza jest bardzo akustyczne, głośne i selektywne. Ponieważ jednak ten instrument nie został przeznaczony do grania akustycznego, czas podpiąć go do pieca. Dwa przetworniki i 3-pozycyjny przełącznik nie zapewniają miliona barw, ale lepiej mieć jedno zawodowe brzmienie niż wiele bezużytecznych... Możemy więc wybierać - pickup przy szyjce, mostku lub obydwa naraz.

Zacznijmy od brzmień czystych. Dobór seta Seymoura Duncana był trafionym pomysłem. Idealnie przekazuje właściwości brzmieniowe gitary. Brzmienia czyste są bardzo dynamiczne, z ostrą, ale nie nachalną górą. Przetwornik przy gryfie brzmi bardzo szeroko z miękkim basem i okrągłym, choć nieco wycofanym środkiem. Zupełnie inaczej wygląda pickup przy mostku - więcej środka, mniej góry, lecz nadal ciekawe, grywalne brzmienie. Połączenie obydwu przetworników daje barwę lekko singlową, przebijającą się przez gąszcz instrumentów. Zestaw przystawek JB i ’59 doskonale sprawdza się też na barwach typu crunch. Testowany instrument pewnie nie będzie wykorzystywany do bluesa, ale fakt, że radzi sobie także na tym polu, z pewnością poszerza jego możliwości.

Przejdźmy teraz do sedna testu, czyli mocnego przesteru. Ci, którzy myślą, że tylko supersilne pickupy mogą dostarczyć potężnego, przesterowanego soundu, mogą się zdziwić. WA-600 brzmi ciężko i masywnie, i to mimo uniwersalnej elektroniki. Przetwornik przy gryfie dostarcza długiego sustainu i jest idealny do grania wolnych solówek. Doskonała, wyrazista góra pozwala także bez obaw na granie mocnych i szybkich riffów - każdy dźwięk jest selektywny i słyszalny. Pomimo mocnego basu nic się ze sobą nie zlewa - po prostu rewelacja! W wielu innych instrumentach dobiera się pickup przy mostku, tak aby miał możliwie jak największą moc, nie myśląc przy tym o brzmieniu, tutaj zamontowany JB idealnie współgra z pozycją neck. Posiada zbliżony sygnał, lecz zdecydowanie inne brzmienie. Równa, plastyczna barwa z doskonałą dynamiką. Podczas gdy popularne w podobnych konstrukcjach gitar pickupy EMG w połączeniu z mahoniową deską często pozbawiają instrument własnego, akustycznego brzmienia, zastosowane tu Seymoury eksponują wszystko, co najlepsze w drewnie. Gramy cicho - zmniejsza się gain, dźwięk jest cieplejszy, natomiast mocne uderzenia zdecydowanie budzą demona - potężną ścianę dźwięku z szybkim atakiem. W stroju drop D gitara dalej sprawuje się znakomicie - nic nie traci na dynamice i selektywności. Konstrukcja gitary WA-600 została świetnie przemyślana: mahoniowa deska dla mocnego dołu, klonowy gryf podkreślający górę, i szeroko brzmiące pasywne przetworniki dające w sumie doskonałe, nowoczesne brzmienie.
PODSUMOWANIE

Gitara ESP LTD WA-600 to z pewnością instrument ukierunkowany brzmieniowo na niezłą rzeźnię. Pomimo tego oferuje jednak dość szeroką paletę brzmień, które mogą być wykorzystane także w innych gatunkach muzyki - doskonałe brzmienia czyste, a także niezłe brzmienie typu crunch. Willie Adler nie gustuje w oryginalnych, niecodziennych konstrukcjach, stąd testowana gitara nie zaskakuje niczym szczególnym, jeśli chodzi o samą budowę. Jedno jednak trzeba przyznać: LTD WA-600 po prostu sprawuje się tak, jak tego oczekiwalibyśmy po jej sygnaturze - brzmi i wygląda groźnie, a przy tym jest perfekcyjnie wykonana z odpowiednio dobranych materiałów. Szkoda, że w komplecie nie ma porządnego, twardego futerału. Na szczęście, biorąc pod uwagę typowe kształty gitary, nie powinniśmy mieć żadnego problemu ze znalezieniem dla niej odpowiedniego futerału.
Info:
konstrukcja: set-thru-body
korpus: mahoń
gryf: klon
podstrunnica: heban
progi: 22, XJ
profil gryfu: thin "U"
skala: 24,75"
układ elektryczny: przetworniki Seymour Duncan JB (przy mostku) i ’59 (przy gryfie), przełącznik 3-pozycyjny, potencjometry TONE (1) i VOLUME (2)
klucze: ESP, blokowane
wykończenie: BLK Camo

2010-05-01 17:25:32
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

SPECTOR ARC6 Pro




Spector to amerykańska firma, która znana jest głównie z budowy wysokiej jakości gitar basowych. Stuart Spector rozpoczął lutniczą produkcję gitar basowych w 1974 roku i w ciągu kilku pierwszych lat swojej działalności przebojem wdarł się na amerykański rynek instrumentów dla zawodowych muzyków.
Dzięki rewolucyjnemu projektowi ręcznie rzeźbionego instrumentu autorstwa Neda Steinbergera, z korpusem wklęsłym od tyłu i wypukłym z przodu, gitary te mają ponadczasowy charakter, co potwierdza też wielu artystów grających na gitarach Spectora. Warto dodać, że pierwszym pracownikiem Stuarta Spectora był Vinnie Fodera, obecnie konstruktor i wytwórca najwyższej klasy ręcznie wyrabianych basów sprzedawanych pod własną marką. Doskonale rozwijająca się firma przejęta została w 1985 roku przez korporację Kramera, który wytwarzał serię instrumentów Spectora przez następne pięć lat. Po bankructwie Kramera i wieloletniej batalii prawniczej Stuart odzyskał prawa do pierwotnej marki Spector w 1997 roku. Obecnie Spector wytwarza swoje ekskluzywne basy w warsztacie w Nowym Yorku, oferując też wysokiej klasy instrumenty produkowane m.in. w Czechach, Korei czy Chinach, które dzięki temu mają cenę kilkukrotnie niższą, prezentując jednocześnie wysoki standard brzmienia i wykonania. Testowany Spector ARC6 Pro to gitara elektryczna, która swoją pierwszą odsłonę miała dwa lata temu na targach NAMM. Z tyłu na główce widnieje naklejka "Made in Indonesia", ale nie mamy się tu czego obawiać, ponieważ Stuart Spector ręczy za jakość tych instrumentów swoim własnym nazwiskiem i renomą.

BUDOWA

Korpus gitary zbudowano z popularnego i lekkiego drewna lipowego (basswood), na które naklejona jest nakładka z klonu wzorzystego. Od razu zauważalne jest specyficzne wyprofilowanie, z którego znane są instrumenty Spectora. Wypukły z przodu i wklęsły od spodu korpus ma też nieco cofnięty krótszy dolny róg, przez co przypomina nieco pomniejszoną gitarę basową. Głęboki czarnozielony kolor o nazwie Black and Teal Burst, w połączeniu z oryginalną fakturą drewna, prezentuje się bardzo dobrze spod wykończonego na wysoki połysk lakieru. Stały mostek wykończony w czarnym kolorze ma możliwość regulacji wysokości, a także menzury każdej ze strun. Zastosowanie stałego mostka standardowo powoduje lepsze przeniesienie wibracji strun na drewno, stabilność stroju i w rezultacie lepszy dźwięk oraz wybrzmiewanie gitary.

Gryf wykonano z klonu, a dla większej stabilności został sklejony z trzech kawałków tego drewna. Na palisandrowej, bardzo płaskiej podstrunnicy o promieniu 16" (406mm) nabito 22 średniej wielkości progi. Długość czynna strun wynosi 25" (635mm), czyli jest kompromisem pomiędzy menzurą Fendera (25,5") a menzurą Gibsona (24,75").

Na zgrabnej czarnej główce, ozdobionej ornamentem z masy perłowej, znajdziemy rozmieszczone po dwóch stronach klucze olejowe również wykończone w kolorzeczarnym. Otwór na główce, gdzie mieści się śruba pręta napinającego, jest zasłonięty płytką, na której umieszczone jest logo z nazwą firmy. Mocowanie gryfu to klasyczne rozwiązanie typu bolt-on, gdzie szyjka przykręcona jest do korpusu czterema śrubami.

Przetworniki, w które została wyposażona gitara Spector ARC6 Pro, to produkty koreańskiej firmy Tesla, która nie tylko cieszy się bardzo dobrą opinią w Stanach Zjednoczonych, ale zdobywa coraz więcej zwolenników. Humbuckery osłonięte metalowymi, chromowanymi puszkami - to klasyczne konstrukcje typu PAF. Regulowane nabiegunniki w obu przetwornikach znajdują się standardowo w zewnętrznych cewkach. 3-pozycyjny przełącznik pozwala na pracę w skrajnych pozycjach pickupu przy gryfie lub przy mostku, a w pozycji środkowej działają oba połączone równolegle humbuckery. Dwie pary potencjometrów o przezroczystych czarnych gałkach odpowiadają za regulację tonów i głośności dla każdego przetwornika osobno. Do gitary dołączony jest kluczyk służący do regulacji gryfu oraz krótki przewód typu jack-jack.

WRAŻENIA

Sprawiająca naprawdę dobre wrażenie gitara zyskuje jeszcze bardziej po dokładniejszych oględzinach. Nieco inny kształt i wspomniane już wcześniej ciekawe wyprofilowanie czynią z niej instrument wyróżniający się na tle znanych klasycznych konstrukcji. Głęboka zieleń, nieco inna faktura klonu wzorzystego i lustrzane wykończenie lakieru budzą mimo dosyć stonowanej całości zaufanie co do jakości wykonania. Wygodny gryf o bardzo płaskiej podstrunnicy (16") umożliwia teoretycznie bardzo niskie ustawienie akcji strun, choć tu trafiłem na dziwną przypadłość testowanego egzemplarza. Po maksymalnym opuszczeniu mostka struny basowe były na średniej wysokości i nie dało się już ich obniżyć. Komfort gry był, co prawda, na zupełnie zadowalającym poziomie - nic nie brzęczało, dynamika była bardzo dobra - ale nie było możliwości jeszcze niższego ustawienia strun. Wskutek "basowego" kształtu i krótszego dolnego rogu nieco utrudnione jest też granie na siedząco, jednak w żaden sposób nie obniża to walorów instrumentu, na którym w pozycji stojącej gra się bardzo dobrze.
BRZMIENIE

Zawsze ten opis zaczynam od sprawdzenia tzw. brzmienia na sucho i nie inaczej jest tym razem. W wypadku gitary Spectora element ten stoi na bardzo wysokim poziomie. Bez podłączenia do wzmacniacza gitara oferuje niesamowity sustain na każdej strunie, piękny, niezamulony bas, a także niemal akustycznie brzmiące akordy - to elementy godne dużo droższych instrumentów. Rzadko zdarza się, bym siedział z przyjemnością, grając na niepodłączonej do wzmacniacza gitarze elektrycznej.

Na kanale czystym akordy są czytelne, czyste dźwięki dynamiczne i ciepłe w charakterze. Oba humbuckery sprawują się bardzo dobrze, ich średniej wielkości poziom wyjściowy umożliwia ustawienie barw, które wyraźnie oddają charakter drewna zastosowanego w instrumencie. Dwa przetworniki typu PAF to już klasyka: blues, rock, jazz, funky - Spector doskonale poradzi sobie w każdej sytuacji. Brzmienie z przetwornika przy mostku na przesterze jest nasycone, ciepłe, z wyraźnym atakiem i mocnym sustainem. Przy przełączeniu na pickup przy gryfie barwa jest bardzo śpiewna, niezamulona, a na czystym kanale ma bardzo ładny charakter zarówno do akordów, jak i projazzowych solówek.

Układ elektryczny, złożony z regulacji głośności i tonów dla każdego pickupu oddzielnie, daje duże pole manewru przy kreowaniu swoich brzmień. W pozycji środkowej, gdzie działają oba humbuckery, mamy możliwość przyciszenia jednego z pickupów lub niezależnego ustawienia tonów dla każdego z przetworników, co ma niemały wpływ na barwę wyjściową. Jeśli brzmienie nie do końca nam odpowiada, możemy je bardzo łatwo skorygować na kilka sposobów. Znalazłem tu kilka naprawdę ciekawych barw funkowych czy klimatycznych akordów z chorusem. Miłośnicy ciężkich, metalowych brzmień mogliby być trochę zawiedzeni, choć wydaje mi się, że instrument ten jest adresowany do szerszego grona muzyków. Jeszcze raz muszę podkreślić ponadprzeciętny sustain tej gitary, który odczuwalny jest też doskonale przy grze na wzmacniaczu.
PODSUMOWANIE

Jest bardzo wiele podobnych do siebie instrumentów - czy to pod względem budowy, czy zastosowanych komponentów - jednak tylko część z nich ma jakieś właściwości wyjątkowe. Moim zdaniem gitara Spector ARC6 Pro zalicza się właśnie do tej grupy, ponieważ bez wątpienia jest to bardzo interesujący instrument o oryginalnym kształcie i bardzo dobrych, ponadprzeciętnych właściwościach brzmieniowych. Gitara swą pierwszą odsłonę miała dwa lata temu na targach NAMM i od razu wzbudziła duże zainteresowanie, a także uznanie wśród muzyków. Wieloletni producent gitar basowych pokazuje, że może bez problemu zbudować bardzo dobrą gitarę elektryczną, która, będąc produkcją budżetową pochodzącą z Dalekiego Wschodu, jest już instrumentem w pełni profesjonalnym.
Info:
konstrukcja: bolt-on
korpus: lipa
płyta wierzchnia: klon wzorzysty
gryf: klon
podstrunnica: palisander
promień
podstrunnicy: 16" (406mm)
progi: 22
menzura: 25" (635mm)
mostek: stały
klucze: olejowe zamknięte
elektronika: humbuckery Tesla (2), przełącznik 3-pozycyjny, regulatory VOLUME (2), TONE (2)
wykończenie: wysoki połysk w kolorze Black and Teal Burst

2010-05-01 17:21:37
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz


Copyright 2006 maxblog.pl
Grafika:GuGim
x
 Załóż swój blog! Lista przyjaciół